----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Duńskie muzeum sztuki współczesnej domaga się od artysty zwrotu 534 tysięcy pożyczonych mu koron, co stanowi 83 tysiące dolarów, gdyż według placówki jego interpretacja wcześniejszego dzieła jest zwykłą kradzieżą.

Zamiast oklaskiwać artystyczną interpretację wcześniejszej pracy, Kunsten Museum of Modern Art w północnej Danii stwierdziło, że Jens Haaning łamie umowę prawną i jest w posiadaniu ponad $84,000 należących do tej instytucji.

Haaning, artysta konceptualny, którego prace skupiają się na władzy i nierównościach, otrzymał od muzeum zlecenie odtworzenia dwóch wcześniejszych prac, które wykorzystywały banknoty do przedstawiania średnich dochodów. Praca z 2007 r., zatytułowana "Przeciętny duński roczny dochód", przedstawiała duńskie korony przymocowane do płótna w ramce, a druga praca z 2011 r., o austriackich dochodach, wykorzystywała banknoty euro w podobny sposób.

Muzeum Kunsten dostarczyło więc 534,000 koron ze swoich rezerw na odtworzone dzieła - przyklejenie ich do płótna, a także dołożyło opłatę za wykonanie w wysokości 25,000 koron. Ale kiedy pracownicy rozpakowali nowo dostarczone prace w zeszłym tygodniu, znaleźli dwie puste ramki z tytułem "Bierz pieniądze i uciekaj".

„Nie jesteśmy bogatym muzeum” – mówi dyrektor placówki Lasse Andersson i dodaje, że pieniądze pochodziły ze skromnych rezerw przeznaczonych na utrzymanie budynku. „Musimy dokładnie przemyśleć, w jaki sposób wydajemy nasze fundusze i nie wydajemy więcej, niż możemy sobie pozwolić”.

Andersson powiedział też, że umowa muzeum z Haaningiem wymagała od niego zwrotu pieniędzy do 16 stycznia: "Wierzę, że nam je zwróci. Jest cenionym artystą. Ale jeśli ich nie odzyskamy, będziemy musieli wnieść oskarżenie przeciwko artyście".

Jednak pojawił się problem, bo 56-letni Haaning publicznie stwierdził, iż nie ma zamiaru przestrzegać umowy.

„Wymowa moje pracy jest taka, że wziąłem ich pieniądze” - powiedział duńskiemu radiu. „To nie jest kradzież. To naruszenie umowy, a naruszenie umowy jest częścią tej pracy”.

Haaning powiedział, że odtworzenie jego wcześniejszych dzieł sztuki nie przynosi dochodu.

„Zachęcam innych ludzi, którzy mają tak nędzne warunki pracy jak moje, by robili to samo. Jeśli siedzą w jakiejś gównianej pracy i nie otrzymują wynagrodzenia, a wręcz są proszeni o zapłacenie za pójście do pracy, to niech biorą, co się da i zwiewają” – przekonywał Haaning w wywiadzie radiowym.

Zamówione prace miały stanowić część wystawy traktującej o związkach sztuki i pracy - "Work It Out". Wystawa została otwarta w zeszłym tygodniu i potrwa do połowy stycznia. Prace Haaninga są jej częścią, a samo muzeum zapewnia, iż nie jest to żadna akcja promocyjna.

Pamiętacie rzeźbę kilka miesięcy temu zlicytowaną za ponad 18 tysięcy dolarów? Możecie o niej przeczytać TUTAJ.

rj