Planowana reforma imigracyjna to test dla administracji Bidena
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

W ubiegłym tygodniu demokraci przedstawili U.S. Citizenship Act of 2021, kompleksową ustawę imigracyjną, która z pewnością będzie jedną z pierwszych poważnych bitew legislacyjnych administracji Bidena tuż po zakończeniu walki z koronawirusem.

Jeśli ustawa zostanie przyjęta, będzie zwieńczeniem dziesięcioleci wysiłków zarówno reformatorów, jak i restrykcjonistów, aby fundamentalnie zmienić amerykański system imigracyjny, w tym nieudane próby stworzenia ścieżki do obywatelstwa dla nieudokumentowanych imigrantów, które podejmowano za rządów Busha i Obamy.

Nie będzie to łatwa sprawa, choć zauważalne są pierwsze zmiany w społeczeństwie dotyczące opinii na temat imigracji.

Przeprowadzone w tym roku przez Data for Progress badania pokazały, że 69 procent prawdopodobnych wyborców popiera przyznanie nieudokumentowanym imigrantom ścieżki do obywatelstwa. Inny sondaż, przeprowadzony przez Quinnipiac, wykazał 65 procentowe poparcie dla legalizacji pobytu. A w zeszłym roku Gallup zauważył, że po raz pierwszy w historii liczba Amerykanów popierających zwiększanie imigracji (34 procent) przekroczyła liczbę zwolenników jej ograniczania (28 procent). Od 2016 r. odsetek osób popierających rozwiązania proimigracyjne podskoczył o 13 punktów, podczas gdy przeciwników takich rozwiązań spadł o 10 punktów.

Republikanie przeciwni

Trzeba jednak zauważyć, iż większość tego przesunięcia w sondażach jest wynikiem przesunięcia demokratów w lewo. Partia GOP pozostaje przeciwna tym zmianom. Nawet republikanie, którzy byli otwarci na reformę imigracyjną przed kadencją Donalda Trumpa i wspólnie z demokratami podejmowali próby reformy systemu, dziś są krytyczni wobec nowych działań w tej sprawie. W oświadczeniu wydanym na dzień przed inauguracją Bidena, senator z Florydy, Marco Rubio, główny negocjator imigracyjny w 2013 roku, określając plan nowej administracji powiedział, że jest "bez szans".

Jednak to czy w ogóle i w jakiej formie ustawa zostanie przyjęta, zależy od woli polityków w Senacie i umiejętności negocjatorskich obydwu stron. Republikanie z całą pewnością nie zgodzą się na wszystkie zapisy nowego aktu. Nie jest też powiedziane, że prezydencki projekt zyska poparcie wszystkich demokratów. Aby ustawa została przyjęta potrzeba 60 głosów senatorskich – takiej większości nie ma nikt, więc trzeba będzie zawrzeć ponadpartyjne porozumienie, które - jak wiemy z przeszłości - coraz trudniej jest osiągnąć.

Co znalazło się w propozycji

Gdyby porozumienie udało się osiągnąć, warto znać podstawowe założenia reformy.

Zgodnie z projektem nowej ustawy osoby mieszkające w Stanach Zjednoczonych przynajmniej od 1 stycznia 2001 roku będą mogły otrzymać status rezydentów – na pięć lat. Kolejne lata mają poświęcić na dopełnienie wszelkich formalności zmierzających do uzyskania obywatelstwa – ten okres szacowany jest z kolei na trzy lata. W związku z tym cała ścieżka prawna zmierzająca do uzyskania statusu obywatela zajmie obcokrajowcom 8 lat i ma być prostsza niż teraz – właśnie ten ośmioletni okres jest jednym z filarów nowej ustawy.

Dodatkowo nielegalni imigranci, którzy przybyli do USA jako dzieci, oraz pracownicy rolni mogliby bezpośrednio ubiegać o zielone karty. Kluczowa będzie w tym przypadku przeszłość kryminalna, a zaświadczenie o niekaralności może być jednym z ważniejszych elementów całej ścieżki. Ci, którzy są w Stanach Zjednoczonych nielegalnie, mieliby dzięki tej ustawie znacznie łatwiejszą drogę do zalegalizowania pobytu.

Małżonkowie, partnerzy i dzieci (poniżej 21 lat) legalnych, stałych mieszkańców nie podlegaliby ograniczeniom wynikającym z tzw. rocznych pul ustalających liczbę osób przyjmowanych do kraju. Zgodnie z nową ustawą nie obowiązywałby już roczny termin dotyczący wniosku o azyl. Oprócz tego większa byłaby też pula wiz wydawanych w drodze losowania – wzrośnie z 55 do 80 tysięcy.

rj/fk