----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

Gwałtowny wzrost liczby zorganizowanych kradzieży detalicznych przeraża kupujących, martwi pracowników i zagraża wynikom handlowym sklepów w najlepszym dla nich okresie roku.

W rozpoczętym sezonie świątecznym w wielu luksusowych sklepach dzielnicy Gold Coast w Chicago pojawił się nowy element: ochroniarze ustawieni tuż przy drzwiach i wpuszczający do środka klientów pojedynczo. Większe sklepy nie mogą ograniczać liczby klientów w ten sposób, więc inwestują w lepsze systemy zabezpieczeń.

Szeroko nagłośnione incydenty, w których grupy zamaskowanych, młodych ludzi wpadały do sklepu i w kilkanaście sekund wynosiły cenny towar, wywołały obawy wśród wielu kupujących i pracowników sklepów. Zdarzenia notowane są w całym kraju, również w naszym rejonie, choćby w centrum handlowym Oakbrook Center, Northbrook, na Michigan Avenue i Gold Coast. Strach przed przestępczością w widoczny sposób wpłynął na liczbę kupujących w ekskluzywnych butikach, jednocześnie zmuszając sklepy do większych wydatków na bezpieczeństwo. Strach przed zorganizowanymi w ten sposób napadami tylko pogłębia problemy kadrowe, nękające detalistów podczas pandemii.

„Ludzie się boją. Boją się iść do pracy, nie chcą mieć z tym nic wspólnego” – mówi pracownik sklepu odzieżowego Gold Coast Rag & Bone.

W skali kraju, według niedawnego raportu National Retail Federation, w wyniku zorganizowanej przestępczości w handlu detalicznym straty w 2020 r. przekroczyły już 700,000 dolarów w przeliczeniu na 1 miliard sprzedaży. To wzrost o 60% w stosunku do 2015 roku, a wielu ekspertów jest przekonanych, że dane za 2021 rok będą znacznie wyższe.

Według Illinois Retail Merchants Association, w Illinois sklepy straciły w zeszłym roku towary o wartości od 3.7 do 4 miliardów dolarów w wyniku kradzieży, choć należy zaznaczyć, że tylko niewielka część dotyczy grupowych, widzianych ostatnio incydentów.

Jak sklepy się zabezpieczają

Wiele nie da się zrobić. Sklepy w Chicago i okolicach zatrudniły ochroniarzy i skróciły godziny pracy. Niektórzy chowają towar z półek i witryn na zaplecze. Jeśli jeden sklep zostanie obrabowany, pozostałe w okolicy blokują drzwi i okna, po czym wysyłają wcześniej pracowników do domów.

Problem w tym, by zabezpieczenia były jak najmniej widoczne dla klientów, by nie odstraszyło ich poczucie przebywania w zbrojnej twierdzy.

„Nie chcesz sprawiać wrażenia zbrojnego obozu, więc musisz to robić zręcznie" - mówi Rob Karr, prezes i dyrektor generalny Illinois Retail Merchants Association. „To trudne balansowanie”.

Takie inwestycje nie są tanie, a pracowników ochrony brakuje, dodaje Karr. Co więcej, sklepy podnoszą również płace pracownikom bojącym się przychodzić do pracy, ponieważ ich utrata w rozpoczynającym się okresie przedświątecznym byłaby jeszcze bardziej kosztowna.

Pracownicy też są zmęczeni

Od prawie dwóch lat mają za zadanie wdrażać protokoły bezpieczeństwa związane z COVID-19, a tu dochodzi dodatkowy stres związany z potencjalnymi kradzieżami na wielką skalę. Dla niektórych to za dużo.

„Wszyscy pracują ciężej niż kiedykolwiek. Wielu mówi dość i odchodzi" - stwierdza jeden z pracowników sklepu w śródmieściu Chicago. W większości zatrudnienie wynosi około połowy w porównaniu z okresem sprzed pandemii, a liczba kupujących jest już podobna, a w niektórych miejscach nawet wyższa.

Dodatkowa praca, mniejsze dochody, większe ryzyko

Wspomniany wcześniej sklep Rag & Bone na Gold Coast został splądrowany w sierpniu 2020 r. razem z innymi w okolicy, podczas zamieszek w centrum Chicago. Przez kolejne dwa miesiące pracownicy co wieczór zdejmowali wszystkie towary z wieszaków i półek, co oznaczało dodatkową godzinę pracy na początku i na końcu dnia. Niektórzy klienci mówią, że boją się przychodzić, zwłaszcza gdy media informują o jakimś ogólnokrajowym wydarzeniu mogącym wywołać niepokój na ulicach. Menedżerowie okolicznych sklepów wspólnie decydują wtedy, jak się na taką ewentualność przygotować.

Właściciele i menadżerowie sklepów mówią pracownikom, aby nie angażowali się w kradzieże. Ale wielu z nich trudno nie skonfrontować się z kimś, kto próbuje uciec z towarami. Zdarza się, że jednak próbują zatrzymywać złodziei.

Coraz bardziej zuchwali

Przedstawiciele branży detalicznej twierdzą, że złodzieje stają się coraz bardziej zuchwali, a wyższy popyt na towary sprzedawane w sieci i wywołany przez pandemię tylko napędza wzrost liczby takich przestępstw.

Prokurator generalny stanu Illinois, Kwame Raoul mówi, że kluczem do walki ze zorganizowaną przestępczością w handlu detalicznym jest komunikacja między detalistami, internetowymi miejscami handlu i organami ścigania. We wrześniu powołał do pomocy specjalną grupę zadaniową.

Według prokuratora IL nie można traktować tego jako problemu lokalnego i twierdzić, że robią to zdesperowani ludzie w potrzebie. „Mamy mocne dowody, aby sądzić, że za niektórymi kradzieżami, które mogą wyglądać jak przypadkowe, grupowe włamania, stoją bardzo wyrafinowane grupy" - mówi. Policja potwierdza, iż w wielu przypadkach są to dobrze zaplanowane operacje.

Większość sprzedawców detalicznych odmawia informacji na temat konkretnych, podejmowanych przez nich środków bezpieczeństwa, a także kosztu takich zabezpieczeń.

CVS Health zainstalowało sejfy z opóźniaczem czasowym we wszystkich swoich 392 aptekach w Illinois, aby zapobiegać napadom. Maje, sklep z odzieżą damską na Oak Street, teraz wymaga dyżuru dwóch pracowników i wspólnych przerw, więc nikt nigdy nie jest w sklepie sam. Walgreens przeszkoliło pracowników, aby unikali fizycznego kontaktu z podejrzanymi o kradzieże sklepowe. Wszyscy mają nadzieję, że to nasilenie tych incydentów jest tymczasowe.

rj