----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

18 września 2025

Udostępnij znajomym:

Dla wielu Amerykanów przesuwanie wskazówek zegara dwa razy w roku jest nie tylko uciążliwe, ale i szkodliwe. Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu Stanforda pokazują, że rezygnacja z obecnego systemu zmiany czasu mogłaby przynieść ogromne korzyści zdrowotne.

Już wcześniej wiadomo było, że w dniach po zmianie czasu rośnie liczba zawałów serca czy wypadków drogowych. Tym razem jednak naukowcy przedstawili twarde liczby: pozostanie na czasie standardowym przez cały rok oznaczałoby nawet 2,6 miliona mniej diagnoz otyłości rocznie oraz około 300 tysięcy mniej udarów. Gdyby zamiast tego wprowadzić stały czas letni, efekty byłyby mniejsze, ale wciąż odczuwalne – około dwóch trzecich tych samych korzyści.

Rytm dobowy kontra polityka czasu

Autorzy badania, opublikowanego w prestiżowym Proceedings of the National Academy of Sciences, oparli się na najnowszych modelach rytmu okołodobowego i danych z amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom. Jak tłumaczy dr Jamie Zeitzer, psychiatra i współautor pracy, kluczowe jest to, że organizm człowieka naturalnie dostosowuje się do cyklu światła i ciemności. Poranne słońce reguluje nasz zegar biologiczny, wieczorne ciemności uruchamiają produkcję melatoniny i przygotowują ciało do snu. Sztuczne wydłużanie dnia przez czas letni opóźnia ten proces i zaburza równowagę.

Skutki bywają poważne. Brak snu i rozchwiany rytm dobowy sprzyjają chorobom serca, otyłości, spadkowi koncentracji i osłabieniu metabolizmu. To właśnie dlatego eksperci od lat powtarzają, że zdrowiej byłoby na stałe przyjąć czas standardowy.

„Odkryliśmy, że pozostawanie w czasie standardowym lub w czasie letnim jest zdecydowanie lepsze niż dwukrotna zmiana czasu w roku” – powiedział dr Jamie Zeitzer, starszy autor i profesor psychiatrii i nauk behawioralnych, w artykule prasowym Uniwersytetu Stanforda.

Politycy i lekarze – różne wizje

Debata o przyszłości zmiany czasu w Stanach Zjednoczonych powraca co roku. Senator Rick Scott z Florydy od dawna forsuje projekt ustawy, która miałaby wprowadzić stały czas letni. Jego argument brzmi prosto: Amerykanie są zmęczeni przesuwaniem zegarów i jest to praktyka, która bardziej przeszkadza niż przynosi korzyści.

Z kolei organizacje zajmujące się zdrowiem, jak National Sleep Foundation, ostrzegają, że to właśnie czas standardowy jest najbliższy naturalnemu rytmowi człowieka. „Nasz organizm potrzebuje mocnego światła rano, by się obudzić i zsynchronizować procesy biologiczne. Wieczorem potrzebujemy ciemności. Czas letni zaburza ten porządek” – podkreślają specjaliści.

Nauka kontra codzienność

Autorzy badania zastrzegają, że ich modele zakładały regularne godziny snu i odpowiednią ilość czasu spędzanego na świeżym powietrzu – w praktyce rzadko tak bywa. „Nawet w Kalifornii, gdzie pogoda sprzyja, ludzie spędzają na zewnątrz mniej niż 5 procent dnia” – zauważa dr Zeitzer. To oznacza, że realne problemy mogą być jeszcze poważniejsze niż pokazują wyliczenia.

Zegar biologiczny nie wybacza

Rytm dobowy to wewnętrzny zegar, którym steruje mózg, reagując na światło i ciemność. To on decyduje, kiedy czujemy przypływ energii, a kiedy senność. Zmienia się wraz z wiekiem – dzieci wstają wcześnie, nastolatków trudno dobudzić, a osoby starsze znów szybciej zasypiają i budzą się o świcie. Wszelkie zaburzenia tego cyklu mają swoje konsekwencje, od przewlekłego zmęczenia po choroby przewlekłe.

Kolejna zmiana czasu czeka Amerykanów już 2 listopada 2025 roku. Wówczas zegary zostaną cofnięte o godzinę, a wraz z nimi – jak twierdzą badacze – rozregulowane zostaną zegary biologiczne milionów ludzi.

----- Reklama -----

KD MARKET 2026

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor