Rozpoczynający się okres wiosennych wyjazdów podczas szkolnych przerw może w tym roku oznaczać dla wielu pasażerów coś więcej niż tylko tłumy na lotniskach. Jeśli w najbliższych dniach nic się nie zmieni, podróżni muszą liczyć się z długimi kolejkami, spóźnieniami na loty i rosnącą frustracją.
Już teraz na wielu amerykańskich lotniskach czas oczekiwania na kontrolę bezpieczeństwa TSA przekracza godzinę, w skrajnych przypadkach sięga nawet trzech, a według niektórych relacji – czterech godzin. Powodem jest częściowy paraliż prac rządu federalnego i brak wynagrodzeń dla pracowników TSA.
Według władz Chicago Department of Aviation w ciągu najbliższych kilkunastu dni przez lotniska O’Hare i Midway może przewinąć się ponad 3,7 miliona pasażerów. To efekt rozpoczynających się ferii wiosennych, które tradycyjnie należą do najbardziej obleganych okresów w kalendarzu podróży. Największy ruch prognozowany jest na O’Hare, gdzie w pojedyncze dni liczba pasażerów może sięgać niemal 300 tysięcy. Podobna sytuacja panuje na większości lotnisk w kraju.
Problem polega jednak na tym, że wzrost ruchu zbiegł się z innym, znacznie poważniejszym zjawiskiem – przedłużającym się częściowym zamknięciem rządu federalnego.
Mniej pracowników, więcej pasażerów
Od połowy lutego około 50 tysięcy pracowników Transportation Security Administration pracuje bez wynagrodzenia. Choć formalnie nadal wykonują swoje obowiązki, coraz częściej pojawiają się nieobecności. Część funkcjonariuszy bierze zwolnienia lekarskie i dni personalne, inni rezygnują z pracy w ogóle lub szukają dodatkowych źródeł dochodu.
Homeland Security (Departament Bezpieczeństwa Krajowego) przyznaje, że rosnąca liczba nieobecności oznacza konieczność ograniczania liczby punktów kontroli bezpieczeństwa. W praktyce przekłada się to na dłuższe kolejki i większe obciążenie dla tych pracowników, którzy pozostają na stanowiskach. Planuje się wręcz zamykanie mniejszych lotnisk w najbliższym czasie.
Eksperci podkreślają, że problem ma charakter nieprzewidywalny. Jednego dnia na danym lotnisku może brakować 10 procent personelu, innego – nawet 30 procent. To sprawia, że pasażerowie często nie są w stanie ocenić, ile czasu zajmie im przejście przez kontrolę.
Chicago bez danych w czasie rzeczywistym
Dodatkowym utrudnieniem dla podróżnych w Chicago jest brak łatwo dostępnych informacji o czasie oczekiwania. W przeciwieństwie do wielu innych dużych lotnisk, O’Hare i Midway nie udostępniają na swoich stronach internetowych bieżących danych o długości kolejek do kontroli bezpieczeństwa.
Teoretycznie takie informacje można znaleźć w aplikacji MyTSA, jednak w czasie shutdownu ich dokładność bywa ograniczona. W efekcie pasażerowie często działają „w ciemno”, nie wiedząc, czy wystarczy przyjechać dwie godziny przed lotem, czy może znacznie wcześniej.
Polityka na pierwszym planie
Źródłem obecnego kryzysu pozostaje impas polityczny w Waszyngtonie. Spór o finansowanie Department of Homeland Security – związany głównie z polityką imigracyjną – sprawił, że to właśnie pracownicy TSA znaleźli się w centrum konfliktu.
Związki zawodowe nie kryją frustracji, wskazując, że funkcjonariusze stali się zakładnikami politycznych negocjacji. Dla wielu z nich problem ma bardzo realny wymiar - to opóźnione rachunki, ryzyko utraty mieszkania czy konieczność podejmowania dodatkowej pracy.
Historia pokazuje, że podobne sytuacje kończą się dopiero wtedy, gdy zakłócenia zaczynają odczuwalnie uderzać w pasażerów i gospodarkę. Podczas poprzednich shutdownów to właśnie chaos na lotniskach był jednym z czynników, który zmusił polityków do osiągnięcia porozumienia.
Co dalej?
Linie lotnicze apelują do Kongresu o szybkie rozwiązanie sporu i wprowadzenie przepisów, które zagwarantują wypłaty dla pracowników kluczowych służb w przyszłości. Na razie jednak brak sygnałów, że kompromis jest bliski, choć z drugiej strony przełom może nastąpić w każdej chwili, podobnie jak to było podczas wcześniejszych przerw.
Dla pasażerów oznacza to konieczność przygotowania się na niepewność. Oficjalne zalecenia mówią o przyjeździe na lotnisko co najmniej dwie godziny przed lotem krajowym i trzy godziny przed międzynarodowym, ale w obecnych warunkach nawet to nie daje pełnej gwarancji.
Najbliższe dni – szczyt sezonu wiosennych podróży – będą testem dla całego systemu. Jeśli nieobecność w pracy agentów TSA będzie rosła, kolejki mogą się jeszcze wydłużyć. A to oznacza, że dla wielu pasażerów podróż zacznie się nie w samolocie, lecz w długiej, powoli przesuwającej się linii do kontroli bezpieczeństwa.