Dla wielu Amerykanów wciąż jest to zaskakujące, że ktoś może służyć w wojsku USA, a później zostać zmuszony do opuszczenia kraju. Dziesiątki tysięcy osób bez amerykańskiego obywatelstwa służą w siłach zbrojnych USA. Wielu wierzy, że służba to droga do obywatelstwa – przekonanie to jest zresztą często wzmacniane w przekazie rekrutacyjnym. Dla części z nich okazuje się to jednak złudne.
To nie dzieje się automatycznie
Prawo federalne pozwala żołnierzom niebędącym obywatelami szybciej ubiegać się o obywatelstwo, zwłaszcza w czasie wyznaczonych okresów konfliktów zbrojnych. W praktyce oznacza to, że nie muszą spełniać standardowych wymogów dotyczących długości pobytu w kraju.
To jednak nie jest automatyczne.
Żołnierz musi sam złożyć wniosek, przejść sprawdzenie przeszłości i spełnić wymagania formalne. Jeśli proces się opóźni, zostanie przerwany albo nigdy nie zostanie dokończony, weteran może pozostać bez obywatelstwa – nawet po honorowej służbie.
Skala zjawiska jest duża. Według analityków, w amerykańskich siłach zbrojnych służy ponad 40 tysięcy nieobywateli, a w USA mieszka około 115 tysięcy takich weteranów.
Głośne przypadki
W ostatnich latach kilka spraw zwróciło uwagę opinii publicznej.
José Barco, weteran odznaczony Purpurowym Sercem (Purple Heart), służył w Iraku i został ranny. Po odbyciu kary więzienia za przestępstwo z użyciem przemocy został w 2025 roku deportowany do Meksyku. Nigdy nie uzyskał obywatelstwa.
Sae Joon Park mieszkał w USA przez dziesięciolecia. W 2025 roku opuścił kraj na skutek decyzji deportacyjnej związanej z wcześniejszymi zarzutami narkotykowymi. Choć służył podczas inwazji na Panamę, jego służba nie spełniała warunków przyspieszonej naturalizacji.
Godfrey Wade, urodzony na Jamajce weteran, mieszkający w USA od ponad 50 lat, przebywa obecnie w ośrodku detencyjnym w Georgii i walczy z deportacją.
Każdy z tych przypadków jest inny, ale pokazują to samo: sama służba wojskowa nie chroni przed deportacją.
Jak do tego dochodzi
Wielu weteranów zaciąga się jako stali rezydenci, ale nie kończy procesu uzyskania obywatelstwa. Powody są różne: brak wiedzy o możliwościach, opóźnienia w urzędach, zagubione dokumenty, odejście z wojska przed spełnieniem wymogów lub problemy prawne.
Zdarza się też, że żołnierze kończą służbę, nie zdając sobie sprawy, że proces uzyskania obywatelstwa nigdy nie został sfinalizowany.
Znaczenie mają też wyroki karne. Zgodnie z amerykańskim prawem imigracyjnym, osoby skazane za określone przestępstwa mogą zostać deportowane po odbyciu kary.
Zwolennicy surowego podejścia podkreślają, że służba wojskowa nie powinna zwalniać z odpowiedzialności. Przeciwnicy uważają, że deportacja to w takich przypadkach druga kara – szczególnie gdy przestępstwa mogą mieć związek z traumą po służbie.
Spór polityczny bez finału
Temat wraca także w Kongresie. Politycy z obu partii przedstawiają kolejne propozycje zmian, które miałyby ograniczyć luki w systemie. Wśród nich pojawiają się m.in. pomysły uproszczenia i przyspieszenia procesu uzyskania obywatelstwa dla żołnierzy, automatycznego informowania rekrutów o przysługujących im prawach, a także umożliwienia deportowanym weteranom składania wniosków o obywatelstwo z zagranicy. Część projektów zakłada również stworzenie specjalnych procedur pozwalających na powrót do USA osobom, które odbyły już kary i spełniają określone warunki.
Jedną z najbardziej zaangażowanych osób w tej sprawie jest senator Tammy Duckworth z Illinois. To weteranka wojny w Iraku i była pilotka śmigłowca bojowego. W 2004 roku została ciężko ranna podczas misji, tracąc obie nogi. Od lat podkreśla, że osoby, które służyły w amerykańskim mundurze, nie powinny być pozostawione same sobie w skomplikowanym systemie imigracyjnym. Wspiera inicjatywy, które mają ułatwić weteranom uzyskanie obywatelstwa oraz stworzyć realną możliwość powrotu dla tych, którzy zostali deportowani.
Mimo tych działań większość proponowanych zmian nie wyszła dotąd poza etap prac legislacyjnych. Projekty ustaw trafiają do komisji, gdzie mogą utknąć lub stracić poparcie. W efekcie problem pozostaje nierozwiązany, a debata – mimo rosnącego zainteresowania – wciąż nie przynosi konkretnych rozstrzygnięć.
Obietnica wciąż niepewna
Od pokoleń imigranci wstępują do amerykańskich sił zbrojnych z przekonaniem, że służba zapewni im stabilną przyszłość w Stanach Zjednoczonych. Dla wielu rzeczywiście tak się stało – po latach służby zdobyli obywatelstwo i ułożyli sobie życie w kraju, w kraju, do którego przyjechali jako imigranci.
Nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia. W przypadkach, gdy proces uzyskania obywatelstwa nie został doprowadzony do końca, konsekwencje mogą być poważne – od problemów prawnych po ryzyko deportacji, nawet po wielu latach życia w USA.
Dla części weteranów oznacza to nie tylko utratę statusu, ale także konieczność opuszczenia kraju, w którym służyli i często spędzili większość życia. W efekcie przekonanie, że mundur gwarantuje bezpieczeństwo i przynależność, nie zawsze znajduje potwierdzenie w rzeczywistości.
Dla wielu Amerykanów wciąż jest to zaskakujące – że ktoś może służyć w wojsku USA, a później zostać zmuszony do opuszczenia kraju.
Dokładna liczba deportowanych weteranów nie jest znana. Organizacje społeczne szacują jednak, że w ostatnich latach mogło chodzić o tysiące osób.
Dla wielu obietnica uzyskania obywatelstwa się spełniła.
Dla innych wciąż pozostaje niepewna.
Źródło: Military.com