Prawdopodobieństwo recesji w Stanach Zjednoczonych zaczyna rosnąć. Ekonomiści coraz częściej wskazują na kombinację czynników, które mogą w najbliższych miesiącach osłabić gospodarkę: napięcia geopolityczne, wzrost cen ropy naftowej oraz wyraźne spowolnienie na rynku pracy.
Jednym z sygnałów ostrzegawczych są najnowsze prognozy banku inwestycyjnego Goldman Sachs. Instytucja podniosła ocenę prawdopodobieństwa recesji w ciągu najbliższych 12 miesięcy do 25 procent. Jeszcze w styczniu szacowano je na 20 procent. Zmiana nastąpiła po rozczarowującym raporcie z rynku pracy za luty oraz w reakcji na rosnące ceny ropy.
W ekonomii recesję definiuje się jako wyraźny spadek aktywności gospodarczej, który obejmuje wiele sektorów i trwa dłużej niż kilka miesięcy. Za oficjalne ogłoszenie recesji w USA odpowiada National Bureau of Economic Research. Instytucja ta bierze pod uwagę m.in. realny wzrost produktu krajowego brutto, dochody gospodarstw domowych, poziom zatrudnienia, produkcję przemysłową oraz sprzedaż detaliczną i hurtową.
Obecne prognozy wskazują, że presja na gospodarkę może narastać. Goldman Sachs zwraca uwagę na kilka kluczowych czynników: słabsze tempo tworzenia nowych miejsc pracy, inflację związaną z taryfami handlowymi oraz zaburzenia na rynku energii wynikające z wojny w Iranie i napięć wokół transportu ropy.
Rynek pracy zaczyna zwalniać
Jednym z najbardziej niepokojących sygnałów jest pogorszenie sytuacji na rynku pracy. W lutym liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym spadła o 92 tysiące, co zaskoczyło wielu analityków.
Według ekonomistów Goldman Sachs tempo tworzenia nowych miejsc pracy jest obecnie bardzo niskie i oscyluje w okolicach zera. Tymczasem, aby utrzymać stabilny poziom bezrobocia, gospodarka USA potrzebuje około 70 tysięcy nowych miejsc pracy miesięcznie.
Stopa bezrobocia również zaczęła rosnąć. W lutym wyniosła 4,44 procent i według prognoz banku może sięgnąć około 4,6 procent w trzecim kwartale roku.
Ceny ropy jako kolejny czynnik ryzyka
Istotnym źródłem niepewności pozostaje także rynek energii. Wzrost cen ropy jest bezpośrednio związany z napięciami na Bliskim Wschodzie oraz ryzykiem zakłóceń w dostawach.
Goldman Sachs prognozuje, że cena ropy Brent może utrzymywać się w okolicach 98 dolarów za baryłkę w marcu i kwietniu, zanim pod koniec roku spadnie do około 71 dolarów. W scenariuszu pesymistycznym, zakładającym miesięczne zakłócenie transportu przez Cieśninę Ormuz — jeden z najważniejszych szlaków energetycznych świata — ceny mogłyby przekroczyć 100 dolarów za baryłkę. Taki wzrost szybko przełożyłby się na inflację. Według prognoz mogłaby ona wiosną osiągnąć nawet około 4,5 procent.
Inflacja i taryfy komplikują decyzje Fedu
Dodatkową presję inflacyjną wywołują także taryfy handlowe. Goldman Sachs szacuje, że podniosły one tzw. bazową inflację o ponad 70 punktów bazowych, co utrudnia zadanie Rezerwie Federalnej, która w takiej sytuacji ma ograniczone pole do obniżania stóp procentowych. Jednocześnie analitycy zwracają uwagę, że wskaźniki inflacji po wyłączeniu wpływu taryf są nieco bardziej stabilne.
Rosnące obawy widać również w innych prognozach. Platforma prognostyczna Kalshi ocenia obecnie prawdopodobieństwo recesji na 32,4 procent. Z kolei Polymarket szacuje je na około 31 procent przed końcem 2026 roku, choć jeszcze w weekend było to 35 procent.
Jeszcze na początku roku Goldman Sachs był znacznie bardziej optymistyczny. W styczniu analitycy banku przewidywali, że wzrost gospodarczy w 2026 roku będzie wyższy od rynkowych prognoz, a ryzyko recesji w ciągu roku wyniesie około 20 procent.
Spór o perspektywy gospodarki
Administracja prezydenta Donalda Trumpa przekonuje jednak, że gospodarka pozostaje na solidnych fundamentach. Rzecznik Białego Domu Kush Desai stwierdził wcześniej, że krótkoterminowe zakłócenia są naturalnym skutkiem operacji wojskowych na Bliskim Wschodzie, ale długofalowy trend pozostaje pozytywny.
Jak podkreślił, agenda gospodarcza prezydenta - obejmująca obniżki podatków i deregulację - ma w dalszym ciągu pobudzać inwestycje, tworzenie miejsc pracy i wzrost gospodarczy.
Nie wszyscy ekonomiści podzielają jednak ten optymizm. Mark Zandi, główny ekonomista Moody’s Analytics, ostrzega, że wyższe ceny ropy już zaczęły podnosić ceny paliw. Droższe paliwo oznacza z kolei wzrost kosztów transportu, podróży oraz wielu towarów.
Wyższa inflacja może ograniczyć skłonność konsumentów do wydawania pieniędzy, szczególnie w gospodarstwach domowych o niskich i średnich dochodach. Jeśli spadek popytu zmusi firmy do redukcji zatrudnienia, ryzyko recesji może szybko wzrosnąć.
W najbliższych miesiącach kluczowym czynnikiem dla gospodarki pozostanie sytuacja na rynku energii. Wszelkie zakłócenia w dostawach ropy z Bliskiego Wschodu — zwłaszcza w rejonie Cieśniny Ormuz — mogą szybko podbić ceny paliw i zwiększyć presję inflacyjną.
To właśnie od stabilności dostaw energii w dużej mierze zależeć będzie, czy obecne obawy przed recesją pozostaną jedynie ostrzeżeniem ekonomistów, czy też przerodzą się w realne spowolnienie gospodarcze.