Większość Amerykanów jest zbyt zajęta, by żyć mediami społecznościowymi, zbyt skupiona na codziennych sprawach, by angażować się w polityczne spory, i zbyt racjonalna, by na bieżąco komentować rzeczywistość w Internecie. Pracują, wychowują dzieci, biorą udział w życiu lokalnych społeczności, pomagają sąsiadom i wspierają różnego rodzaju inicjatywy — często bez potrzeby dzielenia się tym w sieci.
To ogromna, choć milcząca i mało widoczna, część społeczeństwa. To osoby, które w większości spraw mają podobne poglądy, rzadko zabierają głos w publicznych sporach dotyczących spraw kraju, ale na co dzień stanowią jego trzon.
Obraz Stanów Zjednoczonych, jaki wyłania się z telewizji, mediów społecznościowych i politycznych sporów, jest jednoznaczny: kraj głęboko podzielony, pełen napięć i wzajemnej niechęci. Jednak dane oraz codzienne doświadczenia wielu Amerykanów sugerują, że rzeczywistość może być bardziej złożona. I mniej dramatyczna.
Coraz częściej pojawia się teza, że dominujący przekaz o „rozbitej i podzielonej Ameryce” jest w dużej mierze efektem działania mediów i algorytmów, które premiują konflikt, emocje i skrajne opinie. W praktyce bowiem większość obywateli funkcjonuje poza tym światem i jest skupiona na pracy, rodzinie i lokalnych sprawach.
Badania pokazują, że platformy, które nadają ton debacie publicznej, docierają do stosunkowo ograniczonej części społeczeństwa.
Przykładowo, serwis X (dawniej Twitter), często uznawany za centrum politycznych sporów, używany jest przez około jedną piątą dorosłych Amerykanów, a regularnie przez jeszcze mniejszy odsetek.
Podobnie wygląda sytuacja z telewizją informacyjną. W większości godzin oglądalność głównych stacji kablowych nie przekracza 1 procenta populacji. Najpopularniejsze programy w stacjach takich jak Fox News, CNN czy MSNBC przyciągają zwykle od około 1 do 3 milionów widzów jednocześnie, co w skali ponad 300-milionowego kraju pozostaje niewielkim odsetkiem. Choć w ciągu dnia przez te kanały przewija się większa liczba odbiorców, widownia ta jest w dużej mierze stała i powtarzalna. W efekcie przekaz, który dominuje w telewizji informacyjnej, dociera przede wszystkim do stosunkowo wąskiej części społeczeństwa, mimo że często sprawia wrażenie ogólnokrajowego.
To oznacza, że najbardziej widoczne konflikty są w dużej mierze domeną stosunkowo wąskiej grupy — aktywnej, głośnej i silnie obecnej w przestrzeni medialnej.
Jednocześnie inne wskaźniki rysują zupełnie inny obraz społeczeństwa.
Dane dotyczące aktywności społecznej i charytatywnej pokazują, że Amerykanie wciąż w dużej mierze angażują się w pomoc innym. W 2024 roku łączna wartość darowizn osiągnęła rekordowy poziom ponad 590 miliardów dolarów. Znaczna część tej kwoty pochodziła od osób prywatnych.
Równie istotna jest skala wolontariatu. Dziesiątki milionów Amerykanów co roku angażują się w działania na rzecz swoich społeczności, zarówno w sposób zorganizowany, jak i prywatnie, pomagając sąsiadom, organizując lokalne inicjatywy czy wspierając potrzebujących.
Te dane współgrają z wynikami badań opinii publicznej, które pokazują, że mimo rosnącego niepokoju o stan systemu politycznego, ocena innych ludzi pozostaje często pozytywna. Wielu respondentów deklaruje, że ufa swoim sąsiadom i postrzega ich jako osoby gotowe do pomocy.
Powstaje więc wyraźny kontrast: z jednej strony rosnące poczucie kryzysu politycznego, z drugiej stosunkowo stabilne relacje społeczne na poziomie codziennym.
Eksperci zwracają uwagę, że kluczową rolę odgrywają tu mechanizmy selekcji informacji. Algorytmy mediów społecznościowych wzmacniają treści budzące emocje, zwłaszcza gniew i oburzenie, co może prowadzić do zniekształconego obrazu rzeczywistości. W efekcie użytkownicy mają wrażenie, że konflikty są bardziej powszechne i głębsze, niż wynikałoby to z bezpośrednich doświadczeń.
Nie oznacza to oczywiście, że podziały nie istnieją. Spory polityczne w Stanach Zjednoczonych są realne i często ostre. Jednak ich obraz, utrwalany w mediach, może nie oddawać proporcji między konfliktem a współpracą w codziennym życiu.
W praktyce wielu Amerykanów funkcjonuje w rzeczywistości znacznie mniej spolaryzowanej, gdzie ważniejsze od sporów ideologicznych są relacje sąsiedzkie, praca i wspólne obowiązki.
Coraz częściej pojawia się więc pytanie, czy dominujący obraz społeczeństwa nie jest w pewnym sensie uproszczeniem, wynikiem skupienia uwagi na najbardziej konfliktowych fragmentach życia publicznego.
Dla wielu obserwatorów odpowiedź wydaje się oczywista: aby zrozumieć współczesną Amerykę, nie wystarczy patrzeć na ekran. Trzeba spojrzeć także na to, co dzieje się poza nim — w codziennych, często niewidocznych gestach współpracy i wzajemnej pomocy.
Źródła: Axios, Pew Research Center, Gallup World Poll, Giving USA, Gallup Surveys on volunteering and charitable giving