Po zatankowaniu często kupujemy jeszcze kawę, napój albo paczkę chipsów. Choć na paliwo wydajemy znacznie więcej, to właśnie te drobne zakupy mogą przynieść stacji większy zysk.
Podobnie jest w kinach, gdzie sprzedaż popcornu i napojów bywa bardziej dochodowa niż sprzedaż biletów. Paliwo daje kierowcom powód, żeby zatrzymać się na stacji. Sklep pozwala jej zarobić.
Marże na benzynie są zaskakująco niskie. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy ceny benzyny są wyższe, ponieważ konkurencja o klientów jest tak zacięta, że detaliści często niechętnie podnoszą ceny jako pierwsi. Średnia marża zysku netto ze sprzedaży paliwa w USA wynosi zaledwie 1,4 procent, podczas gdy średnia dla wszystkich branż to 7,7 procent. Nawet sklepy spożywcze i salony samochodowe, znane z niewielkich marż, osiągają lepsze wyniki - odpowiednio 2,5 i 3,2 proc.
Wysokie ceny przy dystrybutorze nie muszą więc oznaczać wysokich zysków właściciela. Dostarczenie paliwa na stację wymaga kosztownego transportu, magazynowania i dystrybucji. Do tego dochodzi silna konkurencja: ceny łatwo porównać, a kierowcy mogą wybrać tańszy punkt. Stacje ostrożnie podchodzą zatem do podwyżek.
Znacznie korzystniej wygląda sprzedaż w sklepie. Przywołane w artykule dane wskazują, że napoje, przekąski, losy na loterię i inne drobne produkty odpowiadają za około 30 proc. przychodów stacji, a jednocześnie przynoszą aż 70 proc. jej zysku.
Kawa kupiona po tankowaniu może więc mieć dla tego biznesu większe znaczenie, niż sugeruje jej cena. Dla klienta jest niewielkim dodatkiem do rachunku. Dla stacji takie dodatki stanowią podstawę zarobku.
Kilka ciekawostek z amerykańskich stacji
- 145 tys. — przybliżona liczba stacji benzynowych w USA.
- 60 proc. — odsetek stacji należących do osób lub rodzin prowadzących tylko jeden punkt.
- 61 centów — średnia cena galona benzyny w 1976 roku.
- New Jersey — stan, w którym kierowcy nie mogą samodzielnie tankować.