----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

Nauczyciele zauważają u dzieci coraz częstsze napady złości i zachowania, których wcześniej nie doświadczali w takim stopniu. Uczniowie kłócą się o najdrobniejsze rzeczy, a sytuacje, do których w związku z tym dochodzi, szybko eskalują, przyciągając uwagę całej klasy i przerywając naukę.

Eksperci spodziewali się regresji po powrocie do szkół, ale stopień, w jaki to się odbywa, dla wielu był szokiem.

„Gotowość emocjonalno-społeczna, którą mają teraz nasze dzieci… jest, szczerze mówiąc, około dwóch lat w tyle za tym, co zwykle widzimy na tym etapie” – powiedziała nauczycielka ze szkoły w Elgin.

Nauczyciele skarżą się, iż rodzice oczekują od nich rozwiązywania problemów, ale szkoła nie zapewnia wystarczającego wsparcia. Chociaż szkoły otrzymały federalne środki na walkę ze skutkami pandemii, a eksperci spodziewali się większego zapotrzebowania na pomoc emocjonalną i psychiczną, w dalszym ciągu w wielu szkołach niewiele zmieniło się w tej kwestii.

Zdemolowana łazienka, kradzieże

Angie Gazdziak mówi, że jej dzieci były podekscytowane powrotem do nauki osobistej w pełnym wymiarze godzin. Ale już na początku jesieni dostała powiadomienie z informacją, że niektórzy uczniowie w szkole robią sobie nawzajem żarty, które widziały w mediach społecznościowych. Ich zachowania doprowadziły do zdemolowania łazienki, kradzieży rzeczy nauczycielki i innych uczniów, w tym jej córki.

Gazdziak mówi, że administracja w szkole publicznej jej dzieci stara się zaradzić takim zachowaniom, ale są one w większości reaktywne. Szkoła powiadomiła uczniów i rodziców o incydentach, ale nie wydawało się to przeszkadzać w kolejnych tego typu sytuacjach.

Tymczasem rodzice, którzy mają problemy z zachowaniem swoich dzieci, oczekują cierpliwości ze strony innych rodzin.

Patrick McGowan obawia się, że jego syn jest jednym z tych sprawiających problemy w drugiej klasie. Chłopiec, u którego zdiagnozowano ADHD, miał trudności z nauką na odległość. Jednak do wszystkich problemów i złego zachowania dochodziło w zaciszu własnego domu.

„Myślę, że zabrał ze sobą część tych zachowań do szkoły” – powiedział McGowan. „Zrozumienie i przyzwyczajenie się do obowiązków szkolnych zajmie trochę czasu. Musi zrozumieć, że nie może np. wchodzić pod biurko, kiedy tylko ma ochotę”.

McGowan mówi, że on i jego żona pracują nad samoregulacją i kontrolą impulsów syna i mają nadzieję, że inne rodziny ich zrozumieją.

Ale w wielu szkołach nauczyciele twierdzą, że po prostu nie mają środków na wsparcie swoich uczniów i wydają się być przytłoczeni codziennym chaosem i niewłaściwymi zachowaniami.

„Covid tak naprawdę nie spowodował tych rzeczy” – mówi jedna z nauczyciele z północnej strony Chicago. „Po prostu uwypuklił zachowania, które już istniały”.

Dodała, że przed pandemią w szkołach brakowało środków na zajęcia społeczne i emocjonalne, pracowników socjalnych i doradców.

„Teraz są one potrzebne jeszcze bardziej, a zasobów wciąż nie ma. Nie widzieliśmy ani cena z tych 2 miliardów dolarów (federalnej pomocy związanej z Covid), które otrzymuje CPS”.

Przedstawiciele dystryktu twierdzą, że nie mogą przeznaczyć tych pieniędzy na dodatkowy personel, ponieważ fundusze skończą się za kilka lat. Ale dystrykt wykorzystuje środki na rozszerzenie usług w zakresie zdrowia psychicznego poprzez partnerstwa społeczne i szkolenie personelu w zakresie radzenia sobie z traumą.

Istnieje wiele czynników wpływających na uczniów i rodziny, które nie zostały w pełni uwzględnione, mówi Amanda Moreno, profesor nadzwyczajny w Erikson Institute, programie dla absolwentów edukacji wczesnoszkolnej. Dodaje, że ludzie doświadczyli różnego poziomu stresu i traumy w czasie pandemii. Istnieje również tendencja do traktowania tego roku szkolnego jako postpandemii, zamiast zjawiska, którego w dalszym ciągu doświadczamy i w dalszym ciągu wpływa na nasze zachowania.

„Podejrzewam, że wiele z tego, co obserwujemy u dzieci, to pośrednie skutki stresu dorosłych, z którymi przebywają” – powiedziała Moreno, dodając, że wiele zrobiono w kwestii rozwiązywania problemów związanych z utratą nauki, ale nie poświęcono wystarczającej uwagi problemom społecznym i emocjonalnym.

„Nawet nauczyciele w zerówce odczuwają presję, ale szybko przywrócić dzieci na właściwe tory. Myślę, że tak naprawdę szkodzi to naszej zdolności przystosowania się w zdrowy sposób” – powiedziała.

Andria Goss, zastępca wiceprezesa ds. usług klinicznych i społecznych w Instytucie Eriksona, zauważyła, że środki pochodzące z federalnej pomocy związanej z Covid, mogą zostać wykorzystane do pomocy w zakresie zdrowia psychicznego oferowanej całym rodzinom, przytaczając wartość indywidualnych i rodzinnych terapii i usług.

W Crete-Monee High School na południowych przedmieściach dystrykt wykorzystuje część swoich funduszy federalnych, aby zatrudnić więcej doradców. Dystrykt odnotował wzrost problemów behawioralnych w porównaniu do czasów przed pandemią. Jednym z doradców jest Sarah Gruber, która twierdzi, że uczniowie mają nawet trudności z wysiedzeniem w klasie. Czasami wychodzą. Dodaje, że z jej pomocy korzysta coraz więcej dzieci.

„Mamy uczniów, którzy naprawdę nie wiedzą, jak być wśród innych ludzi, i obserwujemy wiele niepokoju związanego z przebywaniem w pobliżu innych ludzi” – powiedziała.

Szkoła naciska na sprawiedliwość naprawczą i próbuje zmniejszyć liczbę zawieszeń. Zatrudnili również psy terapeutyczne, co było wielkim hitem wśród uczniów.

Gruber dodaje, że rodzice mogą łatwo i szybko porównać zachowanie dziecka z tym, jak zachowywało się wcześniej, ale nie zawsze jest to właściwe podejście.

„Chcę, aby rodzice zrozumieli, przez co przeszły ich dzieci” – powiedziała. „Jednak w momencie, gdy otrzymają telefon ze szkoły i dowiadują się, że dzieje się coś złego, powinni zareagować i zastanowić się nad informacją przekazaną przez szkołę”.

Nie ma jednego dobrego rozwiązania. To wszystko kwestia współpracy między szkołami a rodzicami, aby spróbować odzyskać to, co zostało utracone w wyniku pandemii.

jm