Rezerwa Federalna utrzymała stopy procentowe na poziomie 3,5–3,75 procent. Rynki finansowe tego się spodziewały i przyjęły decyzję spokojnie. Znacznie ważniejsze okazało się to, co powiedziano między wierszami: część członków Fed zaczyna skłaniać się nie do obniżek, lecz do kolejnej podwyżki jeszcze przed końcem roku.
To było jednocześnie pierwsze posiedzenie pod przewodnictwem nowego szefa banku centralnego, Kevina Warsha, który zastąpił Jerome'a Powella. Wielu obserwatorów zastanawiało się, czy ekonomista nominowany przez prezydenta Trumpa będzie parł do szybszych obniżek stóp. Pierwsze decyzje rozwiały te spekulacje — Warsh postawił sprawę jasno: walka z inflacją jest priorytetem.
Inflacja znów rośnie
Za ostrożnym podejściem Fed stoją liczby. W maju inflacja w Stanach Zjednoczonych sięgnęła 4,2 procent rok do roku — to najwyższy odczyt od ponad trzech lat. W górę poszły przede wszystkim ceny energii i paliw.
Niemały udział w tym wzroście miał konflikt z Iranem. Zakłócenia transportu ropy przez Cieśninę Ormuz gwałtownie podbiły ceny paliw. Choć w ostatnich dniach benzyna nieco staniała, jej ceny wciąż są wyraźnie wyższe niż przed wybuchem konfliktu.
Po posiedzeniu Fed otwarcie przyznał, że inflacja pozostaje zbyt wysoka względem celu 2 procent i zapowiedział dalsze działania.
Co to znaczy dla kredytów?
Podstawowy wniosek jest prosty: szybkich obniżek stóp nie będzie.
Jeszcze kilka miesięcy temu wielu ekonomistów zakładało, że Fed zacznie łagodzić politykę monetarną w 2026 roku. Dziś te prognozy wyglądają inaczej. Średnia oczekiwań członków komitetu monetarnego wskazuje na możliwą podwyżkę o ćwierć punktu procentowego jeszcze przed grudniem.
Jeśli do niej dojdzie, kredyty hipoteczne, samochodowe i zadłużenie na kartach pozostaną drogie. Z drugiej strony osoby oszczędzające mogą liczyć na dalej relatywnie wysokie oprocentowanie lokat.
Gospodarka nie wymusza pośpiechu
Na szczęście dla banku centralnego nie musi on działać w pośpiechu. Rynek pracy trzyma się przyzwoicie — po słabszym 2025 roku pracodawcy tworzyli w ostatnich trzech miesiącach średnio około 188 tysięcy miejsc pracy miesięcznie.
Warto też spojrzeć na inflację bazową, czyli tę bez energii i żywności: wynosi ona 2,9 procent, co sugeruje, że obecny wzrost cen to w dużej mierze efekt drożejącej ropy, a nie powszechnego przegrzania gospodarki. To daje Fed nieco więcej przestrzeni na spokojne decyzje.
Nowy styl w Rezerwie Federalnej
Pierwsze posiedzenie pod przewodnictwem Warsha przyniosło też drobne zmiany organizacyjne. Nowy szef powołał kilka zespołów roboczych, które przyjrzą się komunikacji banku, podejściu do inflacji, wpływowi sztucznej inteligencji na gospodarkę i stosowanym źródłom danych.
Zapowiedział też prostszą komunikację z rynkami i już dotrzymał słowa: pierwszy komunikat po posiedzeniu był wyraźnie krótszy niż te z czasów Powella.
Przekaz pozostaje jednak jasny: inflacja wróciła na pierwsze miejsce listy problemów, a Fed nie zamierza spieszyć się z obniżkami. Dla kredytobiorców to niezbyt dobra wiadomość, bo na tańszy pieniądz przyjdzie poczekać dłużej niż jeszcze niedawno zakładano.