----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

17 czerwca 2026

Udostępnij znajomym:

Pomysły na reformę podatków w Stanach Zjednoczonych pojawiają się regularnie, ale rzadko ich autorami są najbogatsi ludzie świata. Tym większe zainteresowanie wzbudziły niedawne słowa Jeffa Bezosa, założyciela Amazona i jednej z najbogatszych osób na świecie. Zaproponował on w wywiadzie dla CNBC całkowite zniesienie federalnego podatku dochodowego dla dolnej połowy amerykańskich podatników. Nie redukcję, nie ulgę, ale całkowite wyeliminowanie.

„Osoby, które mają dziś trudności finansowe, powinny dostać większą szansę na poprawę swojej sytuacji" – powiedział Bezos. Brzmi jak gest solidarności ze strony miliardera. Diabeł jednak tkwi w szczegółach.

Kto miałby przestać płacić?

Według danych Tax Foundation dolna połowa amerykańskich podatników to osoby osiągające skorygowany dochód poniżej około 54 tysięcy dolarów rocznie. Średnia stawka podatkowa w tej grupie wynosi 3,7 procent, a przeciętna wpłata – około 913 dolarów rocznie. Średnia ta jest jednak zaniżana przez miliony osób, które dzięki ulgom i odliczeniom nie płacą podatku dochodowego wcale, bo osoba zarabiająca około 50 tysięcy płaci w rzeczywistości znacznie więcej. Propozycja Bezosa objęłaby blisko 76,5 miliona gospodarstw domowych.

Problem w tym, że wiele z tych osób i tak nie płaci ani centa. Według danych Tax Policy Center, w 2025 roku około 40 procent wszystkich gospodarstw domowych nie miało żadnego zobowiązania podatkowego – ulgi i odliczenia obniżały ich podatek do zera. Dla nich propozycja Bezosa nie zmieniłaby absolutnie nic.

Kto zyskałby najbardziej? Klasa średnia – i to niezależnie od wariantu reformy. Podobną propozycję złożyli w Kongresie przedstawiciele Beyer i Van Hollen, którzy chcą zwolnić z podatku singli zarabiających do 46 tys. dolarów i pary do 92 tys., z częściową ulgą powyżej tych progów. Według analizy Instytutu ds. Opodatkowania i Polityki Ekonomicznej największe korzyści z tego projektu – średnio około 1340 dolarów rocznie – odczułyby gospodarstwa zarabiające między 53 a 92 tysiące dolarów.

Łatwo obniżyć podatki, trudniej znaleźć pieniądze

Realizacja takiego pomysłu kosztowałaby budżet federalny niemal 1,6 biliona dolarów w ciągu dekady. Kiedy dziennikarze zapytali Bezosa, czy sam byłby skłonny zapłacić wyższe podatki, by sfinansować swoją propozycję, odpowiedź była... wymowna w swojej niekonkretności.

„Bogaci powinni płacić swój uczciwy udział - to zdanie jest cytowane bez przerwy. Możemy dyskutować, czym jest uczciwy udział" – powiedział. I zamiast odpowiedzieć na pytanie wprost, dodał, że Stany Zjednoczone mają nie problem z przychodami, lecz z wydatkami.

Pomysł nierealny, ale symptomatyczny

Szanse na realizację w obecnym klimacie politycznym są nikłe. Jednak sama dyskusja o tym, kto tak naprawdę płaci podatki w USA – i czy system jest sprawiedliwy – jest coraz głośniejsza. I to, że inicjuje ją jeden z najbogatszych ludzi świata, bez deklaracji, że sam zapłaci więcej, mówi o tej debacie chyba więcej niż jakikolwiek raport podatkowy.

Nie jest to zresztą jedyny głośny głos miliardera w amerykańskiej debacie podatkowej.

Buffett: nie obniżać podatków, tylko zmienić ich źródło

Jeszcze ciekawsze jest porównanie tej wizji z poglądami innego miliardera – Warrena Buffetta.

Legendarny inwestor od lat przedstawia zupełnie inną receptę. Nie postuluje za likwidacją podatków dla połowy społeczeństwa. Zamiast tego wskazuje, że znacznie większą część kosztów funkcjonowania państwa mogłyby ponosić najbogatsze firmy i najzamożniejsi Amerykanie.

Podczas walnego zgromadzenia Berkshire Hathaway Buffett zwrócił uwagę, że jego firma wpłaciła do federalnego budżetu ponad 5 miliardów dolarów podatku w ciągu jednego roku. Następnie zauważył, że gdyby kilkaset największych korporacji płaciło proporcjonalnie podobne kwoty, ciężar podatkowy zwykłych obywateli mógłby zostać znacząco ograniczony.

To oczywiście bardziej intelektualny eksperyment niż realny plan legislacyjny. Pokazuje jednak różnicę w podejściu obu miliarderów. Bezos chce przede wszystkim zmniejszyć obciążenia osób o niższych dochodach. Buffett koncentruje się raczej na pytaniu, czy największe firmy i najbogatsi Amerykanie nie powinni finansować większej części wspólnych wydatków państwa.

Dwie wizje, jeden problem

Choć propozycje Bezosa i Buffetta różnią się bardzo, obie wynikają z tej samej obserwacji. Coraz więcej Amerykanów uważa, że obecny system podatkowy jest zbyt skomplikowany, a jego ciężar nie zawsze rozkłada się w sposób uznawany za sprawiedliwy.

Czy federalny podatek dochodowy dla połowy społeczeństwa rzeczywiście mógłby kiedyś zniknąć? To mało prawdopodobne. Koszty takiej reformy byłyby ogromne, a znalezienie politycznej zgody na jej finansowanie niezwykle trudne.

Pomysł Bezosa, podobnie jak wcześniejsze rozważania Buffetta, pokazuje, że nawet wśród najbogatszych ludzi świata nie ma zgody nie tylko co do wysokości podatków, ale nawet co do odpowiedzi na podstawowe pytanie: kto powinien finansować funkcjonowanie państwa?

----- Reklama -----

NAVA

----- Reklama -----

NAVA

----- Reklama -----

KD MARKET 2026

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor