Koronawirus w Polsce - wywiad z prof. Tomasiewiczem
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

1

Pandemia koronawirusa przyspiesza. Większa liczba osób zarażonych i ofiar śmiertelnych odnotowywana jest nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale również w Polsce. Zapraszamy na rozmowę z profesorem Krzysztofem Tomasiewiczem, kierownikiem Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Panie profesorze, w Polsce obserwujemy stały wzrost liczby zakażonych COVID-19. Z czego to wynika?

KT: Ja już parę tygodni temu mówiłem, że niechybnie zmierzamy ku wartościom zbliżonym do 1000 przypadków. To było do przewidzenia w związku ze zniesieniem obostrzeń, a także z tym, co obserwujemy od paru tygodni. Chodzi o rozluźnienie społeczeństwa i nieprzestrzeganie zasad, które przecież nadal obowiązują. To była rzecz absolutnie do przewidzenia.

To wynik nieracjonalnej polityki rządu, czy nieodpowiedzialnego zachowania ludzi?

KT: Tutaj są dwa aspekty i obie strony są winne. Ludzie zachowywali się bardzo odpowiedzialnie szczególnie w pierwszej fazie epidemii - w marcu, kwietniu i maju. Nagle wszyscy zapomnieli o tym, co było i przestali przestrzegać zasad. Nie wiem, czy ulegli spiskowym teoriom, ale wróciły najgorsze nawyki – przebieranie bułek gołymi palcami, czy wchodzenie ludziom na plecy bez masek. Jeżeli chodzi o rząd - wydawało się, że władze panują nad tym wszystkim. Zaszła zmiana, a to, co można zarzucić rządzącym, to brak egzekwowania zaleceń.

Czy minione wybory prezydenckie w Polsce, które odbyły się w lipcu w formie tradycyjnej - bezpośredniej mogły mieć wpływ na wzrost liczby zachorowań?

KT: Sam proces wyborczy, w sensie głosowania, był obłożony takimi obostrzeniami, że akurat tego bym nie winił. Natomiast same wiece wyborcze… to było nieodpowiedzialne.

Czy powinniśmy oceniać postęp pandemii po liczbie chorych, czy liczbie zmarłych? Zachorowania wzrastają, ale śmiertelność w Polsce utrzymuje się na poziomie kilkunastu ofiar w ciągu dobry.

KT: Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Wiele osób jest zakażonych w sposób bezobjawowy, albo skąpoobjawowy. To nie może nas uspokajać. My się cieszymy, że tych zgonów nie ma wiele, aczkolwiek jeżeli zwrócimy uwagę na odsetek osób zmarłych, to jest to około 5-6%. Jeżeli porównamy to ze śmiertelnością przy grypie, to jest ona zdecydowanie większa – w przypadku COVIDa. Im więcej będziemy mieć osób zakażonych, tym więcej będziemy mieć ofiar śmiertelnych. 

Uczniowie wracają do szkół w nadchodzącym roku szkolnym i to nie tylko w Polsce. Decyzja racjonalna, czy wybieg polityczny?

KT: Tutaj kolejny raz nie ma dobrych odpowiedzi. Tradycyjny model szkolnictwa był i jest bardzo potrzebny. Tu nie chodzi tylko o zdobywanie wiedzy, ale też budowanie relacji międzyludzkich. Nie można wiecznie uczyć się na odległość, ale powrót do szkół musi wiązać się z przemyślanymi działaniami. Ja bym powiedział tak – wrócić, ale pod warunkami. Pewnie usłyszę głosy, że dzieci nie da nauczyć się zasad. Nic bardziej mylnego, myślę, że częściej dzieci mogą takich zasad przestrzegać, niż dorośli. Jeżeli wprowadzimy pewne zasady, musimy spróbować ponownie otworzyć szkoły. Musi się to odbyć z pewnymi ograniczeniami i możliwością natychmiastowej reakcji, jeżeli okaże się, że to nie był dobry pomysł.

Donald Trump powiedział na antenie jednej z telewizji, że dzieci i osoby młode nie są tak podatne jak zakażenie, jak osoby dorosłe. Prawda, czy mit?

KT: Kompletna bzdura. Nie ma czegoś takiego jak dziecko mniej, lub bardziej podatne na zakażenie. Młodzi ludzie są tak samo podatni na infekcję, jak osoby starsze. Jest też kwestia samej choroby, która rzeczywiście u osób młodszych przebiega łagodniej. To nie znaczy, że nie ulegają zakażeniu - jeszcze gorzej, bo są siewcami dla innych osób z otoczenia. To nie jest argument przemawiający za powrotem dzieci do szkoły.

Profesor Krzysztof Tomasiewicz wraz ze swoim zespołem i lubelską firmą Biomed oficjalnie rozpoczął produkcję pierwszego leku na koronawirusa COVID-19. Głównym składnikiem preparatu jest osocze ozdrowieńców. Na jakim etapie jest wdrażanie preparatu?

KT: Kilkuset pacjentów w kilku klinikach na terenie Polski otrzymuje i będzie otrzymywać ten lek i dopiero w kolejnym etapie będzie można rozpowszechniać go dalej. Podajemy przeciwciała, czyli coś, co wytwarza organizm człowieka w odpowiedzi na infekcję wirusową. Te przeciwciała neutralizują wirusa - jeżeli podamy lek przed zakażeniem, to mamy pewną formę profilaktyki. Z kolei jeżeli zaaplikujemy w trakcie zakażenia, to blokowane jest namnażanie się wirusa. Koncepcja jest sprawdzona, ale mamy do czynienia z wirusem, który nie jest do końca przewidywalny. Przykładem na to są ozdrowieńcy, którzy w niektórych przypadkach przeciwciał nie mają.

Z tematu koronawirusa przechodzimy do wirusa grypy. Infekcje zaczną się lada moment. Pojawia się pytanie – szczepić się, czy nie?

KT: Z całą mocą muszę powiedzieć – na pewno warto. Sama dyskusja nad szczepieniami na grypę jest rzeczą nieakceptowalną. Proszę pamiętać, że za moment będzie kilka infekcji – w tym grypa. W momencie, kiedy unikniemy zachorowań na grypę, nie staniemy się potencjalnymi pacjentami, którzy będą diagnozowani pod kątem zakażenia koronawirusem. Nie będziemy w stanie na podstawie samych objawów odróżnić jednej infekcji od drugiej. Zaszczepić się trzeba. Kiedy? Jak tylko pojawi się szczepionka. Szczepionka na grypę przygotowywana jest na każdy sezon, zazwyczaj pod koniec września taka szczepionka się pojawia. Generalnie fala zachorowań na grypę rozpoczyna się pod koniec października, lub na początku listopada, ze szczytem w okolicy stycznia. Jak pojawi się szczepionka, natychmiast się szczepimy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Filip Karman