----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

13 maja 2026

Udostępnij znajomym:

Amerykańskie linie lotnicze przewożą dziś więcej pasażerów niż jeszcze kilka lat temu, ale jeden segment rynku wyraźnie traci na znaczeniu. Chodzi o krótkie loty krajowe – na odległość zaledwie kilkudziesięciu lub kilkuset mil. Według nowych danych firmy analitycznej OAG ich liczba systematycznie spada.

Na ten rok zaplanowano niemal 4 miliony krótkich lotów. Z analiz jednak wynika, że liczba lotów krótszych niż 250 mil morskich spadła od 2016 do 2026 roku o 11 procent — najbardziej spośród wszystkich kategorii połączeń krajowych. Jednocześnie coraz większą popularnością cieszą się dłuższe loty, szczególnie na trasach przekraczających 500 mil.

Eksperci podkreślają, że problemem są przede wszystkim koszty. Krótkie połączenia okazują się dla linii lotniczych znacznie mniej opłacalne niż loty dłuższego zasięgu.

„To bardzo trudny dystans do obsługiwania” – powiedział John Grant, starszy analityk OAG. „Najwięcej paliwa zużywa się podczas startu i lądowania, a krótkie loty wymagają właśnie ciągłych startów i lądowań”.

Dodatkowym problemem jest rosnąca cena paliwa lotniczego. Po wybuchu wojny z Iranem koszty paliwa dla amerykańskich przewoźników gwałtownie wzrosły. Według danych Bureau of Transportation Statistics linie lotnicze wydały w marcu ponad 5 miliardów dolarów na paliwo - o 56 procent więcej niż miesiąc wcześniej.

To właśnie wysokie ceny paliwa były jednym z powodów upadku Spirit Airlines, które zakończyły działalność w ostatnich dniach.

Eksperci przewidują, że presja cenowa może jeszcze bardziej przyspieszyć ograniczanie krótkich tras. Linie lotnicze coraz częściej koncentrują się na połączeniach, które pozwalają przewieźć większą liczbę pasażerów przy mniejszym zużyciu zasobów.

„Gdy pojawia się taka presja cen, przewoźnicy kierują samoloty tam, gdzie mogą przewieźć najwięcej pasażerów przy najmniejszej liczbie pilotów” – tłumaczy Faye Malarkey Black, prezes Regional Airline Association.

Mimo to krótkie loty nadal pozostają ważnym elementem amerykańskiego systemu lotniczego. Wiele z nich służy przede wszystkim do dowożenia pasażerów do dużych hubów przesiadkowych.

Dobrym przykładem są loty między Milwaukee a Chicago. Miasta dzieli mniej niż 80 mil i od ponad wieku łączą je linie kolejowe. Problem polega jednak na tym, że pociągi kursują między centrami miast, a nie bezpośrednio między lotniskami. Dla wielu pasażerów lecących dalej przez lotnisko O’Hare samolot pozostaje więc wygodniejszym rozwiązaniem.

Linie lotnicze coraz częściej inwestują też w nowoczesne samoloty średniego zasięgu, które lepiej sprawdzają się na dłuższych trasach. Nowa generacja maszyn pozwala przewoźnikom rozłożyć koszty na większą liczbę pasażerów, co poprawia rentowność połączeń.

Największy wzrost odnotowują obecnie loty o długości od 500 do 750 mil, takie jak Portland–Las Vegas czy Houston–Tampa. Wzrosła również liczba tras przekraczających 750 i 1000 mil.

Eksperci ostrzegają jednak, że zmiany najmocniej mogą uderzyć w mniejsze miasta i regionalne lotniska. To właśnie tam krótkie połączenia odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu komunikacji z większymi portami lotniczymi.

„Lotniska, które tracą najwięcej połączeń, to zwykle mniejsze porty regionalne” – mówi Black. „A wiele z tych rynków opiera się właśnie na krótkodystansowych lotach”.

Dodatkowym problemem pozostaje niedobór pilotów, który zmusza przewoźników do ograniczania mniej rentownych tras.

W praktyce oznacza to, że dla części mieszkańców mniejszych amerykańskich miast podróże lotnicze mogą w najbliższych latach stać się trudniej dostępne, droższe lub wymagać dłuższych dojazdów do dużych lotnisk.

----- Reklama -----

POLAMER - DZIEN MATKI

----- Reklama -----

POLAMER - DZIEN MATKI

----- Reklama -----

KD MARKET 2026

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor