Mieszkańcy Illinois od dawna są przyzwyczajeni do wysokich podatków – czy to na paliwo, nieruchomości, czy dochody. Teraz znów są na szczycie niechlubnego rankingu: płacąc najwyższe w całym kraju podatki i opłaty od usług telefonii komórkowej. To kosztowny ciężar, który dotyka każdego użytkownika telefonu, a w szczególności osoby o niższych dochodach.
1 lipca, wraz z początkiem nowego roku budżetowego, w Illinois wszedł w życie kolejny wzrost podatku telekomunikacyjnego. Stawka lokalnego podatku od usług bezprzewodowych wzrosła z 7% do 8,65%. Oznacza to, że łączna wysokość podatków i opłat doliczanych do miesięcznego rachunku za telefon komórkowy wynosi już 37,7%. To suma 24,9% stanowych i lokalnych podatków oraz dodatkowych 12,8% podatku federalnego na tzw. Universal Service Fund.
Dla czteroosobowej rodziny, która korzysta ze wspólnego planu komórkowego za 100 dolarów miesięcznie, oznacza to niemal 38 dolarów samego podatku co miesiąc – czyli aż 456 dolarów rocznie. Dla porównania, średnia krajowa wynosi 320 dolarów. Illinois wyprzedza więc pod tym względem nie tylko sąsiednie stany – gdzie stawki wahają się od 21% w Wisconsin po 28% w Missouri – ale i całe Stany Zjednoczone.
W Chicago sytuacja jest jeszcze gorsza. Miasto korzysta z możliwości nakładania dodatkowego podatku w wysokości 5 dolarów za każdą linię telefoniczną. W praktyce oznacza to, że mieszkańcy, którzy posiadają więcej niż jeden numer w rodzinie, płacą setki dolarów rocznie wyłącznie z tytułu miejskich opłat telekomunikacyjnych.
„Kiedy w Springfield debatowano nad nowym budżetem, gubernator J.B. Pritzker zapewniał, że nie podpisze żadnych szeroko zakrojonych podwyżek podatków dla pracujących rodzin. Ale trudno dziś wyobrazić sobie rodzinę, która nie korzysta na co dzień z telefonu” – komentuje Dylan Sharkey z Illinois Policy Institute. „A podniesienie podatków właśnie na tę usługę dotyka niemal każdego mieszkańca stanu”.
Oficjalnym powodem wprowadzenia podwyżki była potrzeba sfinansowania stanowej infolinii kryzysowej 9-8-8. Choć cel może być szlachetny, sposób jego realizacji budzi kontrowersje – szczególnie że podatek nakładany jest w sposób wyjątkowo regresywny.
Podatki regresywne to takie, które bardziej obciążają osoby o niskich dochodach – bo stanowią większy procent ich budżetu domowego. I właśnie tak wygląda sytuacja z opłatami telefonicznymi. Osoby zamożniejsze być może nawet nie zauważą dodatkowych kilkudziesięciu dolarów rocznie. Ale dla wielu mieszkańców Illinois, zwłaszcza tych żyjących w ubóstwie lub zbliżonych do progu dochodowego, to realne ograniczenie.
Według danych Tax Foundation, aż 80% dorosłych Amerykanów o niskich dochodach korzysta wyłącznie z usług bezprzewodowych. Dla tych osób każdy dolar doliczany do miesięcznego rachunku to realne obciążenie. Tymczasem Illinois z roku na rok dokłada kolejne linijki do listy podatków i opłat.
Problem ma też szerszy kontekst gospodarczy. Jak zauważyła Międzynarodowa Izba Handlowa, nadmierne opodatkowanie usług bezprzewodowych może zniechęcać firmy do inwestowania w infrastrukturę sieciową. A przecież rozwój technologii mobilnej to nie tylko wygoda – to fundament współczesnej gospodarki, narzędzie edukacji, pracy zdalnej, innowacji biznesowych.
„To nie jest tylko kwestia jednej podwyżki” – mówi Sharkey. „Illinois od dawna przoduje w rankingach podatków. Mamy najwyższe podatki od nieruchomości, drugie najwyższe podatki od paliwa, jedne z najwyższych podatków dochodowych od firm. To wzorzec, który się powtarza”.
Gdy opłaty za podstawowe usługi stają się barierą – a telefon komórkowy przestaje być dostępny dla najbiedniejszych – oznacza to utratę nie tylko kontaktu, ale i bezpieczeństwa, możliwości pracy, dostępu do pomocy. Jeśli coś wymaga dziś pilnej korekty, to właśnie taka polityka fiskalna.