Burmistrz Chicago Brandon Johnson proponuje rekordowe podwyżki i nowe opłaty, by załatać miliardowy deficyt. Krytycy ostrzegają, że plan może odstraszyć inwestorów i pogłębić problemy finansowe miasta.
Johnson zaprezentował plan budżetowy na 2026 rok, który ma załatać deficyt przekraczający 1,1 miliarda dolarów. W zamian za utrzymanie obietnicy braku podwyżek podatku od nieruchomości i zniesienie podatku spożywczego proponuje on szereg nowych podatków i opłat, które – jak podkreśla – mają obciążyć „najbogatszych” i chronić „pracujących mieszkańców”.
Budżet opiewający na 16,6 miliarda dolarów ma zostać zrównoważony poprzez wzrost podatków o 570 milionów, czasowe ograniczenia wydatków oraz jednorazowe źródła dochodu. Największe emocje budzi reaktywacja podatku od liczby pracowników, tzw. head tax, nazwany teraz „opłatą na rzecz bezpieczeństwa społeczności” (community safety surcharge). Firmy zatrudniające powyżej 100 osób miałyby płacić 21 dolarów miesięcznie za każdego pracownika – rozwiązanie, które poprzedni burmistrz Rahm Emanuel zlikwidował dekadę temu jako „zabójcę miejsc pracy”.
Na liście nowych opłat znalazły się także:
– podwyżka tzw. cloud tax, czyli podatku od usług cyfrowych, z 11% do 14%, co uczyniłoby ją najwyższą w kraju i mocno uderzyło w branżę technologiczną;
– nowy podatek SMART, pobierany od platform społecznościowych (50 centów za każdego użytkownika powyżej 100 tys. aktywnych kont), z którego dochody mają wspierać miejskie ośrodki zdrowia psychicznego;
– podatek od zakładów sportowych online w wysokości 10,25%;
– opłata od produktów konopnych (2 dolary za jednostkę);
– trzykrotna podwyżka podatku cumowniczego dla jachtów.
W budżecie zapisano także zamrożenie zatrudnienia na część wakatów w urzędach i ograniczenie nadgodzin w policji, co ma przynieść ok. 100 mln dolarów oszczędności. Część deficytu ma pokryć rekordowe 1 miliard dolarów nadwyżki z funduszy TIF, czyli specjalnych stref podatkowych. Ten manewr, stosowany od lat przez kolejne administracje, tym razem budzi wyjątkowo duże kontrowersje.
Pritzker przeciwny
Zdecydowany sprzeciw wobec jednego z filarów budżetu Johnsona wyraził gubernator Illinois JB Pritzker, który rzadko komentuje decyzje władz miejskich.
„Jestem absolutnie przeciwny podatkowi od głów w Chicago” – powiedział podczas spotkania w Economic Club of Chicago, dodając, że takie rozwiązanie „ogranicza dokładnie to, czego miasto potrzebuje – zatrudnianie ludzi”.
Zdaniem gubernatora, Chicago powinno raczej szukać oszczędności i efektywności, a nie nowych źródeł dochodu.
„Nie widzę w tym budżecie prób szukania oszczędności. A będą potrzebne, bo wielu mieszkańców nie zaakceptuje nowych podatków” – dodał Pritzker, podkreślając, że choć nie ma formalnego wpływu na decyzje władz miejskich, kierunek, jaki obiera Chicago, stoi w sprzeczności z jego wizją rozwoju gospodarczego stanu.
Niepokój wśród radnych
W Radzie Miasta, która ma zatwierdzić budżet do końca roku, nastroje są dalekie od jednomyślności. Podczas pierwszych przesłuchań budżetowych część radnych wyrażała oburzenie zarówno skalą planowanych podatków, jak i pomysłem przejęcia środków z funduszy TIF.
Radna Michelle Harris z południowej części miasta nazwała pomysł „drastycznym”, ostrzegając, że może to zagrozić wieloletnim projektom rewitalizacyjnym.
Krytycznie wobec podatku od liczby pracowników wypowiadają się także inni radni. Anthony Beale z 9. okręgu określił go jako „zabójcę miejsc pracy”, a Matt O’Shea z 19. ostrzegł, że to „kolejny sygnał, że Chicago nie jest przyjazne dla biznesu”.
Z drugiej strony, niektórzy – jak Jeanette Taylor z 20. okręgu – popierają ideę progresywnego opodatkowania, ale chcą pójść jeszcze dalej, proponując podniesienie stawki do 40 dolarów miesięcznie na pracownika i przeznaczenie dochodów na rozwój opieki nad dziećmi.
Równocześnie część radnych i ekspertów finansowych ostrzega, że ograniczenie wpłat do miejskich funduszy emerytalnych, zapisane w projekcie Johnsona, może pogłębić i tak dramatyczny kryzys zadłużenia. Agencje ratingowe już wcześniej sygnalizowały ryzyko kolejnych obniżek wiarygodności kredytowej Chicago.
Budżet Johnsona, nazwany przez burmistrza „Protecting Chicago”, ma być – jak mówi – „mapą drogową do strukturalnej równowagi”. Ale jak zauważył jeden z radnych, „jeśli ta mapa prowadzi przez więcej podatków i mniej inwestycji, trudno powiedzieć, dokąd naprawdę zmierzamy”.