Splądrowane sklepy, gwardia w gotowości, blokady w centrum
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

Udostępnij swoim znajomym:

W poniedziałek rano policja wciąż patrolowała śródmieście Chicago, ograniczając dostęp do biznesów i prywatnych rezydencji. Miasto tymczasowo dochodzi do siebie po dwóch dniach protestów, które podobnie jak w innych miejscach kraju, w wielu przypadkach przerodziły się w masowe grabieże, starcia z policją i niszczenie mienia.

Zaczęło się w piątek, gdy na ulice wyszły pierwsze grupy, jeszcze pokojowo protestujące w związku ze śmiercią George'a Floyda, który zginął w rękach policji w Minneapolis. Jeden z wpisów na Twitterze pokazuje taką grupę maszerującą pod prąd po Michigan Ave. w centrum Chicago:

Z godziny na godzinę sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. W piątek wieczorem doszło do pierwszych grabieży i niszczenia budynków. W sobotę od rana wiadomo już było, że noc przyniesie eskalację działań grup protestujących śmierć George`a Floyda. Coraz mniej było pokojowych manifestacji, coraz więcej pojawiało się na ulicach osób próbujących wykorzystać sytuację.

Kulminacyjnym punktem była niedziela, gdy od godzin popołudniowych, przez cały wieczór i część nocy, centrum 911 otrzymywało tysiące wezwań z różnych części miasta, w większości z południa i zachodu.

W kilku dzielnicach, jak choćby w Pilzen, mieszkańcy i właściciele biznesów wyszli na ulice starając się pilnować porządku w okolicy:

Burmistrz Lightfoot na poniedziałkowej konferencji powiedziała, że dla znacznie większego departamentu policji byłoby niemożliwym reagowanie na wszystkie wezwania.

W poniedziałek rano komunikacja miejska działa, ale w samym centrum miasta w ograniczonym zakresie, składy nie zatrzymują się w wielu punktach, kilkadziesiąt tras autobusów zostało odwołanych.

Niektóre ulice i dystrykty biznesowe w kilku dzielnicach również pozostają zamknięte z powodu nocnych grabieży i pożarów. Biuro burmistrz poinformowało, iż dostęp do centrum będzie przyznawany tylko osobom, które pracują dla tamtejszych firm, mieszkają tam, lub które są „zaangażowane w niezbędne działania" w tamtym rejonie, a policjanci z CPD zostali strategicznie rozmieszczeni we wszystkich dzielnicach Chicago.

Burmistrz zwróciła się już w sobotę do gubernatora o wsparcie ze strony Gwardii Narodowej, która miała pomóc w utrzymaniu porządku drugiej nocy zamieszek. W Chicago pojawiła się na razie ograniczona liczba gwardzistów, którzy u boku policji w większości przypadków nie angażowali się w starcia z tłumem i w miarę możliwości chronili mienie.

Liczby działały jednak na niekorzyść policji, która nie była w stanie być wszędzie. Mniej lub w ogóle niechronione miejsca stały się łatwym celem dla kilkuset osobowych grup plądrujących biznesy i sklepy.

Zwoływali się w internecie

Aktywni uczestnicy rozruchów za pomocą aplikacji i stron internetowych informowali się nawzajem o tym, gdzie znajduje się policja i gdzie jej nie ma, po czym szybko wykorzystywali sytuację, by włamywać się do budynków i plądrować je.

Ze wstępnych raportów wynika, że największych zniszczeń dokonano na południu i zachodzie Chicago, a także na kilku przedmieściach. Miejsc, gdzie w nieco mniejszym stopniu doszło do rozruchów jest jednak więcej.

Nie tylko Chicago

W Aurorze, drugim co do wielkości mieście stanu w niedzielę doszło do podobnych zdarzeń, zwłaszcza w zachodniej części i na przedmieściach. Ograbiono wiele sklepów, wywołano kilka pożarów, zamieszki objęły dzielnice i tak już najbardziej dotknięte ograniczeniami spowodowanymi koronawirusem.

Policja w Aurorze zareagowała użyciem gazu łzawiącego i gumowych kul wobec ok. 500 osobowego tłumu. W stronę policjantów poleciały kawałki betonu i inne przedmioty, podpalono trzy samochody, oddział banku i jeden sklep. Wielu gapiów wiwatowało, gdy eksplodował zbiornik paliwa w jednym z samochodów policyjnych i płomienie objęły cały pojazd.

RJ