----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

18 czerwca 2026

Udostępnij znajomym:

Wyobraź sobie, że ktoś pyta cię, kiedy byłeś ostatnio naprawdę szczęśliwy. Pewnie pomyślisz o wakacjach, wolnej niedzieli, wieczorze bez planu...

Mihaly Csikszentmihalyi – węgiersko-amerykański psycholog – w latach 70. zrobił coś osobliwego: wyposażył ochotników w pagery i kazał im zapisywać swoje samopoczucie za każdym razem, gdy urządzenie zawibruje. Nie na koniec tygodnia, nie z pamięci – lecz w danej chwili, w jakiej akurat się znaleźli. Tysiące takich migawek z życia złożyły się w zaskakujący obraz.

Ludzie czuli się najlepiej nie wtedy, gdy się relaksowali, lecz gdy byli głęboko wciągnięci w robienie czegoś zajmującego, często trudnego. Gdy zadanie było minimalnie poza granicą ich umiejętności. Gdy wiedzieli, co robią i od razu widzieli efekty. Naukowiec nazwał ten stan flow – przepływem.

„Najlepsze chwile zdarzają się wtedy, gdy ciało lub umysł pracują na granicy swoich możliwości w dobrowolnym wysiłku, by osiągnąć coś trudnego i wartościowego”.

Jego książka Flow, wydana w 1990 roku, zaprezentowała ten pomysł szerokiemu światu. Idea jest prosta do opisania i zaskakująca do zaakceptowania: ludzki umysł jest silnikiem, który potrzebuje oporu. Bez niego – dryfuje. A dryfowanie, jak pokazują badania, nie daje takiego poczucia satysfakcji jak aktywne zaangażowanie.

Jak wygląda flow w praktyce? Charakterystyczne jest to, że się go nie zauważa. Czas przyspiesza – albo znika zupełnie. Wewnętrzny komentarz milknie. Ten nieustanny głos, który pyta: czy dobrze mi idzie, czy powinienem zrobić przerwę, co mam jeszcze do zrobienia – nagle go nie ma. Jest tylko zadanie i człowiek, który je wykonuje.

Przerwy – nawet przyjazne – są w tym stanie odczuwane niemal jak wtargnięcie. Coś się psuje. Nie chodzi o grzeczność; chodzi o to, że uwaga, którą z trudem zbudowałeś, rozsypuje się w ułamku sekundy.

Nie oznacza to jednak, że dobra jest tylko ta intensywność. Sam Csikszentmihalyi nie twierdził, że życie najlepiej spędzać w nieustannym flow. Długie lunche, spacery bez celu, nudne wieczory, które dają umysłowi oddech – to też jest część równania. Paradoks polega na tym, że senne popołudnia, które wyobrażamy sobie jako szczyt szczęścia, są tylko jego tłem – nie centrum.

To właśnie wtedy, gdy zadanie jest odrobinę trudniejsze od tego, co już potrafimy, pojawia się największa szansa na wejście w stan flow. Jeśli zadanie jest zbyt łatwe – nudzimy się. Jeśli zbyt trudne – ogarnia nas lęk. Flow pojawia się w wąskiej strefie pomiędzy nudą a przeciążeniem. To sprawia, że jest nieuchwytny. I dlatego, gdy już się pojawi – tak dobrze go pamiętamy.

----- Reklama -----

NAVA

----- Reklama -----

NAVA

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor