----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

15 kwietnia 2022

Udostępnij znajomym:

Ukraińskie wody morza czarnego od początku inwazji są okupowane przez rosyjskie okręty. Jednym z wiodących był krążownik „Moskwa” – flagowy okręt rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. W czwartek ukraińscy żołnierze trafili w niego dwiema rakietami przeciwokrętowymi. To informacje przekazane przez stronę ukraińską, ale potwierdził to rzecznik prasowy Pentagonu John Kirby powołując się na informacje amerykańskiego wywiadu. Okręt zatonął, czego przez dłuższy czas nie potwierdzali Rosjanie.

Rosyjska propaganda nie zwalnia

Informacji nie potwierdzała Rosja utrzymując, że na pokładzie statku doszło do pożaru – zdjęcia dymu nad pokładem obiegły media jeszcze w czwartek. Po kilku godzinach rosyjski przekaz diametralnie się zmienił.

"Krążownik rakietowy Moskwa, który został uszkodzony w wyniku detonacji amunicji, zatonął podczas holowania, poinformowało Ministerstwo Obrony" – podała jeszcze w czwartek agencja prasowa RIA Novosti. Agencja poinformowała także, że podczas holowania krążownika do portu przeznaczenia statek stracił stateczność z powodu uszkodzenia kadłuba, do którego doszło podczas pożaru w wyniku detonacji amunicji. Na pokładzie statku mogło znajdować się między innymi 16 wyrzutni przeciwokrętowych pocisków P-1000 Wulkan, dwie wyrzutnie pocisków przeciw okrętom podwodnym czy sześć armat przeciwlotniczych AK-630. Załogę okrętu stanowiło 510 marynarzy.

Straty były też w ludziach

Z rosyjskiego okrętu uratowano tylko 58 marynarzy - przekazał w nocy z czwartku na piątek rosyjski opozycjonista Ilja Ponomariow. Wiadomo już, że ewakuowani żołnierze dopłynęli do brzegu motorówkami. Los ponad 450 marynarzy wciąż jest nieznany. Eksperci szacują, że starty ludzkie są na pewno – pytanie tylko, jak duże.  Z kolei białoruski serwis Nexta podał, że wraz z krążownikiem "Moskwa" na dno Morza Czarnego poszedł również Anton Kuprin - kapitan jednostki, który w pierwszych dniach wojny miał wydać rozkaz ostrzelania Wyspy Węży. To w trakcie tej akcji z ust ukraińskiego żołnierza  padło stwierdzenie będące synonimem obronności Ukrainy w trakcie toczącej się wojny – słynne „Idi na ch**”.

Krążownik był kluczowym sprzętem armii Putina

Krążownik "Moskwa" był uważany za jeden z najpotężniejszych okrętów rosyjskich na Morzu Czarnym. Brał aktywny udział w początkowej fazie inwazji na Ukrainę, w tym w ataku na osławioną Wyspę Węży. Był przeznaczony do walki z innymi jednostkami pływającymi – przede wszystkim lotniskowcami.

- Tylko strata okrętu podwodnego zdolnego wystrzeliwać pociski balistyczne albo Kuzniecowa (jedynego lotniskowca Rosji) byłaby większym ciosem dla rosyjskiego morale i reputacji marynarki wojennej w rosyjskim społeczeństwie - powiedział emerytowany kapitan amerykańskiej marynarki Carl Schuster, były dyrektor operacji w połączonym centrum wywiadu dowództwa USA na Pacyfiku. Krążownik był wyceniany na 750 milionów dolarów. Okręt był użytkowany przez rosyjską armię jeszcze za czasów ZSRR – został zbudowany pod koniec lat 70. John Kirby poinformował, że po stracie okrętu zdolność bojowa armii rosyjskiej na Morzu Czarnym została w dużym stopniu osłabiona.

fk

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor