Wyobraź sobie sytuację: wystawiasz swój dom na sprzedaż, czekasz miesiącami, a kupujących jak na lekarstwo. Co robisz? Obniżasz cenę czy może... po prostu rezygnujesz? Coraz więcej Amerykanów wybiera tę drugą opcję.
Najnowsze dane od Realtor.com pokazują coś, czego rynek nieruchomości dawno nie widział. W czerwcu tego roku liczba tak zwanych "delistingów" - czyli domów wycofanych ze sprzedaży bez znalezienia kupca - wzrosła o 38% w porównaniu do początku 2025 roku i aż o 48% rok do roku. To dość znaczący skok.
Jake Krimmel, główny ekonomista w Realtor.com, zauważa, że „coraz mniej sprzedających decyduje się wejść na rynek, a jeszcze więcej postanawia z niego uciec".
Kiedy sprzedający mają dość
Aby zrozumieć skalę zjawiska, wystarczy spojrzeć na liczby. Na każde 100 nowych ofert pojawiających się na rynku w czerwcu, aż 21 domów zostało wycofanych ze sprzedaży. Dla porównania - w maju było to tylko 13.
Krimmel ostrzega, że ten trend może doprowadzić do prawdziwego impasu na rynku. "Problem polega na tym, że sprzedający, którzy mogliby lub powinni obniżyć ceny, żeby dostosować się do realnych możliwości kupujących, zamiast tego po prostu zabierają swoje domy z rynku. To jakby nas wszystkich trzymało w zawieszeniu".
Paradoks polega na tym, że jednocześnie rośnie podaż domów na sprzedaż - w lipcu była o prawie 25% wyższa niż rok temu. To najwyższy poziom od czasów pandemii. Mimo to sprzedaż stoi w miejscu. Dlaczego? Ceny wciąż odstraszają kupujących, a do tego dochodzą wysokie oprocentowania kredytów hipotecznych.
Nie ma pośpiechu
Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. Kiedy ktoś naprawdę musi sprzedać dom, zwykle obniża cenę, żeby pozbyć się go szybciej. Ale co, jeśli właściciel nie jest pod ścianą? Może sobie pozwolić na czekanie - szczególnie jeśli ma kredyt hipoteczny z korzystnym oprocentowaniem sprzed lat.
"Może siedzisz na ratach, które są dla ciebie stosunkowo przystępne" - tłumaczy Krimmel. "Wolałbyś sprzedać, ale nie za cenę, z którą się nie zgadzasz".
Tu warto przypomnieć sobie czasy pandemii, kiedy rynek nieruchomości szalał. Ludzie pracujący zdalnie rzucili się na miejsca jak Austin w Teksasie, a ceny poszybowały w górę - sprzedający mogli wtedy dyktować warunki.
Nancy Vanden Houten z Oxford Economics mówi wprost: "Może trochę nas rozpieściły te wszystkie lata bardzo wysokich cen domów, ale teraz widzimy pewne osłabienie rynku".
Miami - miasto, które nie ustępuje
Miami to prawdziwa twierdza sprzedających. Tam na każde 100 nowych ofert aż 59 domów zostaje wycofanych ze sprzedaży - najwyższy wskaźnik spośród wszystkich miast badanych przez Realtor.com. A obniżki cen? Zaledwie 18% ofert w lipcu.
Ana Bozovic, agent nieruchomości z Miami, ma swoją teorię: "Jeśli sprzedający wolą wycofać nieruchomości z rynku zamiast obniżać ceny, może to sygnalizować wiarę w przyszłość Miami i rosnące przekonanie, że to rynek wart długoterminowego trzymania nieruchomości".
Czy ta strategia się opłaci? Czas pokaże. Jedno widać już teraz - rynek nieruchomości w USA przechodzi przez okres, którego nikt się nie spodziewał.