Przez dekady emigracja z Ameryki była domeną idealistów, artystów i tych, którzy szukali czegoś więcej niż materialnego sukcesu. Dziś coraz częściej to właśnie ludzie sukcesu - zamożni przedsiębiorcy i inwestorzy - zaczynają rozważać życie poza Stanami Zjednoczonymi. To nie decyzja wymuszona sytuacją. To strategiczna kalkulacja.
Według badania przeprowadzonego w maju 2026 roku przez firmę Apex Capital Partners na próbie blisko 1800 Amerykanów z dochodami przekraczającymi 200 tysięcy dolarów rocznie, aż sześciu na dziesięciu respondentów rozważa opuszczenie Stanów Zjednoczonych w ciągu najbliższych pięciu lat.
To nie jest już margines niezadowolonych. To sygnał, że wśród części zamożnych Amerykanów rośnie poczucie niepewności.
Portfel, nie poglądy
Przez lata dominował prosty schemat interpretacyjny: Amerykanie wyjeżdżają, bo nie podoba im się polityka. Liberałowie uciekają przed konserwatyzmem, konserwatyści - przed postępowym zwrotem części kraju. Tymczasem najnowsze dane pokazują bardziej złożony obraz.
Wśród respondentów rozważających emigrację aż 68 procent jako główny powód wskazało koszty życia i podatki. Klimat polityczny znalazł się dopiero na drugim miejscu - wymieniło go 54 procent badanych. Dalej znalazły się dostęp do opieki zdrowotnej (39 procent), bezpieczeństwo publiczne (29 procent) i jakość edukacji (21 procent).
Innymi słowy, wielu zamożnych Amerykanów nie myśli o wyjeździe jako o politycznym proteście. Traktują go raczej jako kolejną decyzję finansową i życiową, mającą zapewnić większą stabilność i przewidywalność.
Co ciekawe, polityczna niepewność dotyka wyborców obu głównych partii. Zwolennicy obecnej administracji obawiają się gwałtownego zwrotu politycznego po kolejnych wyborach i rosnącej popularności bardziej radykalnych postulatów gospodarczych. Krytycy obecnego kursu z kolei czują się wykluczeni z dominującej narracji politycznej. Efekt jest paradoksalny: osoby o bardzo różnych poglądach coraz częściej szukają tego samego - poczucia stabilności.
Gospodarka, której bogaci nie ufają
Pesymizm ekonomiczny wśród zamożniejszych Amerykanów okazuje się głębszy niż mogłoby się wydawać. Ponad 42 procent respondentów oceniło aktualną kondycję amerykańskiej gospodarki jako słabą lub bardzo słabą. Jedynie 31 procent uznało ją za silną lub bardzo silną.
To szczególnie interesujące w zestawieniu z badaniami całego społeczeństwa. W sondażu Gallupa z końca ubiegłego roku około 20 procent Amerykanów deklarowało chęć stałego zamieszkania za granicą. W grupie gospodarstw domowych osiągających dochody powyżej 200 tysięcy dolarów odsetek ten jest około trzykrotnie wyższy.
Dochodzi do tego kwestia struktury majątku. Wielu zamożnych Amerykanów posiada większość aktywów w Stanach Zjednoczonych - w nieruchomościach, funduszach emerytalnych, akcjach czy innych inwestycjach opartych na dolarze. Część inwestorów obawia się również stopniowego osłabienia międzynarodowej pozycji amerykańskiej waluty, co skłania ich do większej dywersyfikacji majątku.
Blisko 63 procent respondentów przyznało, że rozważało przeniesienie części aktywów poza Stany Zjednoczone.
W czasie przeprowadzania badania duży wpływ na nastroje miały również napięcia geopolityczne i konflikt z Iranem. Trzy czwarte respondentów przyznało, że wydarzenia międzynarodowe budzą ich niepokój dotyczący przyszłości Stanów Zjednoczonych, a niemal 44 procent określiło ten niepokój jako znaczący.
Dokąd prowadzi plan B?
Najpopularniejszym kierunkiem wśród osób rozważających emigrację pozostaje Europa - wskazało ją 42 procent respondentów. Na kolejnych miejscach znalazły się Kanada (18 procent) i Karaiby (16 procent). Znacznie mniej osób wskazało Amerykę Południową oraz Azję.
Europejska atrakcyjność jest łatwa do zrozumienia. Wielu Amerykanów wskazuje na powszechną opiekę zdrowotną, rozbudowany transport publiczny, wysoki poziom bezpieczeństwa oraz jakość życia. Dla części osób ważna jest również możliwość uzyskania prawa pobytu lub obywatelstwa poprzez inwestycje.
Jednocześnie sytuacja w Europie również się zmienia. Portugalia, która przez wiele lat była jedną z najpopularniejszych bram do Unii Europejskiej dla zamożnych Amerykanów, ograniczyła część programów opartych na inwestycjach w nieruchomości. Także inne kraje zaczynają zaostrzać przepisy, obawiając się wzrostu cen mieszkań i napływu kapitału spekulacyjnego.
Niektórzy eksperci zwracają uwagę, że Europa również mierzy się z własnymi problemami: starzeniem się społeczeństw, napięciami politycznymi i rosnącymi kosztami utrzymania systemów socjalnych.
Alternatywą stają się Karaiby, gdzie programy obywatelstwa przez inwestycje nadal działają stosunkowo szybko, a uzyskanie drugiego paszportu może zająć zaledwie kilka miesięcy.
Rosnący rynek drugich paszportów
Eksperci zajmujący się tzw. investor immigration, czyli migracją inwestycyjną oraz uzyskiwaniem drugich obywatelstw, mówią o wyraźnym wzroście zainteresowania ze strony Amerykanów.
Jeszcze przed pandemią udział obywateli USA w tym segmencie rynku był stosunkowo niewielki. Dziś firmy zajmujące się tego rodzaju usługami mówią o wzroście zainteresowania liczonym w setkach procent.
Warto jednak pamiętać, że przeprowadzająca sondaż firma Apex Capital Partners specjalizuje się właśnie w programach drugiego obywatelstwa i inwestycjach zagranicznych, co może wpływać na sposób interpretowania wyników badania.
Nie zmienia to jednak faktu, że sam kierunek zmian wydaje się zauważalny. Coraz więcej osób traktuje możliwość życia za granicą nie jako marzenie o egzotycznej emeryturze, lecz jako element długoterminowego planowania finansowego i rodzinnego.
Mechanizm ten dobrze znany jest ze świata inwestycji: najpierw zmieniają się nastroje, a dopiero później pojawiają się konkretne decyzje.
W przypadku części najzamożniejszych Amerykanów zmiana nastrojów wydaje się już faktem. Pytanie, które coraz częściej zadają ekonomiści, doradcy finansowi i politycy, brzmi: czy Stany Zjednoczone będą potrafiły przekonać ich, że warto pozostać?
Źródła: Fortune, Gallup, Apex Capital Partners Wealth Survey 2026