----- Reklama -----

Luxahaus Konfigurator Drzwi Zewnetrznych

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

28 stycznia 2022

Udostępnij znajomym:

Nie ma wątpliwości, że każdy z nas ma już dość koronawirusa i wszystkiego, co się z nim wiąże. 11 marca upłyną dwa lata od uznania COVID-19 za pandemię przez Światową Organizację Zdrowia. Jak długo ten chorobowy rollercoaster jeszcze potrwa? Eksperci są podzieleni; na szczęście mają dla nas coraz lepsze wiadomości.

Omikron. Co nas nie zabije, to nas wzmocni

Jak już wcześniej pisaliśmy na łamach Monitora, większość naukowców ma nadzieję, że prędzej czy później koronawirus będzie traktowany jak sezonowa grypa albo zwykłe przeziębienie. Po prostu nie da się dłużej żyć z wprowadzonymi ograniczeniami, a co więcej, gospodarka żadnego kraju nie wytrzyma tylu lat w zamknięciu.

Już dziś ponosimy tego konsekwencje, doświadczamy zakłóceń w łańcuchach dostaw, co jest jednym z powodów ostatnich wzrostów cen w sklepach. Ci, którzy jeszcze kilka lat temu przepowiadali nadejście ogólnoświatowej pandemii, byli uważani za oderwanych od rzeczywistości, a ich opowiadania wrzucano do szuflady z napisem "science-fiction". Dziś wirusy stały się bardziej realne niż kiedykolwiek, a spiskowe teorie zyskują na popularności.

Portal "Time" przeanalizował dane dotyczące obecnej pandemii. Otóż według najbardziej optymistycznego scenariusza najnowsza wersja koronawirusa, czyli Omikron, będzie początkiem końca pandemii, ponieważ, przynajmniej teoretycznie, zadaniem wirusa jest bowiem przeżycie, a nie wykończenie wszystkich potencjalnych żywicieli.

Wirusy mutują podczas replikacji, czyli w momencie, gdy tworzą kopie samych siebie. W przypadku zmieniającego się wirusa chodzi o równowagę - efektywne rozprzestrzenianie się i infekowanie komórek, a jednocześnie taki balans, który zachowa gospodarzy przy życiu. Umierający lub martwy gospodarz uniemożliwi wirusowi dalszą replikację. 

Omikron wydaje się być świetnym przykładem tej strategii. Najnowszy wariant koronawirusa jest kilkukrotnie bardziej zakaźny od Delty, która to wersja była dwukrotnie bardziej zakaźna od oryginalnej wersji SARS-CoV-2. Omikron zastąpił Deltę w ciągu niespełna dwóch miesięcy: 

"Szybkość, z jaką Omikron przejął kontrolę, jest naprawdę niesamowita" - mówi Shangxin Yang, asystent profesora patologii i medycyny laboratoryjnej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. I dodaje: "To niemal magiczne. W ciągu dwóch tygodni Omikron przeszedł od 1 proc. przypadków COVID-19 do 50 proc. przypadków na całym świecie, a w ciągu miesiąca do niespełna 100 proc. przypadków. To niesamowita szybkość i trudno było sobie kiedykolwiek wyobrazić, że jakikolwiek wirus może tego dokonać".

Początek końca?

Ekspert wskazuje także inne dowody na to, że Omikron może być ostatnim tchnieniem pandemii koronawirusa. Podczas gdy wszystkie inne poprzednie warianty patogenu zakażały komórki zagnieżdżając się aż w płucach, Omikron ma tendencję do zakażania komórek w górnych drogach oddechowych. To wszystko czyni ów wariant bardziej podobnym do zwykłego przeziębienia i może wyjaśniać, dlaczego, przynajmniej wśród osób zaszczepionych lub ozdrowieńców, ta wersja koronawirusa wywołuje o wiele łagodniejsze objawy, niż jego wcześniejsze odmiany. Ponadto najnowsze badania z Wielkiej Brytanii pokazują, że w przypadku osób zaszczepionych i zakażonych Omikronem ryzyko hospitalizacji jest o dwie trzecie niższe niż w przypadku zaszczepionych zakażonych odmianą Delta.

"Wygląda to na idealny scenariusz zakończenia pandemii" - mówi Yang. "Dokładnie w ten sposób kończyła się większość poprzednich pandemii chorób układu oddechowego. Rozprzestrzeniały się jak ogień, następnie większość ludzi albo się szczepiła, albo zarażała, a kiedy populacja osiągała odporność stadną, pandemia się kończyła". Po czym podsumowuje: "Wirus zmutował wybierając życie wśród nas tak, by nie sprawiać wielu kłopotów. W zamian musimy nauczyć się żyć traktując go jak zwykłe przeziębienie".

Podobnie uważa Nadia Roan, badaczka z Gladstone Institutes: "Omikron może stać się jednym z powszechnych koronawirusów, kiedy my - jako społeczność - zbudujemy wystarczającą odporność przeciwko niemu".

Drugi scenariusz zapowiada horror

Może jednak nie być tak różowo. Część ekspertów zakłada gorszy, inny scenariusz, według którego wirus będzie mutował do coraz bardziej zakaźnych i śmiertelnych odmian.

SARS-CoV-2 jest bowiem szalenie nieprzewidywalnym patogenem, na co dowodem jest m.in. jego najnowsza wersja Omikron, która w zawrotnym tempie rozprzestrzeniła się po całym świecie. Co prawda większość naukowców była zgodna, że pojawi się udoskonalona wersja Delty, ale zakładali pojawienie się wariantu Delta-Plus. Omikron zdecydowanie zaskoczył wirusologów.

Jeremy Farrar, prezes fundacji Wellcome Trus, która zajmuje się badaniami nad zdrowiem, obawia się, że wirus może zmutować w kompletnie nieprzewidywalną dziś formę: "To może być coś, co pochodzić będzie z innej części ścieżki ewolucyjnej wirusa".

Powinniśmy się bać?

Dr Warner Greene z Gladstone Institute of Virology uspokaja "Żaden wirus nie chce zabić swojego gospodarza. To przyniosłoby efekt odwrotny do zamierzonego. Zatem możliwe jest, że wirus w wersji Omikron będzie utrzymywał się w populacji przez najbliższe lata".

A to oznaczałoby przejście od pandemii do zakażeń endemicznych, sezonowych. Do traktowania koronawirusa jak zwykłego przeziębienia. Trudno bowiem mówić o zwykłej grypie - nie ma takiej choroby jak "zwykła" grypa. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia każdego roku w wyniku powikłań po grypie na świecie umiera od 290,000 do nawet 650,000 osób.

al

----- Reklama -----

VL TRUCKING

----- Reklama -----

Dentysta

----- Reklama -----