Pandemia zabójcza dla firm sprzątających?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Ze względu na pandemię wirusa Covid-19 w naszym stanie nadal obowiązuje nakaz pozostawania w domu, który najprawdopodobniej zostanie przedłużony na kolejny miesiąc. Wynikające z tego tytułu ograniczenia są bardzo dotkliwe na wielu płaszczyznach naszego życia. Praktycznie zawalił się rynek usług. W ciągu miesiąca dziesiątki tysięcy ludzi straciło pracę i zmuszonych zostało do pójścia na zasiłek dla bezrobotnych. Niestety, w wielu przypadkach osoby tracące prace nie mają możliwości skorzystania z tej formy pomocy ze strony urzędu pracy. Dotyczy to w dużej mierze osób samozatrudniających się, rozliczających się na numer podatkowy i nieposiadających stałego pobytu w Stanach Zjednoczonych. Jedną z niezwykle popularnych wśród Polonii branż, w której na tych zasadach zatrudnione są nasze rodaczki, jest sprzątanie. Szczególnie dotyczy to pań pracujących w serwisach i mających „swoje” domki.

„Do tej pory dorabiałam do mojej bardzo skromnej emerytury – 348 dolarów na miesiąc – pracą na sprzątaniu. Robiłam cztery, pięć domków w tygodniu i jakoś wiązałam koniec z końcem, ale teraz tragedia. Od miesiąca jestem bez pracy i siedzę w domu, prawdziwa katastrofa. Moje klientki to w przeważającej mierze starsze panie, emerytki, które się bardzo wystraszyły i zrezygnowały ze sprzątania. Nie powiem, bo mam trzy klientki, u których sprzątałam co drugi tydzień i one czeki przysyłają, ale jak długo, nie wiadomo. Ja jestem zdrowa i mogłabym pójść do pracy, ale jak na razie nie zapowiada się, żeby coś się zmieniło. Słychać głosy, że taka sytuacja może potrwać do czerwca, a może i dłużej” – powiedziała pani Alina.

W podobnej sytuacji jest pani Teresa, która przez ostatnich kilkanaście lat sprzątaniem zarabiała na swoje utrzymanie i wsparcie dla rodziny w Polsce. „Ja po 15 marca jeszcze przez tydzień trochę pracowałam, ale już ostatni tydzień tamtego miesiąca spędziłam w domu i tak jest do tej pory. Tylko snuję się po mieszkaniu i się denerwuję, bo na czynsz trzeba kilkaset dolarów wydać, życie też kosztuje, a oszczędności prawie żadnych. Staram się żyć oszczędnie, gaszę światło, nie chodzę na zakupy. Słyszałam, że dziewczyny, które pracują w domach, gdzie właściciele są młodsi i nadal pracują, to one mają jeszcze zajęcie. Moje klientki to głównie emerytki. Są bardzo wystraszone. Nie wpuszczają nawet rodziny. Ja też nie chcę ryzykować, bo w apartamentowcach trzeba się legitymować. Odmowy otrzymywałam na dzień lub dwa przed terminem, kiedy miałam się pojawić. Przez pierwsze dwa tygodnie sama chciałam odczekać, żeby się upewnić, że ze mną wszystko jest w porządku, ale po świętach wielkanocnych chętnie bym wróciła do pracy. Po trzech tygodniach odezwał się jeden klient, który wyraził zainteresowanie usługą w niedalekiej przyszłości. Moja stała klientka, u której nie byłam od 5 tygodni też zadzwoniła, ale żeby się zapytać jak się czuję i nic poza tym. Myślę, że jak ta panika troszeczkę opadnie, to może niektórzy zechcą mnie zamówić. Teraz najchętniej bym poleciała do Polski, ale jak na razie nie ma takiej możliwości. Póki co pozostaje jedynie wyjść na świeże powietrze i pocieszyć się słońcem, żeby zaczerpnąć witaminy D, która podobno wspomaga organizm. Nawet nie mam ochoty na chodzenie po sklepach z „ciuchami”, co do tej pory sprawiało mi dużo satysfakcji, bo trzeba oszczędzać”.

O tym, że właściciele domów i mieszkań boją się zarażenia koronawirusem i przywiązują bardzo dużą wagę do stosowania się do zaleceń władz oraz zachowania reguł bezpieczeństwa, najlepiej świadczy przypadek pani Anny i Grażyny, które pracowały w serwisie dwójkowym na północnych przedmieściach naszej metropolii.

„Mamy jedną klientkę, która ma siedem piesków. Odwiedzałyśmy ją w poniedziałki. 16 marca pojechałyśmy na ten domek, bo tam zawsze po tygodniu jest co sprzątać. Zazwyczaj nie ma nikogo w domu. Mamy klucze, więc weszłyśmy z Grażynką głównym wejściem i zabrałyśmy się ostro do pracy. To jest duży dom, a przy takiej ilości zwierząt pracy jest co niemiara. Zrobiłyśmy parter, zaczęłyśmy sprzątać piętro i nawet nie zauważyłyśmy, że właścicielka wróciła. Weszła od strony garażu. Na rękach miała rękawiczki i zaczęła wycierać wszystkie klamki, które my przed chwilą czyściłyśmy: w łazience, przy głównym wejściu, w drzwiach do biura itp. Koleżanka powiedziała do mnie: chociażby zrobiła to po naszym wyjściu, a nie tak ostentacyjnie poprawia. Odpowiedziałam – ty jej się nie dziw. Może ma nawet pewnego rodzaju fobię na tym punkcie, ale co ważniejsze, ma synową w trzecim miesiącu ciąży, więc to normalne, że dmucha na zimne.

Praktycznie od miesiąca nie pracujemy. Panie wszędzie nam odmówiły, ale proszę sobie wyobrazić, że przysyłają nam czeki tak, jak byśmy pracowały. Nie wiem, czy tak dalej będzie, ale póki co, to nie możemy narzekać. Ja niestety do pomocy rządowej się nie kwalifikuję, więc jestem zadowolona. Dzięki temu przestojowi dłonie się zregenerują od tej całej chemii, której się używa przy sprzątaniu i myciu. Na dodatek mam okazję spokojnie w domu wypić kawę, przygotować mężowi obiad i zrelaksować się”.

Praktycznie sytuacja każdej z pań zajmujących się sprzątaniem jest podobna, chociaż zdarzają się wyjątki. Pani Basia, która również pragnie zachować anonimowość, nadal ma ofertę pracy, ale nie posiada własnego środka lokomocji, a z miejskich boi się korzystać ze względu na większe niebezpieczeństwo zarażenia się wirusem. „Dla moich dwóch koleżanek finał okazał się fatalny, więc wolę nie ryzykować. Na szczęście mam partnera, który jest w stanie zadbać o naszą egzystencję i mogłam zdecydować się na etat gospodyni domowej w pełnym wymiarze, przynajmniej do czasu, aż ta zaraza zniknie”.

Od pięciu tygodni panie, które zarobkowo zajmowały się sprzątaniem, są zmuszone pozostać w domach. W większości przypadków również serwisy sprzątające musiały zawiesić swoją działalność. Magdalena Huk prowadząca od wielu lat taką właśnie firmę musiała ją zamknąć i przestawić się na inną płaszczyznę działalności. „16 marca musiałam zawiesić działalność usług sprzątających. Co prawda w tym rozporządzeniu gubernatora firmy takie jak moja nie były wymienione w gronie tych, które nie mogą działać, ale klienci, zazwyczaj starsi ludzie oraz ci, którzy ze względu na pracę świadczoną elektronicznie zostali w domach, zrezygnowali z naszych usług i nie było możliwości dalszej pracy. Dwa tygodnie postanowiłam zrobić sobie wolne, ale jak pod koniec marca zapadła decyzja o przedłużeniu kwarantanny, to postanowiłam się wziąć za pracę. Zaistniała sytuacja sprawiła, że położyłam nacisk na rozwój mojego drugiego przedsięwzięcia, jakim od kilku lat są usługi fitness. Oczywiście w obecnej sytuacji nie wchodzą w rachubę bezpośrednie ćwiczenia w studiu z udziałem pań, ale prowadzę zajęcia drogą internetową. Szybko musiałam się nauczyć nowych programów i połączeń. Teraz zachęcam wszystkich, żeby instalowali u siebie odpowiednie platformy i ćwiczymy razem przed ekranami telewizorów. Na początku nie było to wszystko łatwe, bo obok konieczności posiadania nowych narzędzi, dochodzą jeszcze nawyki i zmiana mentalności, żeby chciało nam się ćwiczyć w domu, gdy trener jest blisko wirtualnie, ale fizycznie nie ma z nim żadnego kontaktu. Do tej pory klientki przychodziły do studia, żeby potańczyć, poćwiczyć i pogadać, a teraz same muszą stworzyć namiastkę studia w miejscu zamieszkania. Obserwuję, że ludzie powoli się przyzwyczajają. W pierwszej kolejności muszą nauczyć się elektronicznego połączenia z bazą. Później jest już łatwiej. Jako że wcześniej miałam do czynienia z kamerami i mikrofonami, to realizacja dźwięku i obrazu nie stanowi dla mnie problemu. Już co wieczór mam klasy i powolutku ludzi przybywa.

Do tej pory prowadziłam również hotel dla piesków i tresurę czworonogów. Nikt teraz nie wyjeżdża na wakacje, więc siłą rzeczy nikt nie zostawia psów w hotelu. Nie ma zapotrzebowania na takie usługi. Zdarzy się, że jedna czy dwie osoby w tygodniu podrzucą czworonoga na parę godzin, żeby się nim zaopiekować lub poprowadzić tresurę, ale to jest sporadyczne zajęcie. Tresurę również staram się oferować ze studia. To jest wszystko bardzo nowe i może mało komfortowe dla wielu ludzi, ale takie mamy czasy. Być może w niedalekiej przyszłości to będzie standard działania” – podkreśliła pani Magda zapraszając na swoją stronę internetową „Dzika na żądanie”.

Praca w serwisach sprzątających, która jeszcze parę lat temu należała do najbardziej popularnej pośród naszych rodaczek, chociaż panów również nie brakuje w tym zawodzie, staje się coraz trudniej dostępna i jeszcze mniej atrakcyjna. Nawet dla „wakacjuszek”, dla których przez dziesięciolecia była jednym z głównych źródeł zarobkowania. Czy Covid-19 będzie przysłowiowym gwoździem do trumny dla branży sprzątającej przekonamy się za kilkanaście tygodni.

Andrzej Baraniak