Firma z Pensylwanii zapowiada czeki po 10 tysięcy dolarów dla tysięcy gospodarstw domowych, jeśli powstanie w ich okolicy gigantyczne centrum danych. Wielu mieszkańców mimo tej zachęty mówi: nie, dziękuję. Nie są w tym odosobnieni, bo w całych Stanach rośnie sprzeciw wobec serwerowni obok domów.
Wyobraź sobie, że w skrzynce znajdujesz list. Firma obiecuje ci 10 tysięcy dolarów, jeśli w pobliżu twojego domu powstanie centrum danych: hałaśliwe, energochłonne i wielkie jak małe miasteczko. Bierzesz czek?
Właśnie przed takim wyborem stanęli mieszkańcy Hazle Township, u podnóża gór Pocono w Pensylwanii. Latem zaczęły tam przychodzić listy od NorthPoint Development. Firma chce zbudować na około 1300 akrach kompleks, który docelowo może liczyć 15 budynków z serwerami. Gdy powstanie pierwszy, każde z około 4500 uprawnionych gospodarstw ma dostać 10 tysięcy dolarów. Razem to 45 milionów. Do tego dochodzą kolejne środki na szkoły, służby ratunkowe i lokalne usługi, według doniesień to w sumie nawet 120 milionów dolarów rozłożonych na 15 lat.
Dla wielu rodzin to ogromne pieniądze, zwłaszcza że mediana dochodów w miasteczku wynosi około 60 tysięcy dolarów rocznie. Jeden czek to więc mniej więcej dwumiesięczna pensja. Mimo to, jak opisał „The Wall Street Journal”, dziennikarze nie znaleźli wielu osób, które z ochotą przywitałyby inwestycję za takie pieniądze. Część mieszkańców przyznaje, że gotówka by się przydała, ale nie rozwiewa to ich wątpliwości. Inni odbierają propozycję wprost jako próbę przekupienia.
Dlaczego mówią „nie”
Mieszkańcy wymieniają kilka powodów: hałas podczas budowy i późniejszej pracy urządzeń; spadek wartości domów; rachunki za wodę i prąd, czyli obawa, że rozbudowę sieci sfinansują zwykłe gospodarstwa; brak zaufania do miejscowych władz i do technologicznych potentatów; niechęć do samej sztucznej inteligencji, która napędza ten boom.
Jest w tym ironia. Czeki miały uciszyć krytyków, a zdaniem części mieszkańców tylko pokazują, jak duże są koszty. Pomysł bezpośrednich wypłat może się zresztą brać z burzliwego zebrania sprzed roku, na którym wściekli mieszkańcy pytali, co właściwie zyskają na inwestycji. Dotąd deweloperzy oferowali samorządom pakiety wartości dziesiątek milionów dolarów, a teraz zaczynają płacić ludziom bezpośrednio.
Uczciwie trzeba dodać, że to nie jest jeszcze historia o odrzuconych czekach. Wypłata zależy od realizacji projektu, a jego los jest niepewny. Władze Hazle Township odmówiły zgody z powodów związanych z przeznaczeniem terenu, NorthPoint zaskarżył tę decyzję, a miasteczko wprowadziło czasowe wstrzymanie budowy nowych centrów danych. Firma przekonuje, że odpowiada na pytania mieszkańców i że projekt przyniesie korzyści całej okolicy. Warto też pamiętać, że sondaże bywają zawodne, bo to, co ludzie mówią, nie zawsze zgadza się z tym, jak potem głosują.
Nie tylko Pensylwania
Nastroje z Hazle Township wpisują się w ogólnokrajowy trend. Oto kilka liczb:
- W badaniu Reuters/Ipsos tylko 14 proc. Amerykanów chciałoby mieć centrum danych w swojej społeczności.
- W lipcu przeciwnicy rozbudowy zorganizowali 142 protesty w 42 stanach.
- Data Center Watch naliczyło co najmniej 45 projektów wartych blisko 68 miliardów dolarów, które w drugim kwartale 2026 roku zostały zablokowane lub opóźnione przez lokalny sprzeciw. To szacunek organizacji monitorującej takie konflikty, a nie liczba inwestycji definitywnie porzuconych.
Źródłem tych obaw jest skala apetytu na energię. Według analizy amerykańskiego Departamentu Energii centra danych zużywały w 2023 roku około 4,4 proc. prądu w USA, a prognoza na 2028 rok mówi o 6,7 do 12 proc. To przewidywania dla całego kraju, a skutki pojedynczej inwestycji zależą od jej wielkości, sposobu chłodzenia i warunków lokalnych.
Czasem spór dotyczy już działających obiektów. Mieszkańcy okolic Southaven w Mississippi pozwali firmy związane z xAI, twierdząc, że instalacje zasilające centrum danych powodują ciągły, uciążliwy hałas. To zarzuty z pozwu, które musi rozstrzygnąć sąd. Gdzie indziej obawy dotyczą utraty terenów rolnych, dostępu do wody albo małej liczby stałych miejsc pracy po zakończeniu budowy.