Uczta rybna
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Od sześciu lat sympatycy wędkarstwa skupieni w klubie przy Art Gallery Kafe podsumowują mijający rok spotkaniem pt. „Uczta rybna”. Ze względu na obostrzenia związane z pandemią klub w grudniu był zamknięty i dlatego wędkarze wyznaczyli sobie spotkanie w pierwszym dniu po jego uruchomieniu. Drugiego lutego w gościnnych progach przy 127 Front Str. w Wood Dale blisko 20 osób spotkało się, żeby pogadać o przygodach przeżytych z „kijami” nad wodą, zajadając rybne smakołyki. Wśród tych znalazł się nawet alaskańskie łososie wędzone na zimno, które złowił i przyniósł na wieczór popularny polonijny podróżnik i obieżyświat Andrzej Kulka.

„Spotykamy się przynajmniej raz w miesiącu. To grudniowe, na którym podsumowujemy kończący się sezon, ze względu na Covid-19 nie odbyło się i dlatego spotykamy się dzisiaj, w dniu otwarcia klubu po dwóch miesiącach przerwy. My stanowimy grupę przyjacielską i w związku z tym organizujemy tutaj taką ucztę rybną. Każdy z uczestników przynosi jakieś przygotowane przez siebie danie. W ten sposób przy biesiadnym stole omawiamy to, co się wydarzyło i planujemy następny rok. Te spotkania służą wymianie myśli i doświadczeń dotyczących sposobów łowienia, miejsc, sprzętu i oczywiście osiągnięć. Tutaj się umawiamy na wspólne wypady w teren. Dwa razy w roku – wiosną i jesienią spotykamy się na naszych klubowych mistrzostwach. Mamy lidera, którym od kliku lat jest Dariusz Barwacz. On przygotowuje prelekcje i szkolenia, planuje nasze aktywności i spotkania. Pomimo, a może właśnie dlatego, że porusza się na wózku, to jest bardzo dobrym przykładem, że jeżeli ktoś ma pasję i kocha przyrodę tak jak on, to można wiele zrobić” – powiedział gospodarz wieczoru Wiesław Gogacz.

W wędkarskim gronie opowieści o złowionych i tych, które zerwały się z haczyka, a nawet ukradły łowiącemu wędkę rybach mogą nie mieć końca, szczególnie te przekazywane przez Andrzeja Kulkę, który łowił nie tylko na Alasce, ale także na nowozelandzkiej Wyspie Południowej, gdzie są fantastyczne łowiska pstrąga oraz wielu innych miejscach świata.

„Rok w rok jeżdżę na Alaskę z grupami turystów. Wśród tych wycieczek są grupy typowo wędkarskie, których uczestnicy przez dziesięć dni są „skazani” na łowienie ryb. Od świtu do nocy ryby, ryby, ryby. Na Alasce występuje pięć gatunków łososi – królewskie, czerwone i srebrne – najbardziej szlachetne oraz pręgowane i różowe, które do wędzenia się raczej nie nadają. Z tych pierwszych udało mi się złowić sporo sztuk, które na miejscu dałem do wędzenia na zimno, przywiozłem do Chicago i dzisiaj przyniosłem, żeby można było skosztować tej królewskiej ryby złowionej na Alasce” – powiedział Andrzej. Popularny podróżnik opowiadał o przeżyciach i przygodach związanych z łowieniem w tym rejonie Ameryki. Do takich niewątpliwie należą spotkania z niedźwiedziami, które również uwielbiają łososie. Wędkarz musi uważać nie tylko na łowienie, ale także na wszystko, co dzieje się wokół, bo gdy niedźwiedź zauważy, że złowiliśmy rybę, to uważa, że jest jego i trzeba ja oddać, albo szybko się oddalić. Złowione ryby można zabrać ze sobą do Chicago. Jeżeli ma to być ryba świeża, to najlepiej złowić ją na dzień przed odlotem. Można złowione sztuki dać do wędzenia i takie przewozić. Najsmaczniejsze są te wędzone zimnym dymem, ale proces ten trwa około 6 dni, więc sztuki najlepiej złowić na początku dziesięciodniowego pobytu. Ryby można nadać na bagaż w nieograniczonych ilościach. Na miejscu można zaopatrzyć się w styropianowe pudła, które mają dobre właściwości termiczne. Można również kazać sobie zapakować ryby próżniowo. W luku bagażowym samolotu panuje dosyć niska temperatura. Nie ma więc zagrożenia, żeby podczas sześciu godzin lotu ryba się zepsuła.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak

{gallery}uczta-rybna-2021{/gallery]