W życiu nie brakuje momentów, w których stoimy przed wyborami, mogącymi zmienić naszą przyszłość. Przeprowadzka na drugi koniec kraju, założenie firmy, decyzja o dziecku, a może zakończenie związku – każda z nich potrafi przytłoczyć. Naturalnym odruchem jest wtedy analizowanie wszystkich „za” i „przeciw”, rozpisywanie scenariuszy, konsultacje z bliskimi. A jednak - jak przekonuje coach podejmowania decyzji, Nell Wulfhart - im dłużej analizujemy, tym trudniej nam ruszyć z miejsca.
Po ponad dekadzie pracy z ponad sześciuset osobami, od przedsiębiorców i menedżerów po artystów, Wulfhart zauważa, że ludzie zwykle poświęcają na podejmowanie decyzji zdecydowanie za dużo czasu. W jej doświadczeniu większości klientów wystarcza zaledwie godzina rozmowy, by odnaleźć jasność. Największą przeszkodą jest lęk przed żalem, że mogliśmy wybrać inaczej. Jej zdaniem to uczucie jest nieuniknione, dlatego jednym z pierwszych kroków do odzyskania sprawczości jest pogodzenie się z tym, że pewna dawka żalu po prostu się pojawi.
Życie jest pełne trudnych decyzji
Wulfhart proponuje swoim klientom dwa ćwiczenia, które pomagają podejmować decyzje szybciej i z większą pewnością. Pierwsze opiera się na osobistych wartościach - nie abstrakcyjnych czy korporacyjnych, ale tych codziennych, które realnie sprawiają, że nasze życie jest namacalne i dobre. Dla niej to na przykład możliwość nienastawiania budzika rano, wygodne ubrania przez cały dzień czy ciepły klimat. Gdy wartości są już uporządkowane, łatwiej porównać, która z rozważanych opcji spełnia najwięcej kryteriów. Drugie ćwiczenie polega na zarysowaniu swojego idealnego życia za rok, pięć lat i dziesięć lat. Gdy wypiszemy, jak chcielibyśmy żyć, warto przyjrzeć się, czy od wyboru, który rozważamy, da się poprowadzić prostą linię do tej wymarzonej przyszłości.
Wulfhart przytacza historię klientki, która stanęła przed koniecznością wyboru. Otrzymała propozycję prestiżowej pracy z wyższą pensją. Wszystko wskazywało na to, by tę ofertę przyjąć. A jednak, kiedy wspólnie spojrzały na to przez pryzmat przyszłości, okazało się, że w perspektywie pięciu lat kobieta marzyła nie o awansach korporacyjnych, lecz o własnym, prężnie działającym biznesie, dającym jej elastyczność i czas dla dzieci. Decyzja, choć nie była najbardziej oczywista, wyglądała inaczej: zostać w obecnej pracy, odkładać pieniądze i intensywnie budować własną firmę, by za kilka lat naprawdę żyć zgodnie z marzeniem.
W podejmowaniu decyzji szczególne miejsce zajmuje żal. Wulfhart mówi wprost: praca nad decyzjami to w istocie praca nad minimalizowaniem żalu - ale nie przez unikanie go, lecz przez szybsze działanie. Jej obserwacja jest jasna: więcej osób żałuje tego, że zwlekało z wyborem, niż że dokonało go zbyt szybko. Rok spędzony na rozważaniu studiów magisterskich czy trzy lata analizowania, czy się zaręczyć, generuje znacznie większe poczucie straty niż sporadyczna decyzja podjęta zbyt pospiesznie.
Jakie są inne sposoby na zminimalizowanie żalu związanego z podejmowaniem decyzji?
Pomocne jest rozróżnienie między tym, co zależy od nas, a tym, na co nie mamy wpływu. Ludzie odczuwają mniej żalu, gdy potrafią powiedzieć sobie: „Podjęłam najlepszą decyzję, jaką mogłam, z wiedzą, którą miałam w tamtym momencie”. Część konsekwencji jest nieprzewidywalna — nowy przełożony może okazać się drobiazgowy, a idealne mieszkanie skrywać nieproszonego lokatora w postaci szczurów. Pewnych rzeczy nie dało się wiedzieć wcześniej, a wynik bywa niezależny od naszej staranności. Kontrolujemy proces wyboru, rzadziej jego skutki.
Wulfhart zachęca także do testowania opcji w praktyce. O trafność wyboru nie dowiemy się, siedząc w domu i rozważając scenariusze. Wiedzę zdobywamy przez próby. Jeśli ktoś rozważa pracę socjalną, warto przed zainwestowaniem dwóch lat i dużych pieniędzy w studia spędzić choć kilka dni, obserwując pracę osoby z tej branży. Doświadczenie bywa bardziej wartościowe niż dziesiątki godzin analizy.
Co ciekawe, proszenie o rady zbyt wielu osób może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Wulfhart spotyka klientów, którzy zdążyli wysłuchać opinii kilkunastu znajomych. W efekcie zamiast klarowności pojawia się chaos. Lepiej porozmawiać z kilkoma osobami - trzema, może pięcioma - którym ufamy i które rozumieją nasze wartości. Jeśli wiemy, że ktoś regularnie podważa nasze wybory, żyje według zupełnie innych zasad lub reaguje krytycznie, lepiej podjąć decyzję bez jego udziału i poinformować o niej dopiero po fakcie.
Wśród powodów, dla których dążymy do pewnych decyzji, nawet wiedząc, że nie są dla nas dobre, wymienia tzw. „koszty utopione”. Skupiamy się na tym, ile czasu, serca czy pieniędzy już w coś włożyliśmy - w relację, karierę, projekt - i nie chcemy, by ten wysiłek „poszedł na marne”. Rzadko myślimy o kosztach alternatywnych, o tym, co tracimy, pozostając w miejscu, które nie jest dla nas. Tymczasem samo ruszenie w kierunku tego, czego naprawdę chcemy, bywa bardziej satysfakcjonujące niż trwanie w tym, co już znamy, ale nas nie rozwija.
Podejmowanie decyzji może być prostsze niż się wydaje - czasem potrzeba mniej analizowania, a więcej działania, odrobiny odwagi i zaufania do siebie. Gdy pozwolimy sobie myśleć trochę mniej, a żyć trochę bardziej, wybory często układają się naturalniej niż mogłoby się wydawać.