Jeszcze kilka lat temu mało kto przypuszczał, że największym problemem najpotężniejszej armii świata może okazać się nie brak nowoczesnych technologii, lecz tempo produkcji amunicji. Dziś właśnie o tym coraz częściej dyskutują wojskowi eksperci, politycy i sojusznicy Stanów Zjednoczonych.
Nie oznacza to, że Ameryce kończą się rakiety. Pentagon nadal dysponuje ogromnym arsenałem i zapewnia, że jest gotowy do obrony własnego terytorium oraz wypełniania zobowiązań wobec sojuszników. Coraz więcej analityków zwraca jednak uwagę na inny problem – nowoczesne konflikty zużywają uzbrojenie znacznie szybciej, niż amerykański przemysł jest w stanie je odtworzyć.
Trzy wojny, jeden magazyn
W ciągu ostatnich kilku lat amerykańskie zapasy uzbrojenia były obciążone z trzech stron: dostawami dla Ukrainy, intensywnym wsparciem wojskowym dla Izraela oraz własnymi działaniami zbrojnymi. Każdy z tych kierunków wymagał nowoczesnej amunicji i rakiet, których nie da się wyprodukować z dnia na dzień.
Od początku rosyjskiej inwazji Ukraina otrzymała od USA między innymi systemy Patriot, rakiety do wyrzutni HIMARS, pociski przeciwlotnicze, artylerię i miliony sztuk amunicji. Po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku gwałtownie wzrosły również dostawy dla Izraela, obejmujące między innymi rakiety do systemów obrony powietrznej, bomby kierowane i amunicję precyzyjną.
Do tego doszła wojna z Iranem. Amerykańskie siły zużywały uzbrojenie zarówno podczas własnych uderzeń na cele w Iranie, jak i odpierając irańskie ataki rakietowe oraz dronowe. Oznaczało to jednoczesne wykorzystywanie drogich pocisków manewrujących, bomb precyzyjnych oraz rakiet przeciwlotniczych Patriot i THAAD, których produkcja jest czasochłonna i kosztowna.
Dron za 30 tysięcy, rakieta za kilka milionów
To właśnie ten konflikt pokazał, jak bardzo zmieniła się współczesna wojna.
Iran coraz częściej wykorzystywał tanie bezzałogowce produkowane masowo za kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Do ich zestrzeliwania Stany Zjednoczone i ich sojusznicy używali rakiet Patriot PAC-3 lub THAAD, których koszt liczony jest już w milionach dolarów za sztukę.
Powstała sytuacja, w której niezwykle drogie systemy obronne musiały zwalczać cele kosztujące nawet stukrotnie mniej.
Eksperci zwracają uwagę, że taki model obrony może być skuteczny przez pewien czas, ale przy długotrwałym konflikcie staje się bardzo kosztowny i prowadzi do szybkiego uszczuplania zapasów.
Trump: Biden oddał za dużo
Temat błyskawicznie stał się elementem amerykańskiej polityki.
Donald Trump wielokrotnie oskarżał administrację Joe Bidena o zbyt szerokie przekazywanie uzbrojenia Ukrainie.
Zwolennicy tej pomocy odpowiadają, że broń dla Ukrainy pozwoliła osłabić rosyjskie siły bez angażowania amerykańskich żołnierzy, a większość przekazanego sprzętu pochodziła z rezerw przygotowanych właśnie na podobne sytuacje.
Niezależnie od politycznego sporu obie strony zgadzają się jednak co do jednego – przez ponad dwie dekady amerykański przemysł obronny nie był przygotowany na prowadzenie kilku dużych konfliktów jednocześnie.
Sojusznicy zaczynają zadawać pytania
Problem dostrzegają także państwa kupujące amerykańskie uzbrojenie.
Coraz częściej pojawiają się informacje o opóźnieniach w realizacji zamówień dla zagranicznych odbiorców. Pentagon w pierwszej kolejności stara się bowiem uzupełniać własne zapasy, co oznacza, że część kontraktów dla partnerów może zostać przesunięta.
To szczególnie ważne dla krajów, które niemal całkowicie oparły swoje bezpieczeństwo na amerykańskim sprzęcie. Jeżeli dostawy będą trwały dłużej niż zakładano, część z nich może zacząć rozwijać własny przemysł zbrojeniowy lub szukać alternatywnych dostawców.
Nieprzypadkowo państwa europejskie coraz więcej inwestują we własną produkcję amunicji, a kraje Zatoki Perskiej również zaczynają rozbudowywać własne zakłady.
Dlaczego nie da się po prostu produkować więcej?
Wielu osobom wydaje się, że wystarczy przeznaczyć więcej pieniędzy, aby fabryki zaczęły produkować dwa czy trzy razy więcej rakiet. W przypadku nowoczesnego uzbrojenia to jednak nie działa w ten sposób. Zaawansowane pociski składają się z tysięcy precyzyjnych elementów – od silników rakietowych i systemów naprowadzania po specjalistyczne półprzewodniki. Część z nich wytwarza zaledwie jedna lub dwie fabryki w całych Stanach Zjednoczonych, a niektóre komponenty mają bardzo ograniczoną liczbę dostawców. Budowa nowych zakładów, uzyskanie certyfikatów bezpieczeństwa i wyszkolenie pracowników zajmują lata. Dlatego nawet miliardowe kontrakty Pentagonu nie przekładają się na natychmiastowy wzrost produkcji.
Amerykańskie władze zapewniają jednak, że problem został zauważony i podpisano już kontrakty z największymi producentami. To jednak – jak zaznaczyliśmy wcześniej - proces liczony w latach, a nie miesiącach.
Nowa lekcja współczesnej wojny
Największą lekcją ostatnich lat nie jest więc to, że Stany Zjednoczone nagle utraciły swoją przewagę militarną, ale to, że przez wiele lat Zachód przygotowywał się głównie do krótkich operacji wojskowych. Tymczasem wojna na Ukrainie i konflikt z Iranem pokazały, że współczesne starcia mogą trwać długo, angażować jednocześnie wielu przeciwników i pochłaniać ogromne ilości nowoczesnego uzbrojenia.
Dziś przewagę daje już nie tylko jakość broni, ale również zdolność do jej szybkiej produkcji. I właśnie w tej dziedzinie Stany Zjednoczone rozpoczęły wyścig, którego wynik może mieć znaczenie nie tylko dla Ameryki, lecz także dla bezpieczeństwa całego świata.
Źródła: Pentagon, CSIS, CRS, GAO, RAND, Reuters, AP