Pieniądze nie dają szczęścia – głosi popularne powiedzenie. Warto jednak pamiętać, że na poczucie szczęścia składa się wiele elementów: zdrowie, relacje rodzinne, bezpieczeństwo, czas wolny czy ogólna satysfakcja z życia. Ekonomiści od lat próbują jednak odpowiedzieć na inne pytanie: ile pieniędzy wystarczy, by ich dalszy wzrost nie przekładał się już na większe zadowolenie z życia? Najnowsze zestawienie przygotowane przez firmę Remitly pokazuje, że odpowiedź zależy przede wszystkim od miejsca zamieszkania. Dla mieszkańców aglomeracji chicagowskiej wyniki mogą być całkiem interesujące.
Autorzy opracowania wykorzystali wyniki badań Purdue University dotyczące tzw. punktu nasycenia dochodów (income satiation). To poziom rocznych zarobków jednej osoby, przy którym deklarowana satysfakcja z życia osiąga maksimum, a kolejne podwyżki mają już niewielki wpływ na poczucie szczęścia. Następnie uwzględniono różnice w kosztach życia oraz inflację, wyliczając ten próg dla 50 największych amerykańskich miast.
Średnio dla całych Stanów Zjednoczonych taki poziom wynosi 134 827 dolarów rocznie na osobę. Jednak w praktyce różnice są bardzo duże i sięgają nawet kilkudziesięciu tysięcy dolarów.
Najdroższym miejscem pod względem „ceny szczęścia” okazał się Nowy Jork, gdzie potrzeba aż 195 969 dolarów rocznie – o ponad 45 proc. więcej niż wynosi średnia krajowa. Tuż za nim znalazły się Honolulu (192 441 dolarów) oraz San Francisco (191 266 dolarów). W pierwszej dziesiątce dominują miasta zachodniego i wschodniego wybrzeża, takie jak Seattle, Waszyngton, Boston, San Jose, Oakland, Berkeley czy San Diego.
Nie jest to przypadek. To właśnie tam mieszkańcy mierzą się z jednymi z najwyższych kosztów życia w całym kraju. Ceny mieszkań, czynszów, usług i codziennych wydatków są tak wysokie, że do osiągnięcia podobnego poziomu komfortu finansowego potrzebne są znacznie większe dochody.
Dla mieszkańców Chicago wiadomość jest nieco bardziej optymistyczna. Choć metropolia należy do największych i najdroższych w Stanach Zjednoczonych, koszty życia pozostają wyraźnie niższe niż w Nowym Jorku, San Francisco czy Bostonie. Oznacza to, że również próg dochodów, przy którym dalsze zarabianie przestaje wyraźnie zwiększać satysfakcję z życia, jest tutaj odpowiednio niższy i wynosi: 147,905 dolarów. Innymi słowy – aby osiągnąć podobny poziom finansowego komfortu, mieszkańcy Chicago nie muszą zarabiać aż tyle, co osoby mieszkające na najdroższych wybrzeżach.
Z kolei najmniej pieniędzy potrzeba w miastach środkowej i południowej części kraju. Na końcu zestawienia znalazło się Cincinnati, gdzie próg pełnej satysfakcji oszacowano na 122 480 dolarów rocznie. Oznacza to, że mieszkaniec Nowego Jorku potrzebuje około 1,6 razy wyższego dochodu niż mieszkaniec Cincinnati, aby osiągnąć podobny poziom zadowolenia z życia.
W dolnej części rankingu znalazło się również kilka miast z Teksasu, m.in. San Antonio (123 656 dolarów), Houston (125 224 dolarów) oraz Austin (130 123 dolarów). Towarzyszą im Albuquerque, Tucson i Jacksonville. Spośród największych miast Teksasu jedynie Dallas uplasowało się w górnej połowie zestawienia.
Co ciekawe, aż 35 z 50 analizowanych miast wymaga dochodów wyższych od krajowej średniej. Pokazuje to, jak silnie lokalne koszty życia wpływają na odczuwany komfort finansowy.
Warto jednak pamiętać, że badanie nie odpowiada na pytanie, ile trzeba zarabiać, by „być szczęśliwym”. Pokazuje jedynie, przy jakim poziomie dochodów dalszy wzrost zarobków przestaje wyraźnie poprawiać ocenę własnego życia. Pieniądze mogą ułatwiać życie, ale same w sobie nie są gwarancją zadowolenia.