Wakacje od pokoleń kojarzą się dzieciom z zabawą na świeżym powietrzu, basenem, obozami i długimi godzinami spędzanymi poza domem. Coraz częściej jednak na przeszkodzie staje pogoda. Ekstremalne upały, dym z pożarów, gwałtowne ulewy i powodzie sprawiają, że część typowo letnich aktywności trzeba odwoływać lub przenosić pod dach.
Tegoroczne lato przyniosło w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie wiele przykładów ekstremalnej pogody. Pożary w północnej Minnesocie i Kanadzie niszczyły lokalne społeczności, a dym pogarszał jakość powietrza na ogromnych obszarach Środkowego Zachodu i północno-wschodniej części USA. W Teksasie śmiertelne powodzie doprowadziły do ogłoszenia stanu klęski żywiołowej, a lipcowe fale ekstremalnych upałów ponownie dały się we znaki milionom mieszkańców.
Badania wskazują, że wraz z ocieplaniem się klimatu, do którego w dużym stopniu przyczynia się spalanie paliw kopalnych, fale upałów, susze, huragany i powodzie stają się bardziej częstsze i bardziej intensywne.
Rodziny odczuwają te zmiany bezpośrednio.
Lauren Smith z Pensylwanii mówi, że tego lata jej dzieci wielokrotnie musiały zmieniać plany. Najpierw ekstremalne temperatury, dochodzące do niemal 100 stopni Fahrenheita, zakłóciły zajęcia na obozie piłkarskim organizowanym na dużym, pozbawionym drzew boisku. Później dym z pożarów zmusił rodzinę do pozostania w domu.
Kiedy w końcu przyszły długotrwałe deszcze, Smith uznała, że dzieci i tak muszą wyjść.
„Dzieci wariują w domu, więc pomyślałam: koniec, idziemy na spacer – wspomina. Kiedy zaczęły mówić, że pada, odpowiedziała im, że to nie ma znaczenia. To przygoda”.
Rodzina znalazła również nowe zajęcia w domu. Dzieci pomagały w porządkach, zaczęły piec i malować. Kiedy jednak przychodzi słoneczny dzień, trudno namówić je do powrotu do środka.
„To lato jest jak ciągłe czekanie. Po prostu czekamy, aż będzie można coś zrobić na zewnątrz” – mówi Smith.
Dla obecnego pokolenia dzieci w wieku szkolnym jest to kolejne doświadczenie ograniczające ich normalne dzieciństwo. Wcześniej pandemia COVID-19 zmusiła miliony uczniów do pozostania w domach i nauki zdalnej. Teraz coraz częściej ich plany zmienia ekstremalna pogoda.
Obozy muszą dostosować się do nowych warunków
Letnie obozy i półkolonie pozostają jednym z najważniejszych elementów wakacji wielu amerykańskich dzieci. Według badania Gallupa z 2024 roku 55 proc. rodziców w USA deklarowało, że ich dzieci w wieku szkolnym uczestniczą w co najmniej jednym zorganizowanym programie wakacyjnym.
Henry DeHart, dyrektor generalny American Camp Association, podkreśla, że pobyt na obozach pozwala dzieciom rozwijać samodzielność, umiejętność rozwiązywania problemów i współpracy. Jego zdaniem takie kompetencje mogą być szczególnie ważne w świecie, w którym coraz większą rolę odgrywa sztuczna inteligencja.
„Dzieci potrzebują obozów teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej” – uważa DeHart.
Organizatorzy obozów zawsze musieli brać pod uwagę pogodę, a akredytowane placówki mają obowiązek przygotowania szczegółowych procedur bezpieczeństwa. Zmieniła się jednak częstotliwość występowania ekstremalnych warunków.
DeHart zwraca uwagę, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu obóz mógł mieć w ciągu lata trzy, cztery lub pięć dni, podczas których temperatura odczuwalna przekraczała 105 stopni Fahrenheita. Obecnie takich dni może być osiem lub dziesięć.
Poszczególne ośrodki radzą sobie z tym na różne sposoby. W Miakonda Day Camp w Ohio, działającym na terenie o powierzchni 160 akrów, dym z pożarów zmusił organizatorów do przeniesienia zajęć do budynków. Dzieci otrzymały maski, a opiekunowie przygotowali alternatywne atrakcje – między innymi ćwiczenia pływackie „na sucho” oraz strzelanie z nadmuchiwanego zestawu łuczniczego.
Dyrektor obozu Ellen Watkins przyznaje, że spędzenie całego dnia w budynku było trudne dla dzieci, które wolałyby przebywać na świeżym powietrzu, ale program udało się kontynuować. Wielu rodziców dziękowało organizatorom za to, że mimo trudnych warunków obóz nadal działał.
Nie wszędzie było to możliwe.
Zatopili kajaki, żeby uratować je przed ogniem
W Camp Widjiwagan w Ely w Minnesocie, który każdego lata przyjmuje ponad 700 dzieci i organizuje wyprawy w różnych częściach Ameryki Północnej, sytuacja stała się na tyle poważna, że w lipcu konieczna była ewakuacja.
Duże zainteresowanie wzbudziło zdjęcie przedstawiające 19 obozowych kajaków zatopionych pod wodą. Nie był to skutek wypadku. Pracownicy celowo zanurzyli zabytkowe kajaki, ponieważ były zbyt delikatne, aby można było bezpiecznie je przetransportować w inne miejsce.
„To przełomowy moment. Nigdy wcześniej nie zatapialiśmy kajaków na obozie” – powiedział dyrektor wykonawczy placówki Ben Hoffman.
W Beauvoir Summer Camp w Waszyngtonie również przyznają, że dostosowywanie programu do ekstremalnych warunków pogodowych stało się częścią codziennej pracy.
„Dla nas to nowa rzeczywistość” – mówi Drew Mackay, odpowiedzialny za programy letnie.
Dzieci patrzą na sprawę znacznie prościej. Chcą przede wszystkim wiedzieć, kiedy znowu będą mogły wyjść na zewnątrz i wskoczyć do basenu.