----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

29 lipca 2026

Udostępnij znajomym:

Amerykański system wyborczy od lat znajduje się w centrum politycznych sporów. Jedni przekonują, że jest jednym z najlepiej zabezpieczonych na świecie i zapewnia uczciwe liczenie głosów. Inni domagają się dalszego zaostrzenia przepisów, argumentując, że nawet niewielkie luki mogą podważyć zaufanie obywateli do demokracji. W ostatnich miesiącach dyskusja ponownie nabrała tempa za sprawą odtajnionych dokumentów dotyczących zagranicznych prób pozyskiwania danych wyborców, rozwoju sztucznej inteligencji oraz prac nad ustawą SAVE Act.

Choć polityczne emocje są ogromne, eksperci zwracają uwagę, że warto oddzielić dwa różne zagadnienia: bezpieczeństwo samego procesu liczenia głosów oraz bezpieczeństwo otoczenia wyborów, obejmującego dezinformację, cyberataki czy kwestie rejestracji wyborców.

Zaufanie nadal jest wysokie

Mimo wieloletnich sporów większość Amerykanów nadal deklaruje zaufanie do sposobu przeprowadzania wyborów. Według badań opinii publicznej około dwie trzecie respondentów uważa, że wybory są organizowane uczciwie i że oddane głosy są prawidłowo liczone. To mniej niż kilka lat temu, ale nadal wyraźna większość.

Badania Pew Research Center po wyborach w 2024 roku pokazały również, że blisko siedmiu na dziesięciu zarejestrowanych wyborców dobrze ocenia sposób organizacji wyborów w swoich lokalnych społecznościach. Nie jest to przypadek – za przeprowadzenie wyborów odpowiadają przede wszystkim władze stanowe i lokalne, a nie rząd federalny. Oznacza to, że w praktyce Stany Zjednoczone korzystają z tysięcy nieco różnych procedur, systemów i zabezpieczeń.

Zdaniem wielu specjalistów właśnie ta decentralizacja utrudnia ewentualne próby masowej ingerencji.

Profesor Matt Blaze z Georgetown University, specjalizujący się w bezpieczeństwie komputerowym i prawie wyborczym, podkreślał niedawno, że system wyborczy jest dziś bardziej odporny niż kiedykolwiek wcześniej. Jednocześnie zaznacza, że żaden system nie jest całkowicie odporny na zagrożenia i wymaga ciągłego doskonalenia.

Co naprawdę pokazują odtajnione dokumenty?

W lipcu administracja Donalda Trumpa odtajniła część dokumentów dotyczących zagranicznych działań wymierzonych w amerykański system wyborczy. Sam prezydent sugerował, że materiały pokazują poważne problemy z bezpieczeństwem wyborów w 2020 roku.

Analiza dokumentów przedstawiona przez wielu ekspertów i część mediów prowadzi jednak do bardziej umiarkowanych wniosków. Wynika z nich, że chińskie podmioty uzyskały dostęp do ogromnej bazy danych obejmującej informacje o rejestracji wyborców. Dane te w większości mają jednak charakter publiczny i od lat są wykorzystywane przez partie polityczne, sztaby wyborcze oraz firmy analityczne.

Dotychczas nie przedstawiono dowodów wskazujących, że informacje te zostały wykorzystane do zmiany wyników głosowania lub manipulowania liczeniem głosów.

Jednocześnie dokumenty pokazują, że kolejne administracje – zarówno republikańskie, jak i demokratyczne – od wielu lat współpracowały z władzami stanowymi nad wykrywaniem potencjalnych słabości systemu i ich usuwaniem.

Nowe zagrożenie: sztuczna inteligencja

Eksperci coraz częściej wskazują, że największym wyzwaniem dla przyszłych wyborów może nie być włamanie do maszyn wyborczych, lecz wpływanie na decyzje wyborców.

Rozwój sztucznej inteligencji sprawił, że tworzenie realistycznych fałszywych nagrań głosu, filmów typu deepfake czy spreparowanych wiadomości stało się znacznie łatwiejsze niż jeszcze kilka lat temu. Tego typu materiały mogą być wykorzystywane do siania zamieszania tuż przed wyborami lub podszywania się pod kandydatów i urzędników.

Według specjalistów zajmujących się cyberbezpieczeństwem największe zagrożenie nadal stanowią działania prowadzone przez państwa takie jak Rosja, Chiny czy Iran. Dotyczą one jednak przede wszystkim kampanii dezinformacyjnych i prób wpływania na opinię publiczną.

Jak dotąd nie pojawiły się natomiast wiarygodne dowody świadczące o skutecznym przełamaniu zabezpieczeń systemów odpowiedzialnych za liczenie głosów.

SAVE Act – bezpieczeństwo czy ograniczenie praw?

Jednym z najgorętszych tematów ostatnich miesięcy pozostaje SAVE Act (Safeguard American Voter Eligibility Act).

Projekt zakłada obowiązek przedstawienia dokumentów potwierdzających obywatelstwo amerykańskie podczas rejestracji do głosowania w wyborach federalnych. Zwolennicy ustawy argumentują, że głosowanie jest prawem obywateli USA, dlatego państwo powinno skutecznie uniemożliwić udział osobom nieuprawnionym. Ich zdaniem nawet jeśli przypadki nielegalnego głosowania są rzadkie, jasne i jednolite zasady zwiększają zaufanie społeczeństwa do wyników wyborów.

Republikanie podkreślają również, że większość Amerykanów posiada dokumenty potwierdzające obywatelstwo, a podobne wymogi funkcjonują w wielu innych państwach demokratycznych.

Przeciwnicy ustawy wskazują jednak na inny problem. Organizacje zajmujące się prawami obywatelskimi ostrzegają, że miliony obywateli nie mają łatwego dostępu do dokumentów takich jak akt urodzenia czy paszport. Dotyczy to szczególnie osób starszych, kobiet, które zmieniły nazwisko po ślubie, mieszkańców terenów wiejskich czy osób o niższych dochodach.

Według krytyków SAVE Act nie rozwiązuje problemu, który w praktyce występuje niezwykle rzadko, natomiast może utrudnić udział w wyborach części legalnie uprawnionych obywateli.

Czy system wymaga zmian?

Większość ekspertów zgadza się przynajmniej w jednej kwestii: bezpieczeństwo wyborów nie jest stanem osiąganym raz na zawsze.

Nowe technologie, rozwój sztucznej inteligencji, coraz bardziej zaawansowane cyberataki oraz rosnąca skala dezinformacji sprawiają, że zabezpieczenia muszą być stale modernizowane. Jednocześnie równie ważne pozostaje utrzymanie zaufania obywateli do procesu wyborczego.

To właśnie tutaj przebiega dziś główna linia sporu. Jedna strona uważa, że dodatkowe zabezpieczenia – takie jak SAVE Act – są naturalnym elementem ochrony demokracji. Druga obawia się, że nowe przepisy mogą utrudnić korzystanie z prawa wyborczego części obywateli i pogłębić polityczne podziały.

Jak często dochodzi do nielegalnego głosowania?

Dokładna skala jest przedmiotem sporów politycznych, jednak dostępne analizy wskazują, że udokumentowane przypadki należą do rzadkości. Reuters wyliczył, że w ciągu około 30 lat federalne władze postawiły zarzuty w 129 sprawach dotyczących głosowania przez osoby niebędące obywatelami. Z kolei analiza 23,5 mln głosów oddanych w wyborach w 2016 r. wykazała jedynie 30 podejrzeń wymagających dalszego postępowania, czyli około 0,0001% wszystkich oddanych głosów. Zwolennicy SAVE Act przekonują, że nawet pojedyncze przypadki nielegalnego głosowania uzasadniają zaostrzenie przepisów i obowiązek potwierdzania obywatelstwa. Przeciwnicy odpowiadają, że skala problemu jest zbyt mała, by wprowadzać rozwiązania, które mogłyby utrudnić głosowanie części uprawnionych obywateli.

----- Reklama -----

POLONEZ 950 X 300

----- Reklama -----

POLONEZ 950 X 300

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor