----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

05 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

Początek stycznia od lat działa na wyobraźnię. To moment, w którym wiele osób obiecuje sobie lepszy sen, zdrowsze jedzenie, mniej czasu spędzanego przed ekranem i ogólnie – bardziej uporządkowane życie. Jeśli masz wrażenie, że robisz to co roku, nie jesteś wyjątkiem. Wręcz przeciwnie – należysz do tradycji liczącej kilka tysięcy lat.

Noworoczne postanowienia są dziś niemal tak oczywistym elementem świętowania jak sylwestrowy toast czy opadająca kula na Times Square. Choć sama nazwa pojawiła się stosunkowo późno, idea zatrzymania się, podsumowania minionego czasu i obietnicy poprawy towarzyszy ludziom od wieków.

Skąd wzięło się słowo „postanowienie”

Samo słowo „resolution” weszło do języka angielskiego z łaciny pod koniec XIV wieku i początkowo oznaczało proces upraszczania rzeczy do ich podstawowych elementów. Z czasem zaczęło odnosić się także do rozwiązywania konfliktów i trwania przy podjętych decyzjach. W XIX wieku zyskało znaczenie, które znamy dziś – wyrażenia zamiaru, także tego dotyczącego nadchodzącego roku.

Jedno z pierwszych użyć sformułowania „new year resolutions” pojawiło się w bostońskiej gazecie w 1813 roku. Autor z nutą ironii zauważał, że wielu ludzi „grzeszy” przez cały grudzień, by z pełnym przekonaniem uznać, że styczniowe postanowienia zmażą wszystkie wcześniejsze winy. Co ciekawe, prywatne zapiski pokazują, że praktyka była znana dużo wcześniej. Już w 1671 roku angielska pisarka Anne Halkett spisała na początku stycznia listę religijnych zobowiązań, które nazwała po prostu „Resolutions”.

Tysiące lat wstecz: od Babilonu do Rzymu

Historycy cofają się jeszcze dalej, aż do około 2000 roku p.n.e., kiedy Babilończycy świętowali nowy rok podczas dwunastodniowego wiosennego festiwalu Akitu. Był to czas dziękczynienia bogom, koronacji nowego władcy i… obietnic poprawy. Według przekazów zobowiązywano się wtedy m.in. do oddania pożyczonych narzędzi rolniczych.

Z kolei starożytni Rzymianie jako pierwsi połączyli noworoczne obietnice bezpośrednio z 1 stycznia. Składali ofiary Janusowi – dwulicowemu bogu początków i zakończeń – oraz obdarowywali bliskich symbolami szczęścia. Jak zauważa historyczka Alexis McCrossen, był to dzień obietnic i darów, a postanowienie w swej istocie jest właśnie obietnicą.

W kolejnych epokach różne kultury traktowały początek roku jako czas refleksji, często w religijnym kontekście. W średniowieczu istniał choćby zwyczaj „Przysięgi Pawia”, podczas którego rycerze odnawiali swoje śluby rycerskie. W dobrze udokumentowanych wpisach do pamiętnika z początku XIX wieku John Quincy Adams, szósty prezydent USA, szczegółowo opisywał duchowe refleksje z minionego roku i życzenia na nadchodzący.

Amerykański Nowy Rok, który długo był „zwykłym dniem”

Wbrew dzisiejszym skojarzeniom, przez długi czas 1 stycznia nie miał w Stanach Zjednoczonych szczególnego znaczenia. Kolonie brytyjskie zaczęły uznawać ten dzień za początek roku dopiero po przyjęciu kalendarza gregoriańskiego w 1752 roku. Wcześniej nowy rok zaczynał się 25 marca.

Jeszcze przez wiele dekad 1 stycznia był traktowany jak każdy inny dzień tygodnia, godny uwagi głównie dlatego, że rozpoczynał rok fiskalny. To wtedy regulowano długi i zamykano księgi rachunkowe. W pewnym sensie był to pierwowzór postanowień noworocznych: rozliczenie się z przeszłością i obietnica, że w przyszłości będzie lepiej.

Z czasem 1 stycznia stawał się dniem spotkań towarzyskich i odwiedzin. Nowojorczycy organizowali dni otwartych domów, a mieszkańcy Waszyngtonu przychodzili do Białego Domu, by uścisnąć dłoń prezydentowi. To właśnie w tym czasie Amerykanie zaczęli „bardziej koncentrować się na uroczystościach”, takich jak Boże Narodzenie (po raz pierwszy uznane za święto federalne w 1870 r.) i Nowy Rok w ogóle. Prawdziwy przełom przyniósł jednak nacisk na moment północy – symboliczny punkt przejścia, który nadał Nowemu Rokowi zupełnie nowe znaczenie.

Zmianę tę przypisuje dwóm głównym czynnikom.

Pierwszym są nabożeństwa „Watch Night”, które zaczęły odprawiać kościoły baptystyczne, metodystyczne i inne kościoły ewangelickie późnym wieczorem w Sylwestra, skupiające się na niedociągnięciach z minionego roku i obietnicach na nadchodzący rok. Kaznodzieja ogłaszał nadejście północy „i rozlegały się okrzyki radości i wesela… i poczucie transformacji”.

Drugim jest napływ niemieckich imigrantów, którzy przywieźli ze sobą „Silvesterabend” (lub „Sylvester's Abend”), tradycję – nazwaną na cześć wczesnego papieża i od niemieckiego słowa oznaczającego „wieczór” – świętowania 31 grudnia śpiewem, tańcem i toastami o północy. Praktyka ta była wówczas tak nietypowa, że zasłużyła na relacje w głównych amerykańskich gazetach – i zainspirowała wielu nie-ewangelików do naśladowania.

Jak zmieniały się noworoczne postanowienia

Pierwszy raz kula na Times Square spadła w 1907 roku, a mniej więcej w tym samym czasie noworoczne postanowienia zaczęły regularnie pojawiać się w amerykańskiej prasie. Początkowo miały często lekki, żartobliwy charakter. Jedna z gazet opisała kobietę, która postanowiła „częściej zostawać w domu i częściej wychodzić”. Inni z góry zakładali, że i tak nie dotrzymają swoich obietnic.

Artykuł z 1918 roku w gazecie Jackson City Patriot z Michigan stwierdza, że I wojna światowa „przywróciła modę na noworoczne postanowienia”, ale „nie te starego typu, które łatwo było składać i łatwo łamać”. Zachęcał Amerykanów do podjęcia postanowień, które pomogą wygrać wojnę, takich jak kupowanie obligacji wojennych i racjonowanie żywności.

Z biegiem lat postanowienia noworoczne w dużej mierze straciły swój religijny charakter, co, zdaniem McCrossen, jest zgodne z szerszymi trendami kulturowymi. W ostatnich dekadach cele skupiają się bardziej na samodoskonaleniu.

Sondaż Gallupa z 1947 roku pokazuje, że wiele ówczesnych postanowień brzmi zaskakująco znajomo: poprawić swój charakter, wieść bardziej uporządkowane życie, rzucić palenie czy oszczędzać pieniądze. Co ciekawe, cele związane ze snem, zdrowiem czy wagą znalazły się wtedy na końcu listy – to znak, jak bardzo zmieniły się nasze priorytety.

Dlaczego wciąż do nich wracamy

Zdaniem Alexis McCrossen noworoczne refleksje i postanowienia wciąż mają sens, zwłaszcza gdy spojrzymy na nie w szerszym, historycznym kontekście. Szczególnie bliska jest jej idea przywrócenia 1 stycznia jako dnia kontaktu z innymi – spotkań, rozmów telefonicznych czy nawet odręcznie pisanych wiadomości.

I choć tradycja skupia się na jednej konkretnej dacie, historia pokazuje jasno: postanowienia nie muszą być składane tylko raz w roku. Każdy dzień może być momentem zmiany. Jednak to właśnie 1 stycznia daje wyjątkowe poczucie wspólnoty i energii – świadomość, że miliony ludzi jednocześnie próbują zacząć „od nowa”.

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor