Amerykańska gospodarka wciąż rośnie, wskaźniki makroekonomiczne wyglądają solidnie, inflacja wyraźnie wyhamowała, giełda bije kolejne rekordy, a ceny paliw spadły do najniższych od kilku lat. A jednak dla wielu Amerykanów codzienne życie nie staje się ani łatwiejsze, ani spokojniejsze. Wręcz przeciwnie — coraz częściej towarzyszy mu poczucie niepewności i finansowego napięcia.
Potwierdzają to najnowsze badania opinii publicznej. Według sondażu Gallupa aż 68 procent dorosłych Amerykanów uważa, że sytuacja gospodarcza się pogarsza. Tylko 29 procent dostrzega poprawę. Ta różnica systematycznie się powiększa od początku roku. Pesymizm może dziwić, zwłaszcza gdy zestawi się go z oficjalnymi danymi. Inflacja nie przypomina już tej z okresu pandemii, indeksy giełdowe są blisko historycznych szczytów, a administracja Donalda Trumpa podkreśla, że cła podniosły ceny niektórych towarów, ale nie doprowadziły do gwałtownego wzrostu inflacji. Sam prezydent w jednym z wywiadów wystawił gospodarce ocenę „A z wieloma plusami”.
Jednak codzienne doświadczenia wielu Amerykanów wyglądają zupełnie inaczej. Słabszy rynek pracy, wyższe rachunki za prąd i niedostępny rynek mieszkaniowy sprawiły, że wiele rodzin znalazło się w gorszej sytuacji – nawet pomimo tego, że główne wskaźniki wskazują na ciągły wzrost gospodarczy. W 2025 roku nastroje ekonomiczne wyraźnie się pogorszyły, a powodów jest kilka.
Gospodarka w kształcie litery K
Pierwszym z nich jest coraz bardziej widoczna tzw. gospodarka w kształcie litery K. Amerykańska gospodarka nigdy nie była jednorodna, ale dziś podziały są trudniejsze do zignorowania niż kiedykolwiek wcześniej. Najbogatsze 10 procent gospodarstw domowych odpowiada niemal za połowę całej konsumpcji w kraju. Wzrost cen akcji i nieruchomości pozwolił tej grupie powiększyć majątek o ponad 40 bilionów dolarów od 2020 roku. Jednocześnie tempo wzrostu wynagrodzeń znów jest najwyższe na samej górze drabiny dochodowej, a najniższe wśród najsłabiej opłacanych pracowników. To odwrócenie trendu z czasów pandemii, kiedy płace na dole rosły szybciej.
Ten rozdźwięk coraz częściej określa się właśnie jako gospodarkę „K-shaped”: górna gałąź pnie się w górę, podczas gdy dolna zaczyna opadać. Zjawisko dostrzegają już nie tylko ekonomiści, ale i wielkie korporacje. Szef McDonald’s mówi wprost o „dwupoziomowej gospodarce”, w której klienci o średnich i niższych dochodach są pod coraz większą presją. Coca-Cola notuje lepszą sprzedaż droższych marek wśród zamożniejszych konsumentów, a rynek motoryzacyjny pokazuje podobny obraz. Średnia cena nowego samochodu przekroczyła 50 tysięcy dolarów po raz pierwszy w historii, a auta z niższej półki praktycznie zniknęły z oferty. Dla wielu rodzin jedyną realną opcją pozostaje rynek aut używanych.
Słabszy rynek pracy
Drugim źródłem niepokoju jest ochłodzenie rynku pracy i rosnąca niepewność co do przyszłości. Bezrobocie wciąż pozostaje niskie w ujęciu historycznym, ale w listopadzie wzrosło do 4,6 procent, najwyższego poziomu od 2021 roku. W 2025 roku tempo zatrudnienia wyraźnie spadło, a nowe miejsca pracy koncentrowały się niemal wyłącznie w jednym sektorze. Opieka zdrowotna odpowiadała za blisko połowę całego wzrostu zatrudnienia. Dla pracowników spoza tego sektora sytuacja wyglądała mniej optymistycznie. Przemysł notuje spadki, sektor usług biznesowych i profesjonalnych kurczy się, a liczba ofert pracy w branży technologicznej jest o jedną trzecią niższa niż na początku 2020 roku.
Dotychczas rynek pracy był stabilizowany przez zjawisko określane jako „low hire, low fire” - firmy zatrudniały niewielu nowych pracowników, ale też rzadko decydowały się na zwolnienia, ale ta równowaga może nie potrwać długo. Do listopada ogłoszono ponad 1,1 miliona planowanych redukcji etatów, o ponad połowę więcej niż rok wcześniej. Duże firmy, takie jak Amazon, Target czy Verizon, ograniczają zatrudnienie wśród pracowników biurowych. Dodatkowym źródłem lęku są obawy związane z rozwojem sztucznej inteligencji i jej wpływem na rynek pracy. Coraz więcej osób zastanawia się, czy obecne spowolnienie to chwilowe pogorszenie, czy początek nowej, mniej stabilnej normalności.
Rosnące koszty życia
Trzecim czynnikiem są rosnące koszty codziennego życia. Inflacja nie przyspiesza tak jak kilka lat temu, ale ceny znacząco wzrosły, zwiększając presję na rodziny. W skali roku ceny żywności wzrosły średnio o niespełna 2 procent, jednak wiele zależy od tego, co trafia do koszyka. Kawa podrożała o niemal 19 procent, a wołowina i cielęcina o ponad 15 procent. Do tego dochodzą rachunki za prąd, które rosną pod wpływem zwiększonego zapotrzebowania ze strony centrów danych, kosztownych modernizacji sieci energetycznych oraz wyższych cen gazu ziemnego. Energia elektryczna jest dziś o blisko 7 procent droższa niż rok temu i niemal o 30 procent droższa niż cztery lata temu. W wielu stanach kolejne podwyżki są już zaplanowane lub dopiero wchodzą w życie.
Jedynym wyraźnym wyjątkiem pozostają ceny paliw. Benzyna potaniała i kosztuje poniżej 2,90 dolara za galon, co czyni ten grudzień najtańszym przy dystrybutorach od końca 2020 roku. To jednak za mało, by zrównoważyć inne rosnące wydatki.
Niedostępny rynek mieszkaniowy
Czwartym, coraz bardziej dotkliwym problemem jest rynek mieszkaniowy. Posiadanie domu w USA coraz częściej jest przywilejem tych, którzy już wcześniej weszli na rynek. Średni wiek osoby kupującej pierwsze mieszkanie lub dom wzrósł do rekordowych 40 lat. Jeszcze cztery lata temu było to 33 lata, a na początku lat 80. — niespełna 30. Rynek coraz wyraźniej zdominowany jest przez starsze pokolenia. Baby boomers odpowiadają dziś za ponad 40 procent wszystkich zakupów nieruchomości, a transakcje gotówkowe osiągnęły historyczny rekord, dając zamożnym kupującym ogromną przewagę.
Choć w największych miastach oferta mieszkań nieco się zwiększyła, poprawa dostępności została zniwelowana przez wysokie stopy procentowe i utrzymujące się wysokie ceny. Wielu sprzedających, zamiast obniżać oczekiwania, po prostu wycofuje nieruchomości z rynku. Eksperci mówią o nadchodzącym „wielkim resecie mieszkaniowym” w 2026 roku, ale jednocześnie podkreślają, że ewentualna poprawa będzie powolna i rozciągnięta w czasie.
W efekcie Amerykanie coraz częściej mają poczucie, że gospodarka rośnie obok nich, a nie dla nich. Oficjalne dane pokazują wzrost, ale codzienne doświadczenia wielu rodzin mówią coś zupełnie innego. To właśnie ta rozbieżność między liczbami a życiem sprawia, że nastroje ekonomiczne w 2025 roku są tak wyraźnie gorsze.