Skarpety zawieszone przy kominku, dom powoli cichnie, a dzieci zaczynają śnić o piernikach i cukrowych śliwkach. To znak, że zbliża się najważniejsza noc w roku – ta, w której Święty Mikołaj wyrusza w swoją bożonarodzeniową podróż dookoła świata.
Dawniej trzeba było nasłuchiwać dźwięku sań na dachu albo skrzypnięcia drzwi, by uwierzyć, że Mikołaj już był. Dziś jest znacznie prościej. Współczesne święta mają swojego cyfrowego pomocnika, a dzieci – i dorośli – mogą śledzić trasę Mikołaja niemal na żywo.
Już po raz kolejny jego lot monitoruje NORAD, czyli Północnoamerykańskie Dowództwo Obrony Powietrznej. To wspólna amerykańsko-kanadyjska instytucja, która na co dzień śledzi wszystko, co porusza się w powietrzu nad Ameryką Północną. Raz w roku jej radar skupia się jednak na najbardziej niezwykłej misji – obserwowaniu sań zaprzęgniętych w osiem reniferów.
Historia tej świątecznej tradycji sięga 1955 roku i zaczęła się zupełnie przypadkiem. Od tamtej pory śledzenie Mikołaja stało się najbardziej lubianą i symboliczną akcją NORAD-u, z niecierpliwością wyczekiwaną każdego grudnia.
Według informacji organizacji, Święty Mikołaj opuszcza Biegun Północny około godziny 4 rano czasu wschodniego w środę, 24 grudnia. Właśnie wtedy NORAD uruchamia specjalny system śledzenia jego podróży po całym świecie. Ruch sań można obserwować online niemal od momentu startu.
To jednak nie wszystko. W noc wigilijną NORAD uruchamia również specjalną infolinię, obsługiwaną przez wolontariuszy, którzy na bieżąco informują, gdzie aktualnie znajduje się Mikołaj. Numer telefonu 1-877-HI-NORAD działa aż do wczesnych godzin poranka w pierwszy dzień świąt.
Dla tych, którzy wolą inne źródła, swoją wersję śledzenia Mikołaja oferuje także Google. Niezależnie od wybranej opcji, jedno jest pewne – magia świąt ma się dobrze, a podróż Świętego Mikołaja, choć coraz bardziej nowoczesna, wciąż budzi te same emocje co dawniej.
Bo w tę jedną noc w roku nawet radary i satelity pracują po to, by przypominać, że cuda naprawdę się zdarzają.