----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

05 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

Krótko po tym, jak siły amerykańskie schwytały przywódcę Wenezueli Nicolása Maduro, prezydent Donald Trump oświadczył, że dni Kuby są policzone i że jego administracja może teraz skierować swoją uwagę na tę komunistyczną wyspę.

„Wygląda na to, że Kuba jest bliska upadku” - powiedział Trump dziennikarzom na pokładzie Air Force One. „Nie wiem, czy wytrzymają, ale Kuba nie ma teraz żadnych dochodów. Wszystkie swoje dochody czerpała z Wenezueli, z wenezuelskiej ropy”.

Zapytany o perspektywę interwencji militarnej Stanów Zjednoczonych na Kubie, Trump stwierdził, że nie uważa tego za konieczne, ponieważ „wygląda na to, że upada”.

Czy Waszyngton rzeczywiście podejmie działania przeciwko Kubie, pozostaje kwestią otwartą. Trump otoczył się jastrzębiami anty-kubańskimi, w tym sekretarzem stanu Marco Rubio, kubańskim Amerykaninem, który jako senator USA był znany ze swojej długotrwałej wrogości wobec Hawany. Rubio od dawna sygnalizował swoje przekonanie, że zmiana rządu w Wenezueli osłabi Kubę, co jego zdaniem byłoby pożądanym rezultatem.

Kubańska zależność od Wenezueli

Rząd kubański znajduje się w niepewnej sytuacji po schwytaniu Maduro, głównego partnera politycznego i gospodarczego. Narody były ze sobą tak blisko powiązane, że podczas sobotniego ataku na Caracas zginęło ponad 30 Kubańczyków. Maduro w ostatnich tygodniach w dużym stopniu polegał na kubańskich ochroniarzach. Łączna liczba ofiar śmiertelnych podczas operacji amerykańskiej wyniosła około 80 osób.

Trwająca blokada wenezuelskiej ropy przez USA odcina ekonomiczną pomoc, którą Kuba wykorzystywała do utrzymania dostaw energii elektrycznej w kraju i sprzedawała na rynkach międzynarodowych w zamian za twardą walutę potrzebną do zakupu podstawowych produktów, takich jak lekarstwa i żywność.

Obalenie Maduro „stawia nas w krytycznym egzystencjalnym dylemacie dla naszego przetrwania jako suwerennego i niezależnego państwa” - powiedział Bruno Rodríguez Parrilla, minister spraw zagranicznych Kuby. Apelował do sąsiednich krajów o solidarność w obliczu gróźb Waszyngtonu.

„To wyrok śmierci, jeśli Wenezuela odcięłaby ropę Kubie” - uważa Jorge Piñon, były meksykański dyrektor naftowy i kubański ekspert energetyczny z Texas University.

Wenezuela i Kuba to partnerstwo polityczne i gospodarcze, które dawno przewyższyło zależność Hawany od Moskwy czy Pekinu. Gdy Hugo Chávez doszedł do władzy w 1999 roku, zapoczątkował socjalistyczną rewolucję dążącą do wzmocnienia pozycji milionów biednych, pozbawionych praw Wenezuelczyków, podobnie jak Fidel Castro uczynił to dla Kuby.

Castro osobiście interweniował, aby zapewnić ochronę Chávezowi podczas próby zamachu stanu w 2002 roku. Wenezuelski przywódca odwdzięczył się, wspierając Kubę finansowo, zapewniając ekonomiczną pomoc w postaci ropy – co kontynuował Maduro.

W czwartym kwartale 2025 roku Kuba otrzymywała średnio 35 000 baryłek ropy dziennie z Wenezueli oraz około 7 000 baryłek z Meksyku i Rosji, według Piñona, który analizuje zdjęcia satelitarne i alternatywne dane, bo nikt nie publikuje oficjalnych danych.

Meksyk wysyłał około 22 000 baryłek dziennie na Kubę w zeszłym roku, ale liczba ta spadła do 7 000. Nie jest jasne, czy Meksyk ograniczył dostawy z powodu presji politycznej Waszyngtonu, czy ze względu na własną spadającą produkcję ropy naftowej. Od początku Trump groził Meksykowi akcją wojskową przeciwko kartelom narkotykowym, jeśli kraj nie będzie współpracował w wielu kwestiach, w tym w handlu i ograniczaniu przepływu fentanylu przez granicę. Republikanie od lat domagali się, aby Meksyk ograniczył dostawy ropy na Kubę.

Upadek czy reformy?

„Wśród republikanów takich jak Rubio panuje przekonanie, że gdy ropa wenezuelska zostanie odcięta, gospodarka kubańska upadnie i wywoła powszechne powstanie” - powiedział Ricardo Zúñiga, były amerykański urzędnik, który pomagał wynegocjować porozumienie byłego prezydenta Obamy z Kubą i który służył również w pierwszym rządzie Trumpa. Według niego nie nawet najgorsza sytuacja nie wywoła powstania na Kubie.

To, co może uratować Kubę przed interwencją USA, to fakt, że nie ma nic do zaoferowania Waszyngtonowi pod względem ekonomicznym, twierdzą analitycy. Wenezuela ma największe rezerwy ropy na świecie - o czym Trump wielokrotnie wspominał. Kuba ma niewiele zasobów.

Ponadto Kuba znajduje się zaledwie 90 mil od wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Gdyby upadła, mogłoby to wywołać większą migrację do Stanów Zjednoczonych i obawy o bezpieczeństwo.

Kryzys humanitarny

Już teraz Kubańczycy stoją w kolejkach godzinami, a nawet dniami, aby zdobyć najbardziej podstawowe artykuły, takie jak paliwo do gotowania lub mleko, i znoszą okresowe przerwy w dostawie prądu. System medyczny - złota strona rewolucji - jest teraz ledwo w stanie zapewnić najbardziej podstawową opiekę. Pacjenci zgłaszają braki lekarstw, a ludzie muszą teraz przynosić własne prześcieradła do szpitala.

Sytuacja ta wywołała masową migrację Kubańczyków: wyspa straciła 10 procent swojej populacji, czyli 1 milion ludzi, od 2021 roku. Częściowo spirala spadkowa wynika z sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone, ale analitycy twierdzą, że większym winowajcą jest słabe zarządzanie gospodarką przez rząd kubański.

Mimo to idea amerykańskiej interwencji na Kubie jest głęboko niepopularna, nawet wśród Kubańczyków, którzy pragną zmian.

„Nie lubimy być zastraszani i nie lubimy tego od ludzi takich jak Rubio” - powiedział Carlos Alzugaray Treto, były kubański dyplomata. „Większość ludzi tutaj chce zmian, ale chcą zmian tutaj, a nie narzucanych z zewnątrz”. Alzugaray, który opowiada się za otwarciem Kuby, powiedział, że zmiany w Wenezueli wpłyną na Kubę bardzo mocno, „ale to okazja dla kubańskiego rządu do reform”.

źródła: NYTimes, abcnews, foxnews

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor