----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

05 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

Styczeń od lat kojarzy się z nowym początkiem. To moment, w którym wielu ludzi próbuje uporządkować codzienne nawyki, zwolnić tempo i dać sobie szansę na świeży start. Dla coraz większej grupy oznacza to jedno konkretne postanowienie: miesiąc bez alkoholu, znany dziś na całym świecie jako Dry January.

To, co zaczęło się jako osobisty eksperyment jednej osoby w Wielkiej Brytanii, z czasem przerodziło się w globalne zjawisko. Dla jednych to jedynie krótkie wyzwanie na 31 dni, dla innych – moment przełomowy, który uruchamia zmiany trwające znacznie dłużej. Badania pokazują, że nawet tymczasowa abstynencja może przynieść realne korzyści zdrowotne, a dla części uczestników staje się początkiem zupełnie nowego etapu życia.

Dla Amandy Kudy wszystko zaczęło się dziewięć lat temu, po jednym z takich momentów, które trudno zignorować. Wyszła na imprezę wieczorem 30 grudnia, a następnego dnia obudziła się z wyjątkowo ciężkim kacem. „Pomyślałam wtedy: to nie jest życie, jakiego chcę” – wspomina w rozmowie z NPR. Już następnego dnia podjęła decyzję, że przez cały styczeń nie będzie pić alkoholu. Gdy miesiąc dobiegł końca, różnica była dla niej wyraźna. Zniknęły poranne zmęczenie i konsekwencje nocnych wyjść, a w ich miejsce pojawiła się energia. Mogła ćwiczyć codziennie, szybciej się regenerowała i czuła, że jej organizm funkcjonuje w pełni sił.

Naukowcy potwierdzają, że nawet u osób pijących umiarkowanie przerwa od alkoholu może poprawić jakość snu, sprzyjać utracie wagi i pozytywnie wpływać na wygląd skóry. Dla wielu uczestników to pierwsza od dawna okazja, by zobaczyć, jak naprawdę reaguje ich ciało bez regularnego spożywania alkoholu.

Oficjalne początki

Choć dziś pojęcie Dry January bywa używane bardzo swobodnie, a ludzie używają tego terminu, aby określić swoje wysiłki na rzecz odstawienia alkoholu na cały miesiąc, podobnie, jak Kuda, jego „oficjalna” wersja narodziła się w Wielkiej Brytanii. Jak wyjaśnia Richard Piper, dyrektor generalny organizacji Alcohol Change UK, to właśnie ona stoi za zarejestrowanym i formalnym wyzwaniem. Celem organizacji jest ograniczanie szkód związanych z alkoholem, ale – jak podkreśla Piper – bez narzucania ludziom konkretnych decyzji. Chodzi raczej o to, by dać im narzędzia i przestrzeń do samodzielnego wyboru.

Inspiracją była historia Emily Robinson, ówczesnej wicedyrektor organizacji. W 2011 roku, przygotowując się do półmaratonu i jednocześnie czytając coraz więcej o negatywnych skutkach alkoholu, zaczęła się zastanawiać, co by się stało, gdyby na miesiąc całkowicie z niego zrezygnowała. Efekt był wyraźny: poprawa wyników sportowych, ale też inne, nieoczekiwane korzyści. Dwa lata później, w 2013 roku organizacja Alcohol Change UK oficjalnie zainicjowała wyzwanie „Suchy Styczeń” i zastrzegła jego nazwę, oferując uczestnikom aplikację, codzienne wiadomości e-mail oraz internetowe grupy wsparcia. Dziś wyzwanie ma już 13 lat, a aplikację pobrano ponad milion razy.

Globalne zjawisko

Równolegle z rozwojem tego ruchu zmieniają się też ogólne nawyki związane z alkoholem, zwłaszcza wśród młodszych pokoleń. Z badań Gallupa wynika, że odsetek Amerykanów deklarujących picie alkoholu spadł do najniższego poziomu w historii pomiarów, prowadzonych od 1939 roku. Obecnie alkohol pije 54 procent dorosłych, co oznacza rekordowo niski wynik, nawet w porównaniu z końcówką lat 50 (poprzedni rekordowo niski poziom odnotowano w 1958 roku).

Na tym tle popularność nieformalnego Dry January rośnie jeszcze szybciej. Piper przyznaje, że najchętniej widziałby wszystkich uczestników w ramach oficjalnego programu, bo wtedy łatwiej o wsparcie i trwałe efekty. Jednocześnie podkreśla, że każda próba ograniczenia alkoholu – niezależnie od formy i długości – jest krokiem w dobrą stronę. W jego ocenie siłą tego zjawiska jest poczucie wspólnoty i świadomość, że przez te 31 dni wiele osób podejmuje podobną decyzję.

Sam miesiąc bez alkoholu porównuje do przerwy przeciwpożarowej w lesie. Taki odstęp nie tylko zatrzymuje ogień, ale też zapobiega jego dalszemu rozprzestrzenianiu się. Podobnie jest z alkoholem – chwilowa pauza może pomóc zatrzymać proces stopniowego zwiększania konsumpcji.

Dla Amandy Kudy ta przerwa sprzed dziewięciu lat okazała się początkiem zupełnie nowej drogi. Jeden miesiąc zamienił się w trzy, potem w pół roku i w końcu w decyzję o całkowitej rezygnacji z alkoholu. Dziś jest trenerką trzeźwości i autorką książek. Jak mówi, jej życie stało się na tyle satysfakcjonujące, że nie chciała już wracać do tego, co było wcześniej.

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor