Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało jak wielka religijna uroczystość. Tysiące wiernych, procesje, śpiew i wyświęcenie czterech księży na nowych biskupów, którzy publicznie zadeklarowali wierność tradycji „przeciwko heretykom, schizmatykom i buntownikom wobec Ojca Świętego”. Był tylko jeden problem: nikt nie zapytał o zgodę samego papieża. A bez niej takie święcenia są w Kościele katolickim po prostu nielegalne.
W oczach Watykanu ta lipcowa uroczystość w szwajcarskim Écône nie była sukcesem Kościoła, lecz aktem prowadzącym do największego rozłamu w katolicyzmie od ponad stu lat.
W Kościele katolickim tylko papież może wyrazić zgodę na wyświęcenie nowych biskupów. To jedna z podstawowych zasad mających chronić jedność całego Kościoła.
Efekt nie kazał na siebie długo czekać. Watykan ogłosił dekret, w którym stwierdził, że nowi biskupi – oraz dwaj, którzy ich wyświęcili – zostali automatycznie ekskomunikowani. Od tej chwili nie mogą zgodnie z prawem Kościoła pełnić posługi kapłańskiej ani ważnie udzielać części sakramentów, takich jak spowiedź czy małżeństwo. Co więcej, ten sam los czeka wszystkich należących do ich wspólnoty – Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (łac. Societas Sancti Pii X, SSPX) – jeśli pozostaną przy organizacji. Na świecie należy do niego około 700 księży oraz – według szacunków – około 25 tysięcy wiernych w samych Stanach Zjednoczonych.
To największy rozłam w Kościele katolickim od XIX wieku. Choć liczby są niewielkie w porównaniu z 53 milionami katolików w Stanach Zjednoczonych, sprawa dotyczy czegoś znacznie większego niż losy jednego bractwa. To pytanie o to, czy reformy sprzed ponad pół wieku są dla Kościoła fundamentem, czy jedynie propozycją do dyskusji.
Skąd się to wzięło
Korzeni konfliktu trzeba szukać w latach 1962–1965, kiedy odbył się Sobór Watykański II – wydarzenie, które na nowo zdefiniowało miejsce Kościoła we współczesnym świecie. Zmieniono wtedy sposób sprawowania mszy: kapłani zaczęli stawać twarzą do wiernych zamiast do ołtarza, łacinę zastąpiły języki narodowe, a w wielu parafiach chorał gregoriański ustąpił miejsca gitarom. Sobór podkreślił też, że zbawienie jest możliwe również poza widzialnymi granicami Kościoła, i otworzył drzwi do dialogu z innymi religiami i wyznaniami chrześcijańskimi.
Dla francuskiego arcybiskupa Marcela Lefebvre'a te zmiany były katastrofą. Choć sam podpisał dokumenty soborowe, z czasem zaczął je otwarcie potępiać, nazywając Sobór „cudzołożnym małżeństwem Kościoła z ideologią liberalną”. W 1970 roku założył SSPX – bractwo mające kształcić księży w duchu przedsoborowym. W 1988 roku, wbrew wyraźnemu zakazowi Jana Pawła II, samowolnie wyświęcił czterech biskupów. Papież ekskomunikował Lefebvre'a i nowych biskupów, choć formalnej schizmy wtedy nie ogłosił.
Przez blisko czterdzieści lat Watykan próbował utrzymywać z Bractwem trudny dialog. Kolejni papieże łagodzili wcześniejsze kary i pozostawiali otwartą drogę do pojednania.
W 2009 roku Benedykt XVI zdjął ekskomuniki z żyjących biskupów SSPX, a kilka lat później Franciszek zezwolił kapłanom bractwa na spowiadanie i błogosławienie małżeństw. Tyle że SSPX nigdy nie zaakceptowało warunków pełnego pojednania z Watykanem. Bractwo uznaje, że posoborowe reformy stworzyły „stan konieczności”, usprawiedliwiający jego niezależne działanie – i to właśnie ta logika legła u podstaw ostatnich, nielegalnych święceń. Dla wielu obserwatorów były one przekroczeniem granicy, po której dalsze tolerowanie takiego stanu stało się niemożliwe.
Paradoks SSPX
Jest w tym pewna wewnętrzna sprzeczność, na którą zwracają uwagę teologowie: SSPX przedstawia się jako ostatni bastion prawdziwej wiary katolickiej, a jednocześnie odrzuca autorytet papieża – czyli coś, co od wieków stanowi samą istotę katolickości. Jak ujął to jeden z rozmówców magazynu „The Atlantic”, pozostawanie w jedności z następcą Piotra to nie drobiazg, lecz fundament tego, co znaczy być katolikiem.
Bractwo nie musi mierzyć się z trudnym zadaniem interpretowania nowych nauczań Kościoła w świetle Tradycji – po prostu je odrzuca i nazywa to wiernością. To znacznie prostsza droga niż ta, którą obrali Jan Paweł II czy Benedykt XVI, próbując zachować jedność Kościoła mimo krytycznej oceny niektórych posoborowych praktyk – robili to jako pasterze Kościoła, a nie jako jego przeciwnicy.
Coś więcej niż spór wewnętrzny
Choć SSPX to margines, tradycjonalizm ma dziś w Kościele znacznie szersze grono sympatyków. Mszę trydencką (łacińską, sprzed reformy) odprawia co tydzień około miliona dorosłych katolików w USA – to niewiele, bo tylko 2 procent populacji katolickiej kraju, ale wciąż znacznie więcej niż liczy samo bractwo. Wśród zwolenników tej liturgii nierzadko pojawia się też krytyka autorytetu papieskiego, choć zwykle mniej radykalna niż u SSPX.
Ekskomuniki z Écône są więc czytelnym sygnałem nie tylko dla samego bractwa, ale dla całego tego środowiska: nauczanie Soboru Watykańskiego II nie jest opcjonalnym dodatkiem do wiary katolickiej, lecz jej integralną częścią, i nie podlega negocjacjom.
Jednocześnie Kościół nie zamyka drzwi. Papież Leon XIV, od początku pontyfikatu podkreślający znaczenie jedności, spotkał się zarówno ze zwolennikami tradycyjnej liturgii, jak i autorami książki broniącej ich przed łatką „buntowników”. Także część hierarchów, m.in. arcybiskup Salvatore Cordileone, opowiada się za szerszym dostępem do mszy trydenckiej.
Ekskomunika w tradycji katolickiej nigdy nie jest tylko karą – ma też charakter leczniczy, ma przywołać z powrotem do wspólnoty. Na razie świeccy wierni związani z SSPX najwyraźniej zamierzają pozostać w schizmie. Czy dojdzie do pojednania, pokażą najbliższe miesiące lub lata. Jedno jest jednak pewne – Kościół wyraźnie pokazał, że uznawanie autorytetu papieża i nauczania Soboru Watykańskiego II nie jest kwestią wyboru, lecz fundamentem katolickiej jedności.
źródła: The Atlantic, Watykan, SSPX