Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Przyszedł wcześniej niż zwykle, do tego poprzedzony niepokojącymi liczbami z południowej półkuli, gdzie właśnie się zakończył. Specjaliści obawiają się w związku z tym, że tegoroczny sezon grypowy będzie u nas ciężki i długi.

W tym roku Australia przechodziła długą i ciężką grypę. 300 tysięcy potwierdzonych przypadków zachorowań w kraju zamieszkałym przez 24 miliony ludzi, to wynik jak dotąd rekordowy. Tamtejszy sezon ma miejsce podczas naszego lata i jest dla lekarzy na półkuli północnej wskazówką czego można oczekiwać. Choć nie zawsze się to sprawdza.

„Jest za wcześnie, aby stwierdzić z całą pewnością, co nas czeka, ponieważ czasami Australia jest przewidywalna, a czasem nie” - mówi dr Daniel B. Jernigan, dyrektor oddziału grypy z CDC (Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom).

2017/2018

W 2017 r. wiedzieliśmy, czego oczekiwać i wszystkie obawy potwierdziły się. Nie byliśmy jednak odpowiednio przygotowani. Wtedy właśnie Australia doświadczyła najgorszego wybuchu zachorowań na grypę od czasu przyjęcia nowoczesnych metod pomiarowych.

Sezon grypowy 2017–2018 w Stanach Zjednoczonych, który nastąpił sześć miesięcy później, był jednym z najgorszych we współczesnej historii USA - szacuje się, że w wyniku zarażenia wirusem grypy lub późniejszych powikłań zmarło wówczas aż 79,000 osób.

Wielka Brytania zaczęła wówczas nazywać nadchodząca grypę „zabójczą Australijką”, zresztą późniejsze dane z tego kraju potwierdziły wysoką śmiertelność wirusa. W USA podobnych ostrzeżeń nie było, częściowo z powodu zawirowań w CDC i jej macierzystej agencji, Departamencie Zdrowia i Opieki Społecznej. Był to rok 2017, gdy w związku ze zmianami w Białym Domu następowały przetasowania osobowe w różnych agencjach.

Pierwszy sekretarz departamentu zdrowia mianowany przez prezydenta Trumpa, dr Tom Price, zrezygnował już we wrześniu 2017 r. po tym, jak ujawniono, że wydał z publicznych pieniędzy ponad $400,000 na czarterowanie prywatnych odrzutowców. Choć dzień wcześniej Price oddał hołd tradycji i jako szef departamentu zdrowia poddał się publicznemu szczepieniu na grypę, to w pokoju pełno było reporterów wykrzykujących pytania o wydane pieniądze, a nie sezon grypowy. Dr Price nie wytrzymał ciśnienia i uciekł z pokoju z marynarką w ręku.

Z kolei pierwszym dyrektorem CDC mianowanym przez nową administrację była dr Brenda Fitzgerald, która szybko znalazła się pod obstrzałem reporterów z powodu swych inwestycji w biotechnologie, informatykę zdrowotną i przemysł tytoniowy; szybko zrezygnowała, bo już na początku 2018 roku, gdy sezon grypowy w USA wchodził w najgorszą fazę.

2018/2019

Ubiegły rok nie był najgorszy, ale był z kolei rekordowo długi i w jego połowie zmienił się dominujący typ wirusa. O ile do pierwszego oferowana na rynku szczepionka była dobrze dopasowana, o tyle drugi, jaki pojawił się później, sprawił więcej problemów. Z tego powodu liczba zachorowań i przypadków śmiertelnych była również wysoka, choć już nie taka, jak rok wcześniej.

2019/2020

W ubiegłym miesiącu następca dr Price`a, Alex M. Azar II, zgodnie z tradycją poddał się szczepieniu na grypę podczas konferencji prasowej organizowanej co roku przez National Foundation for Infectious Diseases, mającą na celu zachęcenie Amerykanów do tego szczepienia.

Azar odpowiadał później na pytania, z których jedno dotyczyło polityki szczepień obecnej administracji. Dr Azar zapewnił, że administracja Trumpa opowiada się za szczepieniami, co dwa lata temu nie było takie jasne, bo prezydent unikał jasnej odpowiedzi na to pytanie. W 2015 r. w jednym z wywiadów chwalił się, że nigdy nie szczepił się na grypę, bo nie lubi wprowadzać do organizmu złych rzeczy.

Jednak w kwietniu, gdy w kilku punktach Stanów Zjednoczonych służby medyczne i politycy walczyli z ogniskami odry, stwierdził, że dzieci muszą przyjmować wszystkie zalecane szczepienia, czym zaskarbił sobie sympatię ekspertów medycznych.

Azar przypomniał też, że kilka miesięcy temu prezydent Trump wydał dekret mający na celu przyspieszenie prac nad uniwersalną szczepionką na grypę, a na razie przyspieszenie i unowocześnienie procesu jej produkcji.

Większość szczepionek na grypę wciąż produkowana jest w jajkach, których do tego celu zużywa się ok. 900,000 dziennie, a cały proces zajmuje sześć miesięcy. Użycie białka kurzego i czas powodują, iż wirus mutuje się i samo szczepienie nie jest tak skuteczne. Są inne metody produkcji, ale na razie dość drogie, choć coraz bardziej popularne.

Jak przeciwdziałać

Obecny sezon w Australii zdominowany był przez wirus typu A o nazwie H3N2, podobnie jak w 2017 r. na obydwu półkulach. To rozpoznany po raz pierwszy w 1968 r. wirus nazywany grypą z Hong Kongu, który wówczas spowodował śmierć miliona osób. Do tej pory uznawany za jeden z groźniejszych, wywołujący więcej ciężkich przypadków, powikłań i zgonów. H3N2 może więc dominować w tym sezonie w USA, choć zdarza się, że inne wirusy występują w różnych południowych krajach i nie ma reguły, który trafi do nas.

Ocenia się, że zaledwie 45 proc. dorosłej populacji USA oraz 63 proc. dzieci szczepionych jest na grypę – nad czym ubolewają eksperci z CDC. Połowa dorosłych nie poddających się szczepieniom uważa, że szczepionka nie działa. W 2017 r. jej ogólna skuteczność wynosiła 40 proc. a wobec typu wirusa H3N2 zaledwie 25 proc.

„Wiemy, że nie jest idealna” – mówił dr William Schaffner, szef National Foundation for Infectious Diseases na niedawnej konferencji prasowej poprzedzającej sezon grypowy – “Próbujemy jednak uświadomić wszystkim konieczność częściowej ochrony”.

„Jeśli zaszczepisz się, a później zachorujesz na grypę” – tłumaczył dr Schaffner – „masz zacznie niższe ryzyko zachorowania na zapalenie płuc, wylądowanie w szpitalu i śmierć”.

Dr William B. Borden, kardiolog z George Washington University, na tej samej konferencji wskazywał na fakt, iż pacjenci z chorobami układu krążenia byli sześć razy bardziej narażeni na atak serca przez tydzień po rozpoznaniu u nich wirusa grypy, nawet jeśli problemy z sercem znajdowały się pod kontrolą i przyjmowali lekarstwa na ciśnienie i cholesterol. Pacjenci z astmą i cukrzycą mieli trzykrotnie wyższe ryzyko komplikacji pogrypowych, niż pozostali pacjenci.

Dr. Gregory Poland, wakcynolog ze sławnej Mayo Clinic w Minesocie przypomina, że szczepionka przeciw grypie nie tyle chroni nas przed zarażeniem, co przed powikłaniami, które są najbardziej niebezpieczne, zwłaszcza dla dzieci poniżej 5 roku życia, osób starszych oraz z osłabionym systemem odpornościowym.

Szczepienia to jeden z elementów przeciwdziałania groźnym skutkom grypy. Najważniejsze jednak, mówią specjaliści, to byśmy sami dbali o siebie. Silny układ odpornościowy daje nam większe szanse w starciu z chorobą. W okresie zimowym powinniśmy dobrze się odżywiać, dużo spać, przyjmować wzmacniające system immunologiczny witaminy i mikroelementy. Ale przede wszystkim powinniśmy unikać osób chorych, często myć ręce, a w przypadku zarażenia wirusem, wypoczywać i nie dopuścić do powstania komplikacji.

RJ

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location