Prezydent ułaskawia indyki, a następnie Amerykanie konsumują ponad 50 milionów tych ptaków w ciągu jednego dnia. Paradoks? Z pewnością. Ale jeszcze ciekawsze jest to, że indyk nie miał nic wspólnego z pierwszym Świętem Dziękczynienia. Jak więc trafił na świąteczne stoły?
Historycy są zgodni – podczas pierwszej uczty w 1621 roku indyk na stole nie gościł. Ashley Rose Young ze Smithsonian's National Museum potwierdza: prawdopodobnie podawano wówczas dziczyznę, gęsi i kaczki. Skąd więc dzisiejsza dominacja tego ptaka?
Alexander Hamilton, jeden z ojców założycieli, miał powiedzieć: „Żaden obywatel nie powinien powstrzymywać się od jedzenia indyka w Thanksgiving". I tak się stało. National Turkey Federation szacuje, że w listopadowe święto Amerykanie zjadają około 50 milionów indyków. Do tego dochodzi 22 miliony na Boże Narodzenie i 19 milionów na Wielkanoc i wiele pomiędzy tymi datami. Łącznie? 250 milionów rocznie.
Symbol amerykańskiej tożsamości
Hamilton aktywnie promował powszechną konsumpcję indyka – i nie bez powodu.
„To była część szerszego planu budowania narodowej tożsamości Stanów Zjednoczonych poprzez wspólne jedzenie" – wyjaśnia Young. „Indyk, jako ptak rodzimy dla Ameryki Północnej, idealnie odróżniał amerykański stół od brytyjskiego".
Mit, który wykreowała literatura
Popularność indyka jako dania świątecznego to w dużej mierze zasługa literackich zabiegów. To Sara Hale, ponad 240 lat po pierwszej uczcie, propagowała ideę uczynienia Święta Dziękczynienia świętem narodowym. W 1863 roku prezydent Abraham Lincoln oficjalnie to ogłosił.
Według Rose Young, tradycja podawania indyka z dynią i żurawiną rozprzestrzeniła się wraz z migracją z Nowej Anglii, gdzie potrawa ta była serwowana od dekad podczas dożynek. Mieszkańcy wschodniego wybrzeża przenosili ją na zachód i południe, zyskując nowych zwolenników.
Były też powody pragmatyczne: indyk pochodził z Ameryki Północnej, był już udomowiony i wygodny w hodowli. Ważące 15-26 funtów ptaki mogły wykarmić dużo więcej osób niż kurczaki.
Lobby, które stworzyło ceremonię
Tuż przed Thanksgiving urzędujący prezydent z wielką pompą ułaskawia dwa indyki. Ta tradycja, choć dziś uznawana za folklorystyczną, ma zaskakujące korzenie: to dzieło lobby producentów indyków.
Od 1873 roku Harold Vose z Rhode Island, znany jako „Król Drobiu", wysyłał do Białego Domu indyki na święta – oczywiście do zjedzenia. W latach czterdziestych XX wieku producenci zintensyfikowali działania, regularnie obdarowując prezydentów ptakami.
Jednak publiczne przyjmowanie żywego indyka przeznaczonego na stół stawało się niewygodne. W 1963 roku John F. Kennedy przerwał tradycję, mówiąc o ofiarowanym ptaku: „Myślę, że po prostu pozwolimy mu urosnąć".
Politycy szybko zrozumieli: lepiej być postrzegani jako wyzwoliciele indyków niż ci, którzy publicznie skazują je na rzeź.
Za kulisami ceremonii
Dziś ptaki przywożone na ceremonię ułaskawienia do prezydenta żyją jak VIP – dostają własny pokój hotelowy, opisują je setki artykułów, robione mają tysiące zdjęć i gwarantowaną spokojną przyszłość. Nie zawsze tak było.
Co ciekawe, tradycja się rozrasta. Gubernator Michigan wprowadziła ją w swoim stanie w 2022 roku. Alabama robi to od dziesięcioleci – przez lata ptaki nosiły te same imiona: „Clyde" i „Henrietta". Dopiero niedawno zaczęto wybierać nowe nazwy poprzez internetowe sondaże.
Nawet miasteczko Van w Teksasie dołączyło do ceremonii, ułaskawiając indyka o imieniu… Dolly Pardon, który podobno dożywa dni na ranczu „Believe in Vegan".
Spojrzenie z innej perspektywy
Warto pamiętać, że za ceremonią ułaskawienia kryje się zupełnie inna rzeczywistość. W USA rocznie ginie około 250 milionów indyków – 50 milionów tylko na Thanksgiving. Większość żyje w fermach przemysłowych, gdzie ich naturalne zachowania są całkowicie ograniczone.
Dzikie indyki potrafią latać z prędkością do 55 mil na godzinę i nocować na drzewach. Hodowlane często ledwo chodzą – wyhodowano je tak, by szybko rosły do rozmiarów maksymalizujących produkcję mięsa.
Naukowcy odkrywają też, że indyki są znacznie bardziej inteligentne niż sądzono: komunikują się za pomocą 28 różnych dźwięków, uczą się od siebie nawzajem, pamiętają ponad 30 innych osobników i potrafią rozpoznawać twarze ludzi. Widzą w ultrafiolecie, mają niemal 360-stopniowe pole widzenia i słyszą dźwięki niedostępne dla człowieka. W naturze żyją 3-4 lata, w przemyśle mięsnym giną w wieku 12-19 tygodni.
Ironia? Ptaki nie są objęte federalną ustawą o humanitarnym uboju, choć stanowią około 98% wszystkich lądowych zwierząt hodowanych na mięso.
Dlaczego więc indyk?
Miał odpowiednią wagę. Pochodził z Ameryki. Stał się symbolem tożsamości narodowej. Tradycję stworzyła literatura, pragmatyzm i sprytne działania lobby. Dziś ten pełen ironii rytuał wciąż jednoczy miliony Amerykanów przy świątecznym stole – choć niewiele osób zastanawia się, jak to wszystko się zaczęło.