21 lat tradycji Wigilii na Jackowie
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Tym razem nie było łamania się opłatkiem i wspólnego kolędowania z zespołem „Polonia” i innymi artystami polonijnymi. Ze względu na ograniczenia związane z pandemią 21. edycja Wieczerzy Wigilijnej dla samotnych, biednych i bezdomnych, którą organizuje załoga Radia 1030 AM, Telewizji „Polvision”, parafia pw. św. Jacka oraz liczne grono wolontariuszy, została ograniczona do wydania paczek i ciepłej kolacji serwowanej na wynos.

21 lat temu tę formę wspólnego kolędowania ludzi, którym los poskąpił finansowej prosperity i pozostawił samych sobie zainicjował śp. Jerzy Arsenowicz z Radia 1030 AM. Pierwsza wieczerza odbyła się w klubie „Hortex”, druga w „Cafe Lura”, a kolejne w sali parafialnej przy Bazylice pw. św. Jacka. Na inauguracji pojawiło się około 50 osób. W kolejnej edycji było już stu uczestników. Tak to się rozrastało, żeby w ostatnich latach gromadzić nawet do 500 osób. W wigilijne popołudnie uczestnicy kolacji mieli okazję przełamać się opłatkami, złożyć sobie życzenia, zjeść gorącą wieczerzę i najzwyczajniej spędzić razem czas słuchając kolęd w wykonaniu polonijnych zespołów i licznej grupy solistów. Każdy wychodził obdarowany torbami wypakowanymi odzieżą, słodyczami i jedzeniem. Gdy 12 lat temu zmarł pomysłodawca tej formy wspólnego kolędowania, koleżanki i koledzy z Radia 1030 AM i Telewizji „Polvision” z dużym rozmachem nadal realizowali tę inicjatywę. Olbrzymia w tym zasługa licznej grupy darczyńców, dzięki hojności których było możliwe przygotowanie paczek i smacznej kolacji, którą blisko pięćdziesięciu wolontariuszy rokrocznie serwowało uczestnikom.

„Jerzy zmarł 6 grudnia 12 lat temu. Ja pamiętam te początki, kiedy on się bił się z tym pomysłem, żeby zrobić coś dla tych ludzi, dla których los nie zawsze był łaskawy. Widział tę potrzebę, ale nie wiedział, gdzie ją umiejscowić. Był w kilku miejscach i pierwsza Wigilia odbyła się w „Hortexie”, druga w „Cafe Lura”, a pozostałe w tym świętym dla Polonii miejscu, przy Bazylice pw. św. Jacka. I tak jest do dzisiaj (…). W te pierwsze dwie Wigilie ludzie stali na ulicy. Dzięki Bogu wtedy te zimy nie były takie srogie. Dzisiaj również mamy okazję zmierzyć się z podobną sytuacją, bo ze względu na ograniczenia związane z pandemią nikt nie może wejść do środka, tylko przy wejściu do sali parafialnej rozdawane są paczki i ciepła kolacja.

Gdy sobie przypominam te pełne sale, opłatek, barszczyki, ciasta i tę radość w oczach ludzi, którzy - co trzeba sobie uzmysłowić - najczęściej nie mieli tego na co dzień, to radość serce rozpiera, że ta inicjatywa mojego brata przetrwała i jestem przekonany, że trwać będzie nadal. Niejednokrotnie widziałem łzy płynące po policzkach. To był znak, że warto było. Marzeniem Jurka było, żeby to było kontynuowane. I tak będzie. Z drugiej jednak strony nie chciałbym, żeby było coraz więcej naszych rodaków, którym los poskąpił domowego ciepła. Wiadomo, że osoby samotne będą, bo nie mamy na to wpływu, ale dotkniętych bezdomnością mogłoby nie być. To jest przykra bolączka” – powiedział Krzysztof Arsenowicz.

W tym roku dzięki hojności sponsorów z Polsko-Słowiańską Federalną Unią Kredytową i Polską Fundacją Narodową na czele oraz grupy indywidualnych darczyńców dla uczestników przygotowano 400 paczek. W każdej były produkty żywnościowe, słodycze i odzież.

„Format tegorocznej Wigilii się zmienił, ale Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa nadal niesie pomoc tym najbardziej potrzebującym. Cieszę się, że byliśmy w stanie dołożyć swoją małą cegiełkę do sukcesu tej akcji, bo z tego co widać, osób potrzebujących wsparcia jest dosyć sporo. Cieszę się, że mogą zjeść ciepły posiłek, dostają rękawice, szaliki, słodycze i inne potrzebne produkty. Bardzo się cieszę, że w tę inicjatywę Radia 1030 zaangażowanych jest tak liczna grupa wolontariuszy” – powiedział Robert Radkowski, menadżer Naszej Unii w stanie Illinois.

Z restauracji „Lone Tree Manor” dostarczonych zostało 400 porcji ciepłej kolacji. „Żeby tradycji stało się zadość, to przywieźliśmy dzisiaj ciepłe potrawy wigilijne. Były gołąbki z kaszą i grzybami, ryba smażona, groch z kapustą i grzybami, zupa grzybowa i ziemniaki” – powiedział właściciel restauracji Tomasz Wojdyła.

Już na pół godziny przed południem na parkingu kościelnym przed wejściem do sali parafialnej zaczęli się gromadzić ludzie. Wcześniej mieli okazję wejść do świątyni na modlitwę. Niestety, w tym roku nie było okazji do wspólnego kolędowania, ani łamania się opłatkami. Wszyscy jednak mają nadzieję, że za rok wszystko wróci do normalności. Wierni tej parafii zgromadzili się na Pasterce o godzinie dziewiątej w języku angielskim oraz o północy w języku polskim.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak