Administracja federalna po raz pierwszy oficjalnie przyznała, że członkowie zespołu DOGE – grupy związanej z Elonem Muskiem i działającej m.in. przy Social Security Administration (SSA) – mogli uzyskać dostęp do wrażliwych danych Amerykanów w sposób niezgodny z obowiązującymi zasadami. Jak wynika z dokumentów sądowych ujawnionych przez Departament Sprawiedliwości, dane te mogły zostać powiązane z działaniami o charakterze politycznym.
Nowe informacje pojawiły się w ramach korekt do wcześniejszych zeznań składanych przez urzędników SSA podczas sporów sądowych dotyczących dostępu zespołu DOGE do systemów Social Security. Departament Sprawiedliwości przyznał, że część członków zespołu miała szerszy dostęp do danych, niż wcześniej deklarowano w sądzie, a niektóre informacje mogły być przetwarzane poza zatwierdzonymi procedurami.
Najpoważniejsze wątpliwości budzi przypadek dwóch pracowników DOGE, którzy – jak ujawniono – pozostawali w kontakcie z nieujawnioną organizacją lobbingową dążącą do „podważenia wyników wyborów w wybranych stanach”. Jeden z nich podpisał porozumienie, które mogło zakładać wykorzystanie danych z Social Security do porównywania ich z listami wyborców.
To właśnie ten element nadaje sprawie szczególną wagę. Dane Social Security obejmują m.in. numery ubezpieczenia społecznego, daty urodzenia i informacje adresowe. Ich potencjalne użycie do weryfikacji lub kwestionowania rejestrów wyborców dotyka fundamentalnej kwestii prawa do głosowania i granic, jakich administracja publiczna nie powinna przekraczać.
Departament Sprawiedliwości poinformował, że oba przypadki zostały skierowane do zbadania pod kątem możliwego naruszenia Hatch Act – federalnej ustawy zakazującej urzędnikom wykorzystywania stanowisk służbowych do celów politycznych. Sam fakt wszczęcia takiej procedury oznacza, że administracja uznała sprawę za wystarczająco poważną, by uruchomić mechanizmy kontrolne.
Dokumenty ujawniają również inne nieprawidłowości. Część danych miała być udostępniana za pośrednictwem zewnętrznych, niezatwierdzonych serwerów, w tym platformy Cloudflare. SSA przyznaje, że nie była świadoma takiego sposobu przesyłania informacji i że obecnie nie jest w stanie ustalić, jakie dokładnie dane tam trafiły ani czy nadal zapisane są na zewnętrznych serwerach.
Dla zwykłych wyborców sprawa ma znaczenie podwójne. Po pierwsze, dotyczy bezpieczeństwa danych osobowych gromadzonych przez państwo w celu wypłaty świadczeń. Po drugie – zaufania do instytucji federalnych w kontekście wyborów. W praktyce chodzi o to, czy informacje zbierane przez administrację mogą być wykorzystywane, nawet pośrednio, do podważania prawa obywateli do głosowania.
Administracja federalna podkreśla, że nie ma dowodów na systemowe nadużycia ani na to, by inni pracownicy SSA byli świadomi działań zespołu DOGE. Jednocześnie przyznanie się do błędów proceduralnych i korekta wcześniejszych zeznań składanych w sądzie osłabiają te zapewnienia.
Sprawa pozostaje przedmiotem postępowania sądowego. Na obecnym etapie nie ma dowodów na ingerencję w proces wyborczy, ale ujawnione dokumenty pokazują, jak cienka bywa granica między działaniami administracyjnymi a polityką.