Tradycyjny kominek z trzaskającym drewnem wielu osobom kojarzy się z przytulnym zimowym wieczorem. Okazuje się jednak, że ten symbol domowego ciepła ma swoją mniej romantyczną stronę. Najnowsze badania sugerują, że dym z palonego drewna może być powiązany z około 8,600 przedwczesnymi zgonami rocznie w Stanach Zjednoczonych. To szczególnie zaskakujące, jeśli wziąć pod uwagę, że tylko około 2 procent amerykańskich domów używa drewna jako głównego źródła ogrzewania.
Według naukowców spalanie drewna odpowiada za ponad jedną czwartą zimowego zanieczyszczenia powietrza w całym kraju. Co więcej, wytwarza więcej drobnych cząstek zanieczyszczeń niż wszystkie samochody, ciężarówki i autobusy poruszające się po amerykańskich drogach razem wzięte. Te mikroskopijne cząstki – znane jako pył drobny – mogą przenikać głęboko do płuc, a nawet do krwiobiegu, zwiększając ryzyko chorób serca i płuc.
Autorzy badania z Northwestern University wykorzystali zaawansowane modele komputerowe, aby prześledzić, jak dym z kominków i pieców na drewno rozprzestrzenia się po kraju w miesiącach zimowych. Wyniki opublikowano w czasopiśmie naukowym Science Advances.
Zimą powietrze jest znacznie bardziej zanieczyszczone
W wielu częściach Stanów Zjednoczonych zimowy wieczór oznacza nie tylko niską temperaturę, ale również gorszą jakość powietrza. Znaczna część tego zanieczyszczenia pochodzi właśnie ze spalania drewna, które okazuje się jednym z największych zimowych źródeł pyłu w atmosferze.
W Filadelfii spalanie drewna odpowiada za niemal jedną trzecią zimowego zanieczyszczenia powietrza. Jeszcze wyższy udział notuje się w Denver, gdzie sięga on około 35 procent. W wielu innych miastach sytuacja wygląda podobnie – choć problem często pozostaje niewidoczny.
Dym nie pozostaje tam, gdzie powstaje
Wbrew powszechnemu przekonaniu dym z kominków nie jest wyłącznie problemem obszarów wiejskich czy górskich domków. Badania pokazują, że mieszkańcy miast oddychają nawet ponad dwa razy większą ilością zanieczyszczeń z dymu drzewnego niż osoby mieszkające na wsi.
Dobrym przykładem jest Nowy Jork. Większość domów spalających drewno znajduje się na przedmieściach – w Yonkers czy na Long Island – a nie na Manhattanie. Mimo to dym rozprzestrzenia się nad ponad trzema czwartymi obszaru metropolitalnego, docierając także do centrum miasta, gdzie praktycznie nikt nie pali drewnem.
Podobne zjawisko obserwuje się nawet w cieplejszych regionach kraju. W Los Angeles dym z kominków również przyczynia się do zanieczyszczenia powietrza, a szczególnie widoczny jest w niektórych dzielnicach, takich jak Pasadena.
„Ekologiczne” ogrzewanie z ukrytym kosztem
W wielu miejscach spalanie drewna było przez lata promowane jako bardziej ekologiczna alternatywa dla paliw kopalnych. Niektóre programy klimatyczne wręcz zachęcały do instalowania pieców na drewno jako elementu walki z emisjami gazów cieplarnianych.
Nowe badania pokazują jednak, że koszty zdrowotne takiego podejścia mogą być znaczne. Wcześniejsze analizy wskazywały już, że dym z drewna zawiera substancje chemiczne szczególnie niebezpieczne dla zdrowia, zwiększające ryzyko chorób płuc oraz nowotworów.
Jednym z głównych składników zanieczyszczeń jest tzw. organiczny węgiel powstający podczas spalania drewna. Stanowi on niemal połowę wszystkich cząstek pochodzących z dymu drzewnego i około jedną trzecią tego typu zanieczyszczeń ze wszystkich źródeł razem.
Badanie pokazuje również, że wpływ dymu z kominków nie rozkłada się równomiernie. W 18 z 20 największych obszarów metropolitalnych w USA społeczności kolorowe oddychają większą ilością zanieczyszczeń z drewna niż dzielnice zamieszkane głównie przez białych mieszkańców – mimo że same rzadziej używają drewna do ogrzewania.
W modelach badaczy wyższe wskaźniki zgonów pojawiały się szczególnie w społecznościach czarnych mieszkańców. Jednym z powodów mogą być częstsze choroby współistniejące, które sprawiają, że zanieczyszczone powietrze działa na organizm jeszcze silniej.
Wśród dużych miast najwyższe wskaźniki zgonów związanych z dymem drzewnym odnotowano w Filadelfii i Denver. Co ciekawe, także miasta o łagodniejszym klimacie – takie jak Miami, Phoenix, Atlanta, Dallas czy Houston – notują każdego roku znaczącą liczbę zgonów związanych z tym rodzajem zanieczyszczeń.
Znaczenie ma również ukształtowanie terenu. W miastach otoczonych górami, takich jak Denver, Seattle czy Los Angeles, zanieczyszczenia mogą zostać uwięzione w powietrzu, zamiast rozproszyć się w atmosferze.
Niewielkie zmiany mogą przynieść duże efekty
Naukowcy podkreślają, że ponieważ spalanie drewna koncentruje się głównie w określonych miejscach i w najzimniejszych miesiącach roku, stosunkowo proste działania mogłyby znacząco poprawić jakość powietrza.
W niektórych miastach już dziś obowiązują przepisy zakazujące palenia w kominkach w dniach o szczególnie złej jakości powietrza. Inne samorządy wprowadzają zakazy używania starszych, bardziej zanieczyszczających pieców na drewno.
Biorąc pod uwagę, że tylko około 2 procent amerykańskich gospodarstw domowych używa drewna jako głównego źródła ogrzewania, a kolejne 8 procent traktuje je jedynie jako zapasowe źródło ciepła, nawet umiarkowane zmiany w przepisach mogłyby – zdaniem badaczy – zapobiec tysiącom przedwczesnych zgonów każdego roku.