----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

09 marca 2026

Udostępnij znajomym:

Ceny ropy naftowej gwałtownie wzrosły w poniedziałek, gdy nasilający się konflikt z Iranem zaczął zagrażać zarówno wydobyciu, jak i transportowi surowca w jednym z najważniejszych energetycznie regionów świata. Rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie wywołały obawy o globalne dostawy energii i natychmiast odbiły się na rynkach paliw.

Międzynarodowa cena ropy Brent – kluczowy wskaźnik dla światowego rynku – na krótko wzrosła do poziomu $119,50 za baryłkę. To najwyższy poziom od czasu gwałtownego wzrostu cen po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Podobny poziom osiągnęła również amerykańska ropa West Texas Intermediate, która w pewnym momencie była wyceniana na $119,48 za baryłkę.

Później w ciągu dnia ceny spadły poniżej 100 dolarów, ale wciąż pozostają znacznie wyższe niż przed wybuchem konfliktu. Jeszcze przed rozpoczęciem działań wojennych przez Stany Zjednoczone i Izrael 28 lutego ropa kosztowała około 70 dolarów za baryłkę.

Konflikt obejmuje kluczową infrastrukturę energetyczną

Wojna, która trwa już drugi tydzień, zaczyna wciągać w konflikt państwa oraz infrastrukturę kluczową dla światowej produkcji i transportu ropy oraz gazu. W poniedziałek Iran ogłosił, że nowym najwyższym przywódcą kraju zostanie ajatollah Mojtaba Chamenei, syn zmarłego niedawno przywódcy religijnego. Decyzja ta została odebrana jako sygnał, że Teheran nie zamierza ustępować mimo intensywnych bombardowań prowadzonych przez USA i Izrael.

Jednym z najpoważniejszych problemów dla rynku energii stała się sytuacja w Cieśninie Ormuz – wąskim szlaku morskim u wybrzeży Iranu, przez który w normalnych warunkach przepływa około jednej piątej światowych dostaw ropy. Obawy przed atakami rakietowymi i dronowymi praktycznie zatrzymały ruch tankowców w tym regionie.

Jednocześnie część producentów ropy na Bliskim Wschodzie zaczęła ograniczać wydobycie. Irak, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie zmniejszyły produkcję, ponieważ ograniczenia w eksporcie powodują szybkie zapełnianie magazynów ropy. Dodatkowo w trakcie konfliktu uszkodzone zostały instalacje energetyczne – zarówno Iran, Izrael, jak i Stany Zjednoczone przeprowadzały ataki na obiekty związane z ropą i gazem.

Nicholas Mulder z Cornell University ocenił, że obecna sytuacja może być największym szokiem podażowym w historii rynku ropy. Jego zdaniem ograniczenia produkcji oznaczają utratę trzech do czterech razy większej ilości ropy niż podczas kryzysów naftowych w latach 1973 i 1979.

Ataki uderzają w cywilną infrastrukturę

W weekend konflikt przyniósł kolejne uderzenia w obiekty cywilne i energetyczne. W Teheranie po izraelskich nalotach płonęły ogromne składy ropy. Z kolei po drugiej stronie Zatoki Perskiej Bahrajn oskarżył Iran o atak na instalację odsalania wody morskiej, kluczową dla zaopatrzenia kraju w wodę pitną.

Narodowa spółka naftowa Bahrajnu ogłosiła tzw. „force majeure” dla swoich dostaw, po tym jak irański atak doprowadził do pożaru w kompleksie rafineryjnym. Oznacza to, że firma została zwolniona z realizacji kontraktów z powodu nadzwyczajnych okoliczności.

Jednocześnie poważnie zakłócone zostały globalne łańcuchy dostaw energii. Według firmy analitycznej Rystad Energy każdego dnia przez Cieśninę Ormuz przepływa zwykle około 15 milionów baryłek ropy – czyli około 20 procent światowego handlu tym surowcem. Obecnie wiele tankowców z Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Iraku, Kataru, Bahrajnu czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich wstrzymało rejsy przez ten strategiczny szlak.

Możliwe jeszcze wyższe ceny

Eksperci ostrzegają, że skutki kryzysu mogą być długotrwałe. Jim Burkhard z S&P Global Energy zwraca uwagę, że problem nie dotyczy już wyłącznie transportu ropy. Ograniczenia produkcji oraz brak miejsca w magazynach sprawiają, że przywrócenie normalnego wydobycia może potrwać tygodnie lub nawet dłużej.

Niektórzy analitycy przewidują, że ceny ropy mogą wzrosnąć jeszcze bardziej. Według strategów Macquarie Research, jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta przez kilka tygodni, cena baryłki może sięgnąć nawet 150 dolarów. Byłby to poziom wyższy niż rekordowe około 147 dolarów odnotowane tuż przed kryzysem finansowym w 2008 roku.

Inni ekonomiści spodziewają się jednak, że zakłócenia będą krótsze. Analitycy Oxford Economics przewidują, że średnia cena ropy w tym kwartale może spaść do około 80 dolarów za baryłkę, choć jednocześnie podkreślają, że ryzyko długotrwałego kryzysu wyraźnie wzrosło.

Rządy obserwują sytuację

W obliczu rosnących cen pojawiły się także dyskusje o uruchomieniu strategicznych rezerw ropy w Stanach Zjednoczonych i innych krajach. Na razie jednak państwa G7 zdecydowały się nie sięgać po te zapasy.

Francuski minister finansów Roland Lescure powiedział po spotkaniu ministrów w Brukseli, że sytuacja nie jest jeszcze na tyle poważna, by uruchamiać rezerwy. Podkreślił jednak, że kraje grupy są gotowe podjąć skoordynowane działania, jeśli będzie to konieczne do stabilizacji rynku.

Podobne stanowisko zaprezentował w weekend prezydent Donald Trump, który stwierdził, że Stany Zjednoczone dysponują wystarczającymi zapasami ropy i ceny wkrótce powinny spaść.

Droższa energia uderza w gospodarki

Mimo tych zapewnień rosnące ceny ropy i gazu już zaczynają wpływać na wiele sektorów gospodarki. Droższe paliwa oznaczają wyższe koszty transportu lotniczego, przewozów towarów oraz energii dla gospodarstw domowych.

Najbardziej narażone są gospodarki azjatyckie, które w dużym stopniu polegają na imporcie ropy z Bliskiego Wschodu. Iran eksportuje około 1,6 miliona baryłek dziennie, z czego większość trafia do Chin. Pekin już wezwał do natychmiastowego zakończenia walk i zapowiedział, że podejmie działania w celu zabezpieczenia własnych dostaw energii.

Również w Korei Południowej władze ostrzegły rafinerie i stacje paliw przed próbami sztucznego zawyżania cen lub magazynowania paliw. W wielu krajach Azji Południowo-Wschodniej wzrost cen doprowadził już do długich kolejek na stacjach benzynowych.

Wyższe ceny także w USA

Skutki rosnących cen energii odczuwalne są również w Stanach Zjednoczonych. Wyższe koszty paliw mogą podbijać inflację i ograniczać wydatki konsumentów – które są jednym z głównych motorów amerykańskiej gospodarki. Niepokój ten widać także na rynkach finansowych, gdzie od początku konfliktu spadają ceny akcji.

Choć USA są dziś eksporterem netto ropy, co częściowo ogranicza skutki wzrostu cen, analitycy przypominają, że w przeszłości gwałtowne skoki cen ropy często poprzedzały recesje.

Amerykańscy kierowcy już zaczęli odczuwać zmiany na stacjach benzynowych. Według organizacji AAA średnia cena galonu benzyny w poniedziałek wzrosła do 3,48 dolara – prawie o 50 centów więcej niż tydzień wcześniej. Jeszcze szybciej rośnie cena diesla, który jest kluczowy dla transportu i logistyki. Obecnie wynosi ona około 4,66 dolara za galon, czyli o ponad 80 centów więcej niż tydzień wcześniej.

Dalszy rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie będzie w najbliższych tygodniach kluczowy dla światowego rynku energii. Jeśli konflikt się przedłuży, skutki mogą odczuć zarówno gospodarki państw rozwiniętych, jak i miliony kierowców oraz gospodarstw domowych na całym świecie.

----- Reklama -----

WYBORY - WCZESNE GŁOSOWANIE 2026 - 950 x 300

----- Reklama -----

WYBORY - WCZESNE GŁOSOWANIE 2026 - 950 x 300

----- Reklama -----

TAXLAND 300 X 600

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor