Historia 5-letniego chłopca zatrzymanego w Minneapolis i przewiezionego wraz z ojcem do ośrodka detencyjnego w Teksasie wywołała w ostatnich tygodniach falę oburzenia. Dla wielu Amerykanów był to wstrząsający obrazek – małe dziecko w rękach funkcjonariuszy imigracyjnych. Jak wynika jednak z reportażu Associated Press, nie był to przypadek odosobniony.
Setki dzieci wraz z rodzicami przebywają obecnie w Dilley Immigration Processing Center, położonym około 75 mil na południe od San Antonio. Część rodzin spędza tam miesiące. Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) stanowczo broni warunków i jakości opieki w ośrodku. Z ustaleń AP wyłania się jednak bardziej złożony i niepokojący obraz tego, jak zaostrzona polityka imigracyjna administracji wpływa na życie zatrzymanych rodzin.
Rośnie liczba zatrzymywanych dzieci
Z analizy danych przeprowadzonej przez AP, opartej na informacjach z Deportation Data Project Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, wynika, że w pierwszych dziewięciu miesiącach urzędowania nowej administracji do ośrodków detencyjnych ICE trafiło ponad 3 800 dzieci. Średnio każdego dnia przetrzymywano ponad 220 nieletnich. Większość tych, którzy pozostawali w detencji dłużej niż 24 godziny, była kierowana właśnie do Dilley.
W pierwszych miesiącach działania nowej administracji ponad połowę osób przebywających w Dilley stanowiły dzieci. Po ponownym otwarciu ośrodka wiosną ubiegłego roku liczba zatrzymanych gwałtownie wzrosła i pod koniec stycznia przekroczyła 1 300 osób. Niemal dwie trzecie dzieci zatrzymanych przez ICE w tym czasie zostało ostatecznie deportowanych.
Dłużej niż pozwala sądowy limit
Zgodnie z wieloletnim orzeczeniem sądowym dzieci nie powinny przebywać w detencji dłużej niż 20 dni. Tymczasem – jak twierdzą prawnicy monitorujący sytuację – w Dilley limit ten jest często przekraczany.
Leecia Welch z organizacji Children’s Rights, która regularnie wizytuje ośrodek, mówi, że prawnicy zaczęli traktować 100 dni jako „nowy punkt odniesienia”, bo tak wiele dzieci przebywa w ośrodkach detencyjnych znacznie dłużej niż przewiduje prawo. Podczas jednej z ostatnich wizyt miała naliczyć ponad 30 dzieci przetrzymywanych dłużej niż 100 dni.
Gdy administracja Baracka Obamy otwierała Dilley w 2014 roku, niemal wszystkie przetrzymywane tam rodziny dopiero co przekroczyły granicę z Meksykiem. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Według prawników i obserwatorów wiele rodzin kierowanych obecnie do ośrodka mieszka w Stanach Zjednoczonych od kilku lat.
Oznacza to, że dzieci są nagle wyrywane ze znanego środowiska – szkół, sąsiedztw, kręgów przyjaciół i opiekunów. Dla wielu z nich jest brutalnym przerwaniem dotychczasowego życia.
Zarzuty dotyczące opieki
Rodzice i dzieci opisywali reporterom AP warunki, które – ich zdaniem – budzą poważne wątpliwości co do jakości opieki medycznej i psychologicznej.
Jedna z matek relacjonowała, że jej 13-letnia córka okaleczyła się plastikowym nożem po tym, jak personel miał wstrzymać przepisane jej leki przeciwdepresyjne i odmówić możliwości zobaczenia się z matką przebywającą w innej części ośrodka. Inna kobieta opowiadała, że gdy jej roczna córka dostała wysokiej gorączki i wymiotowała, personel medyczny przez dłuższy czas proponował jedynie paracetamol i ibuprofen. Dziecko ostatecznie trafiło do szpitala z zapaleniem oskrzeli, płuc oraz infekcjami żołądkowymi. ICE zakwestionowało tę relację, twierdząc, że niemowlę „natychmiast otrzymało odpowiednią pomoc”.
Rodziny mówiły też o bardziej przyziemnych problemach: trudnościach ze snem w pomieszczeniach, gdzie światła pozostają włączone przez całą noc, czy bólach brzucha, które wiązały z jakością wody pitnej. Zarówno dorośli, jak i dzieci opisywali wszechobecny stres i poczucie bezradności związane z długotrwałą detencją.
Władze odpierają zarzuty
Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie odpowiedział szczegółowo na pytania AP dotyczące Dilley, ale w publicznych oświadczeniach zarówno DHS, jak i ICE zdecydowanie odrzuciły oskarżenia o złe warunki.
Dyrektor ICE Todd M. Lyons podkreślił, że Dilley to „rodzinny ośrodek mieszkalny, zaprojektowany specjalnie z myślą o bezpiecznym, uporządkowanym i odpowiednim środowisku dla rodzin”. Według ICE miejsce to zapewnia badania medyczne, pakiety opieki dla niemowląt, sale lekcyjne oraz przestrzenie rekreacyjne.
Ośrodek jest prowadzony przez prywatną firmę więzienną CoreCivic na podstawie kontraktu z ICE. Z dokumentów składanych regulatorom rynku papierów wartościowych wynika, że przy pełnym obłożeniu Dilley może generować około 180 milionów dolarów rocznych przychodów. Przedstawiciel spółki zapewnił AP, że żadne dziecko nie zostało pozbawione opieki medycznej ani nie doświadczyło opóźnień w ocenie stanu zdrowia.
Kto kontroluje warunki?
Wzrost liczby zatrzymań rodzin nastąpił w momencie, gdy – jak podkreśla AP – administracja Trumpa ograniczyła działalność biura odpowiedzialnego za nadzór nad warunkami w takich placówkach.
W poprzednich latach kontrolerzy wskazywali w Dilley na problemy kadrowe oraz lekceważenie traumy, jaką wywołuje zatrzymanie u dzieci. Specjalna komisja rekomendowała, by przetrzymywanie rodzin stosować wyłącznie w wyjątkowych przypadkach, a administracja Joe Bidena rozpoczęła stopniowe wygaszanie tej praktyki w 2021 roku. Ośrodek zamknięto w 2024 roku.
Jego ponowne otwarcie oznacza całkowitą zmianę kursu. Wraz z nią pojawia się pytanie, czy egzekwowanie prawa imigracyjnego może – i powinno – odbywać się kosztem długotrwałej detencji dzieci.