Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Nagłe wkroczenie Michaela Bloomberga na scenę wyborów prezydenckich 2020 jest wyrazem długotrwałej, powstrzymywanej od lat ambicji tego biznesmena i polityka. W końcu już w 2007 r. zachęcany do startu mówił, że Ameryka nie wybierze przecież niskiego, rozwiedzionego żydowskiego miliardera na swego naczelnego wodza. A potem stanowisko to zdobył inny członek nowojorskiego klubu miliarderów - uboższy, mniej doświadczony, ale pełny animuszu Donald Trump. Bloomberg chyba doszedł do wniosku, że zbytnio analizując sytuację stracił najlepszą okazję. W przyszłym roku będzie liczącym się kandydatem, ale czy odniesie sukces?

Wielu obserwatorów sceny politycznej, zarówno liberalnych jak i konserwatywnych jest zgodnych – Bloomberg jest prawdopodobnie najlepiej przygotowanym do pełnienia tej roli kandydatem, a jednocześnie osobą, która w obecnym klimacie politycznym będzie miała wyboistą drogę do sukcesu. Ale o tym dopiero się przekonamy.

Na razie Bloomberg wkroczył do walki z impetem, od razu atakując Donalda Trumpa i wysyłając ostrzeżenia w stronę demokratycznych kontrkandydatów. Jego hasło brzmi „Walcząc o Przyszłość”.

77-letni miliarder, filantrop, magnat medialny i były burmistrz Nowego Jorku zapowiedział, że będzie starał się o nominację prezydencką partii demokratycznej. W 2016 r. wykluczył start jako kandydat niezależny uznając wówczas, iż osłabi to pozycję demokratów i pozwoli na zwycięstwo Trumpa. W marcu br. poinformował, iż nie wystartuje jako demokrata. Najwyraźniej zmienił zdanie obserwując zmagania kilkunastu kandydatów.

Wart ponad 50 miliardów dolarów biznesmen i polityk zastosował nowatorskie podejście do kampanii wyborczej. Nie prosi nikogo o pomoc finansową, a ze względu na regulacje w łonie partii demokratycznej nie weźmie raczej udziału w żadnej z ogólnokrajowych debat. Na razie wydaje miliony dolarów na reklamy telewizyjne i internetowe, do tego pomija stany z wcześniejszą datą prawyborów i niską liczbą delegatów, skupiając się na rozgrywkach późniejszych, marcowych, ważniejszych dla kandydata.

 

Demokrata, republikanin, niezależny

Mówiło się od lat, że Mike Bloomberg ma ambicje prezydenckie, których zresztą on sam nie ukrywał. Początkowo identyfikował się z demokratami, następnie republikanami, by w końcu ogłosić się politykiem niezależnym. W 2018 r. znów wrócił do demokratów i przeznaczył miliony dolarów na kampanie innych polityków tej partii w wyborach.

Nie oznacza to jednak, że popiera on wszystkie postępowe pomysły innych demokratów. Jest umiarkowanym politykiem, głoszącym czasami poglądy wręcz konserwatywne, który o głosy walczył będzie przede wszystkim z Joe Bidenem i Petem Buttigiegem, a nie Bernie Sandersem, czy Elizabeth Warren.

Mało kto ma wątpliwości, że pośród tegorocznych kandydatów demokratycznych ma najlepsze kwalifikacje na stanowisko prezydenta. Trzy kadencje na stanowisku burmistrza Nowego Jorku należały do najbardziej udanych okresów przywódczych w historii amerykańskich miast, głównie ze względu na jego bezstronne podejście do problemów zarządzania i stosowanie skutecznych i sprawdzonych metod.

 

Doświadczenia z NY

Bloomberg kontynuował w Nowym Jorku politykę bezpieczeństwa publicznego zapoczątkowaną przez jego poprzednika, Giulianiego, zwiększając inwestycje w nowoczesne rozwiązania policyjne i zezwalając na proaktywne działania policji. To wszystko doprowadziło do tego, że za jego rządów liczba zabójstw w tym mieście po raz pierwszy od 50 lat spadła poniżej jednego dziennie.

Ograniczył wpływ związków zawodowych nauczycieli na edukację publiczną skupiając kontrolę nad szkołami w biurze burmistrza. Był też bezwzględny, gdy chodziło o zamykanie upadających szkół i promował możliwość wyboru prowadzącą do poprawy wyników nauczania.

Bloomberg dał się też poznać jako nieugięty promotor Nowego Jorku wśród inwestorów i biznesmenów. Stworzył program rozwojowy otwierający możliwości wszystkim grupom, co zszokowało wręcz nowojorskich aktywistów.

By nie wyglądało to jak laurka, należy wspomnieć o kontrowersjach. Bloomberg rządził Nowym Jorkiem niemal autokratycznie, wykorzystując słabość rady miasta, która właściwie zgadzała się na wszystkie jego pomysły i posunięcia. Mając za sobą wielką firmę, nazwisko, pieniądze i autorytet, momentami czuł się bezkarny.

Nowojorczyków zdenerwowała, a resztę kraju rozśmieszyła nieco kampania zakazująca sprzedaży dużych napojów gazowanych. Drażniła ich kontrowersyjna akcja medialna, odnosząca się do wysokiej liczby ciąży wśród nastolatek. Do tego sposób, w jaki załatwił sobie trzecią kadencję na stanowisku burmistrza obiecując radnym zwiększenie liczby przysługujących im lat służby, również nie spodobał się wielu osobom i nazywany był zamachem, przejęciem władzy, itp. Wato jednak pamiętać, że wszystko to było możliwe dzięki wielkiemu poparciu, jakim cieszył się wśród mieszkańców.

 

Mieszanka poglądów

Michael Bloomberg prezentuje nietypowe dla demokratów poglądy. Jest zwolennikiem regulacji dotyczących broni palnej, która według niego nie powinna trafiać w niepowołane ręce. W styczniu mówił o potrzebie wprowadzenia „zdroworozsądkowych przepisów” dotyczących posiadania broni, ale był w swych poglądach umiarkowany.

„Nikt nie zamierza nikomu zabierać broni, ale nie powinniśmy jej sprzedawać kryminalistom, osobom chorym psychicznie oraz nieletnim” – stwierdził Bloomberg podczas pobytu w New Hampshire.

Stworzył organizację Everytown for Gun Safety, skupiającą burmistrzów miast zwalczających dostęp do nielegalnej broni. Nie ma zamiaru jednak odbierać jej mieszkańcom i dokonywać zmian w 2 poprawce.

Zmiany klimatyczne uważa za poważny problem ludzkości i stara się temu przeciwdziałać w kraju i za granicą. Po zakończeniu pracy na stanowisku burmistrza wrócił do biznesu powołując w 2017 r. Bloomberg Global Business Forum, doroczne spotkanie światowych liderów biznesu w Nowym Jorku.

Przeciwny jest jednak Medicare for All, rozwiązaniu promowanemu przez Sandersa i Warren uważając, że jest za drogie, a zaproponowany przez nich wysoki podatek dla najzamożniejszych jest według niego prawdopodobnie niezgodny z Konstytucją. Wyrażał w przeszłości zgodne z konserwatystami poglądy na temat ingerencji USA na Bliskim Wschodzie, poddawał też wątpliwość niektóre przypadki opisane przez ruch #MeToo. Nie po drodze jest mu z demokratami również w sprawie regulacji bankowych.

Wyraził umiarkowany optymizm w sprawie propozycji Green New Deal mówiąc, że wiele zawartych w nim pomysłów wymaga zastanowienia, ale jednocześnie ostrzegł, że nie jest to uniwersalna recepta na wszystko.

Jako burmistrz NY zgodził się, by policja wedle własnego uznania zatrzymywała na ulicach mieszkańców i dokonywała rewizji osobistych, tzw. stop and frisk, ale na kilka tygodni przed ogłoszeniem udziału w wyborach przeprosił za to. Według niektórych niepotrzebnie, bo w opinii wielu niepoprawnych politycznie mieszkańców był to prawdopodobnie jeden z powodów gwałtownego spadku przestępczości w Nowym Jorku.

Michael Bloomberg postrzegany jest jako raczej jako przyjazny Wall Street, centrowy kandydat na prezydenta.

Bloomberg wchodzi do gry późno, gdy kilka osób już odpadło z wyścigu. Nie jest pewne, czy ma wyraźne szanse na zdobycie nominacji, ale mimo wszystko próbuje. Ocenia się, że jego majątek wynosi 52 miliardy dolarów. Jest więc o wiele bogatszy od Donalda Trumpa (3 i pół mld.) i może zainwestować w wyścig znacznie więcej. Jest jednym z największych filantropów w kraju. W ubiegłym roku na róże cele przekazał miliardy dolarów, więcej od niego dali tylko Jeff i MacKenzie Bezos (przed rozwodem).

 

Krytyk Trumpa

Bloomberg otwarcie krytykuje prezydenturę Donalda Trumpa. W 2016 r. podczas konwencji demokratycznej, na której występował jako polityk niezależny, nazwał Trumpa „niebezpiecznym demagogiem” i stwierdził, iż jego prezydentura będzie „postępującą katastrofą”. Wypowiadał opinie przeciwstawne Trumpowi na takie tematy, jak imigracja, czy klimat, przeznaczając 4.5 mln. dolarów na wsparcie Porozumienia Paryskiego po tym, jak obecna administracja od umowy tej odstąpiła.

“W 2020 r. kandydat niezależny tylko podzieli głosy oddane przeciw Trumpowi i doprowadzi do jego reelekcji” – mówił w styczniu Bloomberg zapytany o ewentualny udział w wyścigu do Białego Domu, ale przede wszystkim odnosząc się do zapowiedzi Howarda Schultza, szefa Starbucksa, który jako bezpartyjny rozważał start w wyborach – „To ryzyko, którego nie podjąłem w 2016 r. i uważam, że nie powinniśmy podejmować tym razem”.

 

Widzi szansę dla siebie

Jednak najwyraźniej obserwując zmagania demokratów doszedł do wniosku, że jest tam miejsce dla jeszcze jednego. Decyzja Bloomberga zbiegła się w czasie z coraz częściej powtarzaną opinią, że nudne i pozbawione treści debaty prezydenckie demokratów zniechęcają do nich wyborców niezależnych. Bloomberg jest ich wymarzonym kandydatem.

Jego wejście do gry na tym etapie wywołało jednak spore zdziwienie. Część wyborców ma już w miarę wyrobioną opinię na temat kandydatów i zaczyna przejawiać swe sympatie. Owszem, nikt nie dysponuje taką gotówką jak Bloomberg, więc będzie on w stanie dotrzeć z informacjami na swój temat do szerokiego grona odbiorców, ale mimo wszystko do wyborów pozostał mniej niż rok.

Jako kandydat skupi się na broni palnej, klimacie, ekonomii. Czyli na tym, czym zajmował się przez ostatni rok, co jest bliskie demokratycznym wyborcom, na czym się dobrze zna.

Umiarkowany, zdecydowany w działaniu technokrata z dużym doświadczeniem biznesowym i administracyjnym. Taki kandydat byłby idealny w 2008 r., gdy obydwie partie gotowe były jeszcze na współpracę w celu rozwiązania ówczesnego kryzysu finansowego.

Przy obecnych podziałach społeczeństwa, wrogości, wręcz nienawiści, nawet wśród członków tej samej rodziny, kandydat umiarkowany może nie być najlepszym rozwiązaniem.

Bloomberg ma pieniądze, które mogą zakłócić demokratyczne prawybory. Jego głównym przeciwnikiem będzie Joe Biden.

W styczniowym wydaniu Politico napisano, iż Bloomberg widzi dla siebie ścieżkę do Białego Domu. Nie obawia się swych umiarkowanych poglądów i odpowiedzialności fiskalnej, stawiającej go niemal w szeregu konserwatystów.

Pewnie przedstawi siebie jako lepszego biznesmena od Donalda Trumpa, a na pewno bardziej odpowiedzialnego polityka.

Na pewno dla wielu wyborców demokratycznych starszy, biały miliarder może nie być najlepszym wyborem. Mimo to jest zdecydowany spróbować. Co z tego wyniknie, zobaczymy wkrótce.

Na podst. vox, nypost, politico,
opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location