Jeśli tej zimy rachunek za prąd wywołał u ciebie nieprzyjemne zaskoczenie, nie jesteś wyjątkiem. Koszty energii elektrycznej rosną w Stanach Zjednoczonych od kilku lat i wyraźnie wyprzedzają tempo inflacji. Średni miesięczny rachunek gospodarstwa domowego zwiększył się z około 121 dolarów w 2021 roku do 156 dolarów w 2025 roku, co oznacza niemal 30-procentowy wzrost. Tylko między styczniem a październikiem ubiegłego roku ceny prądu poszły w górę o 12,7 procent.
Prognozy nie napawają optymizmem. Według National Energy Assistance Directors Association przeciętna amerykańska rodzina wyda tej zimy blisko tysiąc dolarów na samo ogrzewanie domu. Coraz więcej osób nie radzi sobie z opłacaniem rachunków – w 2025 roku nawet cztery miliony gospodarstw doświadczyły odłączenia mediów, o pół miliona więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie federalna pomoc na ogrzewanie systematycznie maleje: z 6,1 miliarda dolarów w 2023 roku do około 4 miliardów w 2025.
Dlaczego więc prąd drożeje tak szybko?
Inflacja, która podbija wszystko
Od czasu pandemii ceny energii rosną podobnie jak ceny niemal wszystkich towarów i usług. Problem polega na tym, że energia drożeje szybciej niż cała reszta gospodarki. Jak zauważa Christopher Knittel z MIT Climate Policy Center, tempo wzrostu cen prądu wyraźnie przewyższa tempo inflacji.
Utrzymanie i modernizacja krajowej sieci energetycznej również kosztują dziś znacznie więcej niż kilka lat temu. Materiały, sprzęt, robocizna – wszystko podrożało. Każda nowa linia, każda stacja transformatorowa czy modernizacja starego kabla oznacza wyższe koszty, które finalnie trafiają do rachunków odbiorców.
Starzejąca się infrastruktura
Znaczna część amerykańskiej sieci energetycznej powstała w latach 60. i 70. XX wieku. Około 70 procent linii przesyłowych ma dziś ponad 25 lat i zbliża się do końca swojej żywotności. Sieć wymaga pilnych modernizacji, aby pozostać bezpieczna i niezawodna.
Te inwestycje są niezwykle kosztowne. Jak podkreśla Knittel, modernizacja jest konieczna z powodów bezpieczeństwa, ale rachunek za nią płacą ostatecznie klienci w postaci wyższych taryf. Każdy nowy kabel i każdy wymieniony słup to kolejne dolary doliczone do ceny kilowatogodziny.
Cła, które podnoszą ceny
Modernizacja sieci wymaga ogromnych ilości stali i aluminium. Tymczasem cła na te materiały, wprowadzone jeszcze podczas pierwszej administracji Donalda Trumpa i utrzymane za czasów Joe Bidena, znacząco podnoszą koszty inwestycji. W ubiegłym roku stawka ceł została podniesiona z 25 do 50 procent i rozszerzona na setki nowych kategorii produktów.
Jak zauważa Kenny Stein z Institute for Energy Research, każda taryfa na stal i aluminium przekłada się bezpośrednio na koszty budowy elektrowni, linii przesyłowych i infrastruktury. A te koszty, prędzej czy później, przełożą się na koszty energii elektrycznej ponoszone przez odbiorców.
Zmiany klimatu i ekstremalne zjawiska pogodowe
Huragany, pożary lasów i coraz częstsze fale upałów wymuszają kolejne inwestycje w zabezpieczenie sieci. W Kalifornii wydatki związane z ochroną przed pożarami zwiększyły ceny energii o około 4 centy za kilowatogodzinę w skali roku. Brak wcześniejszych modernizacji często kończy się kosztownymi naprawami po klęskach żywiołowych.
Rosnące temperatury oznaczają także coraz większe zużycie prądu latem. Według raportu firmy Payless Power coraz gorętsze sezony przyczyniły się do czterokrotnego wzrostu stawek od lat 70. W lecie 2025 roku przeciętna rodzina zapłaciła za prąd około 784 dolarów, o 6 procent więcej niż rok wcześniej.
Centra danych i nowy apetyt na energię
Jednym z najmniej widocznych, a jednocześnie najszybciej rosnących źródeł zużycia prądu są centra danych. Już w 2024 roku odpowiadały one za 4 procent całego zużycia energii w USA, a do 2030 roku ich zapotrzebowanie ma się ponad dwukrotnie zwiększyć.
W rejonach, gdzie powstały nowe centra danych, ceny energii wzrosły nawet o 267 procent w porównaniu z sytuacją sprzed pięciu lat. Co istotne, skutki takich inwestycji nie pojawiają się na rachunkach od razu. Podwyżki rozkładają się w czasie i są efektem decyzji sprzed kilku lat.
Stein zwraca uwagę, że choć podwyżki są bolesne, często są nieuniknione, jeśli sieć ma pozostać stabilna. Przez lata, gdy popyt na energię był niski, można było odkładać inwestycje. Dziś, przy rosnącym zapotrzebowaniu, taki luksus już nie istnieje – a niektóre stany płacą dziś wysoką cenę za wcześniejsze zaniedbania.