----- Reklama -----

Luxahaus Beyond

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

02 sierpnia 2022

Udostępnij znajomym:

Każdego lata bezprecedensowe upały uderzają w miasta w całych Stanach Zjednoczonych. I właśnie wtedy, gdy mieszkańcy najbardziej tego potrzebują, sieć elektryczna przestaje działać. Każdego roku w Stanach Zjednoczonych setki umierają z powodu schorzeń związanych z upałem, a kolejne tysiące trafiają na izby przyjęć z powodu stresu cieplnego. W porównaniu do innych katastrof związanych z pogodą, reakcja na ekstremalne upały ze strony przywódców USA jest minimalna. W rezultacie wiele miejsc pozostaje nieprzygotowanych. Jak zatem sprawić, by nasze miasta były bardziej bezpieczne?

Kryzys upałów w miastach nie ogranicza się tylko do Ameryki Północnej. Ekstremalne upały zabijają więcej ludzi niż jakakolwiek inna katastrofa klimatyczna na świecie, w tym huragany, powodzie i pożary. Zmiany klimatyczne, napędzane głównie przez emisje dwutlenku węgla z krajów rozwiniętych, pogarszają sytuację. Fale upałów stają się coraz gorętsze, zdarzają się częściej i trwają dłużej. Obecnie 2.2 miliarda ludzi — czyli 30% światowej populacji — doświadcza zagrażającego życiu upałów przez co najmniej 20 dni w roku, a naukowcy przewidują, że do końca stulecia upały mogą zagrozić nawet 66% ludzi. W przeciwieństwie do przemocy w filmach, ciepło jest niewidoczne, nawet jeśli jest bardziej bezpośrednie i rozpowszechnione. To także czyni go bardziej niebezpiecznym. Nic poza masową redukcją paliw kopalnych nie spowolni tego trendu.

Klimatyzacja

Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych radzą sobie z upałami dzięki wszechobecnej klimatyzacji. Kraj ten zużywa więcej energii do chłodzenia na osobę niż jakikolwiek inne państwo na świecie. W 2016 roku 328 milionów Amerykanów – czyli mniej niż 5% światowej populacji – pochłonęło więcej energii na chłodzenie niż 4.4 miliarda ludzi żyjących w całej Afryce, Ameryce Łacińskiej, na Bliskim Wschodzie i w Azji, z wyjątkiem Chin (ponad połowa globalnych emisji związanych z chłodzeniem pochodzi obecnie z Chin i Stanów Zjednoczonych łącznie). Na całym świecie zapotrzebowanie na chłodzenie szybko rośnie i nadal rośnie w Stanach Zjednoczonych. Obecnie 88% domów w USA korzysta z jakiejś formy klimatyzacji w porównaniu do około 4% domów w Europie. W miarę jak lata stają się coraz gorętsze, Amerykanie ochładzają się jeszcze bardziej.

Można pomyśleć, że w najbardziej klimatyzowanym kraju na świecie upały nie stanowią takiego problemu. Jednak poleganie na klimatyzacji wydaje się niepewne, zarówno w perspektywie długo, jak i krótkoterminowej. W niektórych przypadkach klimatyzacja może jeszcze bardziej pogłębiać kryzys i jasne jest, że istnieją lepsze rozwiązania, o których powinniśmy pomyśleć.

Kiedy zabraknie prądu

Podczas fali upałów w Nowym Jorku w 2019, kiedy wskaźniki ciepła podniosły się do 113ºF, dzielnice Brooklynu i Queens straciły prąd. Ponieważ system obsługiwał rekordowy ładunek energii – w większości do zasilania klimatyzatorów domowych– kilka sekcji południowo-wschodniej sieci Brooklynu zawiodło. W odpowiedzi Con Ed, monopolistyczna korporacja będąca własnością inwestorów, która działa jako firma użyteczności publicznej, celowo odcięła energię elektryczną kolejnym 33,000 mieszkańcom, aby „zapobiegać dalszym przestojom, a także chronić integralność systemu energetycznego”. Ponad 50,000 mieszkańców – w tym seniorzy w kilku dużych ośrodkach opieki, a także niemowlęta – walczyło bez prądu przez ponad dwadzieścia cztery godziny. Być może najbardziej wymowne jest to, że te dzielnice, szczególnie Canarsie i Flatlands, zamieszkiwane są w większości przez czarną (59%) i latynoską (8%) klasę robotniczą.

Nie jest to rzadkością ani nie ogranicza się do Nowego Jorku. Podobne sytuacje mają miejsce w miastach w całym kraju. Con Ed ukierunkował się na czarno-brązowe dzielnice południowo-wschodniego Brooklynu, głównie o niskich dochodach, wykorzystując je jako strefę buforową dla reszty Brooklynu, a nawet całego miasta. Bielsze, bogatsze i bardziej komercyjne dzielnice były uprzywilejowane ponad innymi społecznościami.

Miejskie wyspy ciepła

Fale upałów dotykają prawie każdej części powierzchni planety, ale miasta generują szczególny problem. Szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych ekstremalne upały w miastach – gdzie obecnie mieszka ponad 80% Amerykanów – zabijają około 1,300 osób rocznie. Wysokie, gęsto usytuowane budynki; brak drzew liściastych; ciepło wytwarzane przez samochody i budynki (w tym klimatyzatory); w połączeniu z materiałami pochłaniającymi ciepło, takimi jak asfalt i pokrycia dachowe, tworzą „miejskie wyspy ciepła”. W upalne popołudnia w niektórych dzielnicach miejskich temperatura może być o 15ºF wyższa niż poza miastem. To może oznaczać różnicę między dyskomfortem a śmiercią.

Jak każda katastrofa związana z pogodą, miejskie wyspy ciepła wpływają nierównomiernie na poszczególne populacje. Szczególnie narażone są osoby starsze, dzieci oraz osoby z wcześniej istniejącymi schorzeniami, takimi jak cukrzyca, nadciśnienie lub problemy z sercem. Podobnie jak ci, którzy pracują na zewnątrz oraz biedacy, bezdomni, osoby bez dostępu do cienia lub obiektów wodnych, takich jak baseny; żyjący samotnie; alkoholicy; czy osoby bez dostępu do opieki zdrowotnej.

Miejskie wyspy ciepła wpływają również w nierównym stopniu na dzielnice. Nowojorski „Portal danych o środowisku i zdrowiu” zauważa, że „ryzyko choroby lub śmierci związane z falami upałów jest wyższe w społecznościach o wyższych temperaturach powierzchni i mniejszej przestrzeni zielonej oraz ubogich społecznościach kolorowych, które doświadczyły historycznego rasizmu i segregacji”. Mniej środków na sadzenie drzew dekady temu, oznaczają dzisiaj cieplejsze okolice. W Nowym Jorku czarnoskórzy mieszkańcy stanowią tylko 22% populacji, ale odpowiadają za około 50% ofiar śmiertelnych upałów w mieście. W miastach w całych Stanach Zjednoczonych mediana dochodu sąsiedztwa jest wyjątkowo dobrym wskaźnikiem gęstości roślinności.

W czasie fali upałów powinniśmy przede wszystkim zapewnić wszystkim mieszkańcom miasta bezpieczeństwo. Dla tych, którzy mogą, oznacza to zainstalowanie indywidualnych jednostek klimatyzacji w pomieszczeniach mieszkalnych. Ale ta reakcja na nagłe upały wcale nie wygląda na reakcję kryzysową. Nie działa też w przypadku awarii sieci energetycznej. Pozostawia przetrwanie w gestii indywidualnego konsumenta, która naraża najbardziej zagrożoną populację na śmiertelne upały i wzmacnia nierówności już obecne w naszych miastach.

Zamknięte koło

Nasza obsesja na punkcie klimatyzacji jest tak ogromna, że jedynym rozwiązaniem, jakie większości z nas przyjdzie do głowy myśląc o kryzysie związanym z klimatyzacją, jest… więcej klimatyzacji. Jednak to właśnie sama klimatyzacja znacząco przyczynia się do globalnego ocieplenia.

Podstawowym sposobem, w jaki klimatyzacja ogrzewa planetę jest pośrednio: energia. Mieszkańcy USA zużywają około 17% rocznej energii elektrycznej na klimatyzację. W najgorętsze dni klimatyzacja odpowiada nawet za 70% szczytowego zapotrzebowania na energię elektryczną. Plusem jest to, że prawie cała energia do AC pochodzi z energii elektrycznej, co oznacza, że jest gotowa do zasilania energią odnawialną. Ale w tej chwili tylko 19% energii elektrycznej w USA pochodzi ze źródeł odnawialnych. Większość z nich nadal pochodzi z paliw kopalnych, co przekłada się na znaczne emisje.


Innymi słowy, klimatyzacja utrudnia klimatyzowanie świata.


Jednocześnie międzynarodowe zapotrzebowanie na chłodzenie ma potroić się w ciągu najbliższych 30 lat. Wraz z rozwojem naszej infrastruktury energii odnawialnej rośnie popyt. W tej chwili nie jest jasne, czy przyszłe zapotrzebowanie przewyższy nową infrastrukturę odnawialną. Jeden z raportów twierdzi, że obecna globalna moc energii słonecznej wystarcza tylko do zaspokojenia około połowy obecnego zapotrzebowania na chłodzenie – nieważne, czego potrzebujemy w transporcie i przemyśle.

Poprawa efektywności energetycznej może obniżyć popyt. Lepsza konstrukcja AC może wykorzystać mniej energii przy tej samej intensywności chłodzenia. Lepsze projektowanie infrastruktury może również lepiej wykorzystać energię u jej źródła. Obecnie około 66% wytworzonej energii elektrycznej jest tracone przed dotarciem do użytkowników. Warto jednak pamiętać, że obietnica efektywności energetycznej jest często przesadzona i teoretyczna. Zyski w zakresie efektywności energetycznej spotykają się również z faktycznym zachowaniem użytkownika (np. pozostawienie włączonej klimatyzacji przez cały dzień w pustej przestrzeni).

W Stanach Zjednoczonych mamy zły nawyk wybierania szybkich, krótkoterminowych rozwiązań zamiast trwalszych zmian strukturalnych. Na poziomie federalnym USA ma większy potencjał spowolnienia globalnego ogrzewania niż gdziekolwiek indziej, z wyjątkiem Chin, chociaż muszą jeszcze ograniczyć emisje gazów cieplarnianych w sposób, który ustabilizuje globalny klimat. Kryzys upałów w Stanach Zjednoczonych wyraźnie pokazuje, że przywódcy miast muszą walczyć o bardziej radykalne zmiany niż rozdawanie nowych jednostek klimatyzacji. Biorąc pod uwagę niedawną decyzję Sądu Najwyższego West Virginia przeciwko EPA, która ogranicza zdolność rządu federalnego do regulowania emisji energii, potrzebujemy innego podejścia niż oszczędności, takiego, które nie koncentruje się na ograniczeniach, ale na alternatywnych inwestycjach dla naszych miast. Aby ratować życie, nie możemy ciągle wołać o mniej; zamiast tego potrzebujemy odpowiednich reinwestycji w społeczności i zdrowie publiczne.

Rozwiązania

Po pierwsze, możemy zwrócić systemy energetyczne tym, którzy z nich korzystają. Obecnie większość Amerykanów zaopatruje się w energię od firm użyteczności publicznej będących własnością inwestorów, prywatnych korporacji pełniących funkcję użyteczności publicznej. Sama struktura tych firm stawia przede wszystkim na zysk, a nie na ludzi. Energia powinna być kontrolowana i zarządzana przez społeczności, którym służą.

Po drugie, musimy sadzić drzewa i wypełnić lukę w dostępie do miejskich terenów zielonych. Drzewa chłodzą okolice na dwa sposoby: zacieniają absorbujący ciepło beton i asfalt oraz odparowują wodę z gruntu, co chłodzi otaczające je powietrze podobnie jak klimatyzator. Niedawne badanie 97 miast wykazało, że obecna pokrywa drzew miejskich zapobiega około 1,200 zgonom rocznie, a także ponad 100,000 wizytom w szpitalach. Drzewa nie tylko ratują życie; wzmacniają je. Drzewa i dostęp do publicznych terenów zielonych poprawiają zdrowie psychiczne i fizyczne, łagodzą problemy z oddychaniem, jednocześnie redukując przestępczość i zapewniając ludziom niekomercyjne miejsca do gromadzenia się. Trzymają dzielnice razem.

Po trzecie, musimy nakazać lepsze projektowanie budynków poprzez odpowiednie ustawodawstwo. Od drapaczy chmur po domy jednorodzinne, miasta muszą uchwalić przepisy, które wymagają materiałów budowlanych odpornych na wysokie temperatury. Lokalne przepisy budowlane mogą wymagać od projektantów włączenia zacienienia i naturalnej wentylacji, co może znacznie obniżyć koszty energii. Podmuch wiatru nie zmienia temperatury w budynku, ale może zadecydować o wygodzie i niewygodzie użytkowników. Wielu z nas nie jest już przyzwyczajonych do przeciągów w naszych domach. Zwiększenie komfortu dzięki naturalnej wentylacji i nieco wyższym temperaturom w pomieszczeniach to zmiana kulturowa, której musimy dokonać.

Większość budynków – zarówno domów, jak i biur – jest tak hermetycznie uszczelniona, że wymagają klimatyzacji, co uniemożliwia ich chłodzenie bez niej. We wszystkich, z wyjątkiem najbardziej ekstremalnych przypadkach, nie jest to konieczne. Dziś wiodący architekci na świecie włączają do swoich projektów strategie pasywnego chłodzenia, które wykorzystują to, co znamy z natury, do chłodzenia pomieszczeń przy niewielkim lub żadnym chłodzeniu mechanicznym. Projektujemy z myślą o ekstremalnych warunkach, mimo że większość dni nie wymaga klimatyzacji. Zwiększa to zapotrzebowanie na chłodzenie, gdy nie jest to konieczne.

Po czwarte, musimy zwiększyć dostęp do publicznie chłodzonych przestrzeni, takich jak biblioteki i centra chłodzenia. Biblioteki są kluczowymi graczami w infrastrukturze społecznej. Jako przestrzenie publiczne utrzymują mieszkańców miasta w chłodzie, a także zmniejszają izolację społeczną i samotność, które są szkodliwe dla ludzkiego zdrowia. Jeśli chodzi o centra chłodnicze, to nie mamy ich wystarczająco dużo i wiele zamykanych jest wczesnym wieczorem, kiedy temperatura w pomieszczeniach jest najwyższa, z powodu opóźnienia w uwalnianiu ciepła z budynku. Zwiększony dostęp do obiektów wodnych, takich jak plaże i baseny, może również uratować życie.

Wreszcie, miasta muszą traktować ekstremalne temperatury jako rzeczywiste zagrożenie dla zdrowia i życia. Udostępniać mieszkańcom praktyczne, konkretne wskazówki dotyczące chłodzenia; łagodzenia najgorszych skutków chorób związanych z upałami; informować o tym, jak dbać o sąsiadów mieszkających samotnie; czy umożliwić dostęp do funduszy awaryjnych na ogrzewanie – czy to na poziomie lokalnym, stanowym, czy federalnym. Przetrwanie fali upałów nie jest kwestią indywidualnej dyspozycji czy wyboru. Wymaga zestawu umiejętności, których każdy może się nauczyć i ćwiczyć, jeśli tylko ma taką możliwość: zimne prysznice, dobrze rozmieszczone wentylatory, otwieranie okien w strategicznych miejscach w mieszkaniu lub domu, zaciąganie zasłon, gdy bezpośrednie światło słoneczne pada na okna, unikanie alkoholu i odpowiednie nawadnianie, odłączanie niezbędnych urządzeń, które mogą generować ciepło, nauczenie się odróżniania dyskomfortu cieplnego od niebezpieczeństwa, spanie w mokrych skarpetach skierowanych na wiatrak i wiele innych.

Klimatyzacja może i powinna być stosowana jako narzędzie do przetrwania w ekstremalnych warunkach populacjom, które jej potrzebują. Ale obecna rzeczywistość jest taka, że większość AC jest nadal używana przez tych, którzy są najmniej zagrożeni w czasach, które są dalekie od ekstremalnych.

jm

----- Reklama -----

VL TRUCKING

----- Reklama -----

Obamacare po polsku 300 x 600

----- Reklama -----