Elektryfikacja samochodów osobowych i ciężarowych w Stanach Zjednoczonych to jedna z flagowych obietnic prezydenta Joe Bidena i jego administracji. Wolniej niż zakładano, ale powolne odejście od aut spalinowych staje się faktem. Rewolucja pożera jednak własne dzieci. Cierpią małe, miejskie elektryki, które znikają z amerykańskiego rynku.
Przykładów jest kilka
Koncern General Motors ogłosił, że do końca roku wycofa z rynku swój flagowy pojazd elektryczny, jakim jest Chevy Bolt. Kompaktowy Bolt, wprowadzony na rynek w 2016 roku, jest jednym z najtańszych samochodów elektrycznych na rynku, kosztującym mniej niż 30 000 dolarów i kwalifikującym się do ulgi podatkowej w wysokości 7 500 dolarów oferowanej kierowcom aut elektrycznych. Mniej szczęścia w tym zakresie ma teraz równie mały Nissana Leaf, który nie kwalifikuje się na rządowe wsparcie ze względu na jego zagraniczną produkcję. Los tego ostatniego jest jednak taki sam, jak poprzednika, a podobnych przykładów będzie tylko więcej.
Kompromis: elektryczny, ale duży
Managerowie koncernów już szukają rozwiązania tego problemu, a najbardziej racjonalne będzie ich zdaniem „ożenienie” elektrycznego silnika z ulubionymi przez amerykanów nadwoziami – pickupami i SUV. General Motors, który chce sprzedać milion samochodów elektrycznych w USA do 2025 r., poinformował, że fabryka w Michigan, która obecnie produkuje Bolty, przestawi się na nowe elektryczne modele Silverado i GMC Sierra - potężne i dużo droższe auta, które prawdopodobnie zapewnią firmie motoryzacyjnej większy profit finansowy niż skromny Bolt. Nie jest wszak dziwne, że pickup szybciej znika z dealerskiego placu niż małe miejskie auto.
Dla środowiska to nienajlepsza informacja
Eksperci ostrzegają, że nowy trend elektrycznych kolosów jest dla środowiska dużo gorszy niż chociażby najmniejsze i w miarę ekologiczne auta spalinowe. Duże akumulatory do dużych SUV i pickupów wymagają dużych ilości wydobywanych rzadkich minerałów, takich jak lit i kobalt. Dodatkowo zużywają dużo więcej energii i emitują więcej pyłów niż małe auta spalinowe – chodzi m.in. o pył hamulcowy. To z kolei konsekwencja dużych kół, szerokich opon czy ogromnych tarcz hamulcowych.
Chociaż pojazdy elektryczne są zawsze lepszą alternatywą dla klimatu niż ich dokładny odpowiednik napędzany benzyną lub olejem napędowym, rankingi Amerykańskiej Rady ds. Efektywnej Energii (ACEEE) pokazują, że największe EV są w rzeczywistości gorsze niż bardziej kompaktowe samochody napędzane paliwem tradycyjnym – podsumowują branżowe portale.
Przykładów daleko szukać nie trzeba
Nowy elektryczny Hummer, kosztujący 110 000 dolarów i entuzjastycznie testowany przez samego prezydenta Joe Bidena, ma baterię, która sama waży tyle samo, co mały samochód i zawiera połowę ilości litu potrzebnego do zasilenia całego autobusu pełnego ludzi. Z kolei produkowany w Illinois Rivian R1S, najgorzej radzący sobie EV w rankingach ACEEE i uznany za gorszy dla środowiska niż przyzwoita część samochodów napędzanych benzyną, waży tyle, co dorosły słoń afrykański. Jego też chętnie chwalą politycy. I to ci z obu opcji politycznych.
Przyszłość rysuje się raczej nieciekawie
Biały Dom dąży do tego, aby do 2030 roku połowa wszystkich sprzedawanych samochodów była elektryczna, z zaledwie 5% obecnie – cel jest oczywiście jeden – zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Są jednak dwa główne problemy. Pierwsza to słabo rozbudowana sieć stacji ładowania elektryków w Stanach Zjednoczonych. Stacji, które często są wadliwe i nienależycie serwisowane. Powód drugi to pieniądze. Średnia cena auta zeroemisyjnego w USA jest wciąż średnio o 15 000 dolarów większa niż odpowiednika na ropę czy benzynę.
"Rynek EV jest teraz prawie całkowicie zdominowany przez duże, luksusowe, drogie pojazdy. To naprawdę nie pomaga ludziom o niskich dochodach i tym, którzy są na pierwszej linii frontu z zanieczyszczającymi zakładami i zmianami klimatu" – mówi Alissa Kendall, ekspert w dziedzinie inżynierii środowiska na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis. Ekspertka wskazuje jednak na kilka pozytywnych aspektów – także w kontekście dużych i elektrycznych SUV.
„Plusem jest to, że kopcące i śmierdzące SUV i ciężarówki są zastępowane przez wersje elektryczne - transport jest największym źródłem emisji w USA. Według jednego z szacunków, do 2025 roku 78% wszystkich pojazdów sprzedawanych w USA będzie SUV, małą ciężarówką lub vanem”.
fk