Federalne służby potwierdziły we wtorek, że szeroko zakrojona akcja egzekwowania przepisów imigracyjnych, znana jako „Operation Midway Blitz”, wciąż jest prowadzona na terenie aglomeracji chicagowskiej. Informację tę przekazali przedstawiciele Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, podkreślając, że działania nie zostały ani zawieszone, ani ograniczone.
W oświadczeniu przekazanym stacji WGN rzecznik amerykańskiej Służby Celnej i Ochrony Granic (CBP) jasno zaznaczył, że operacja będzie kontynuowana. "Jak mówiliśmy już miesiąc temu, nie opuszczamy Chicago, a działania trwają. Operacja Midway Blitz realizuje to, czego politycy miast-sanktuariów w Chicago od dziesięcioleci odmawiali: ogranicza przestępczość i usuwa najgroźniejszych nielegalnych przestępców, którzy zagrażają bezpieczeństwu Amerykanów" – przekazał rzecznik CBP.
Źródła potwierdziły we wtorek stacji NewsNation, że do Chicago wrócił dowódca Straży Granicznej Gregory Bovino. W połowie listopada opuścił on region Chicagoland, by uczestniczyć w ogólnokrajowej operacji typu „at-large”, obejmującej działania na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Jego powrót jest kolejnym sygnałem, że federalne władze traktują akcję w Illinois jako priorytetową.
Zapowiedź intensyfikacji działań
Już w ubiegłym miesiącu kongresmenka z Illinois Lauren Underwood sygnalizowała, że operacja będzie w najbliższym czasie wyraźnie rozszerzana. W rozmowie z WGN Radio relacjonowała swoje spotkania z przedstawicielami ICE w ośrodku w Broadview. Jak przekazała, urzędnicy poinformowali ją o planach co najmniej potrojenia liczby pracowników do stycznia oraz o przygotowaniach do powiększenia powierzchni biurowej.
Te zapowiedzi wpisują się w szerszą strategię administracji Donalda Trumpa, która od początku przedstawiała Operation Midway Blitz jako akcję wymierzoną w tzw. „najgorszych z najgorszych” – osoby uznawane za szczególnie niebezpieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa publicznego.
Ten przekaz zaczął jednak budzić wątpliwości po niedawnym śledztwie WGN Investigates. Analiza nowej strony internetowej Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, prezentującej listę aresztowań w Illinois, wykazała, że wśród osób określanych jako „najgorsi z najgorszych” znalazły się również osoby skazane jedynie za drobne kradzieże sklepowe lub wykroczenia drogowe. Część z nich przebywała już w więzieniu w momencie wydania nakazu deportacji.
Te ustalenia podsyciły krytykę ze strony lokalnych polityków i organizacji broniących praw imigrantów, którzy zarzucają władzom federalnym nadużywanie retoryki bezpieczeństwa w celu uzasadnienia szeroko zakrojonych działań.
Protesty i obywatelskie „zespoły szybkiego reagowania”
Początek operacji Midway Blitz naznaczony był napięciami i bezpośrednimi starciami pomiędzy agentami federalnymi a protestującymi, domagającymi się zakończenia nalotów imigracyjnych. Wraz ze wzrostem liczby aresztowań federalne służby zaczęły mierzyć się z nowym wyzwaniem – rosnącą aktywnością prywatnych obywateli tworzących tzw. „rapid response teams”.
Są to nieformalne grupy, które pojawiają się na ulicach Chicago i otaczających miasto przedmieść, by monitorować działania agentów, informować lokalne społeczności o nalotach i dokumentować przebieg interwencji. Ich obecność dodatkowo zaostrza atmosferę wokół operacji, która już teraz dzieli mieszkańców regionu.
Choć federalne władze podkreślają, że nie zamierzają wycofywać się z Chicago, narastające kontrowersje i sprzeczne oceny skutków operacji sprawiają, że Operation Midway Blitz pozostaje jednym z najbardziej drażliwych tematów w lokalnej i ogólnokrajowej debacie o polityce imigracyjnej.