----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

23 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

Nowy raport Chicago Coalition to End Homelessness rzuca inne światło na skalę bezdomności w mieście. Według organizacji w 2024 roku problem ten dotknął ponad 58 tysięcy mieszkańców Chicago – ponad trzykrotnie więcej, niż wynika z oficjalnych miejskich statystyk. Autorzy raportu podkreślają, że tradycyjne metody liczenia osób bezdomnych pomijają tysiące ludzi, którzy nie mieszczą się w wąskiej definicji przyjmowanej przez miasto.

Jedna noc, jeden obraz – i wiele niewidocznych osób

Każdego roku Chicago przeprowadza tzw. „point-in-time count”, czyli jednorazowe liczenie osób bezdomnych w jedną styczniową noc. W 2024 roku w ten sposób oszacowano, że bez dachu nad głową pozostaje około 19 tysięcy osób. Kolejne takie liczenie przeprowadzono w czwartek.

Zdaniem Chicago Coalition to End Homelessness ta metoda z definicji nie oddaje pełnego obrazu. Jak wyjaśnia M. Nelsen, menedżer ds. polityki miejskiej w koalicji, liczenie odbywa się tylko raz w roku, prowadzone jest przez wolontariuszy i obejmuje jedynie osoby przebywające w schroniskach lub w miejscach „nieprzeznaczonych do zamieszkania”. W praktyce oznacza to, że poza statystykami pozostają ludzie śpiący w samochodach, opuszczonych budynkach, a także ci, którzy tymczasowo mieszkają u znajomych lub krewnych.

Ten ostatni przypadek, określany jako „doubled up”, okazuje się w Chicago niemal trzykrotnie częstszy niż bezdomność uliczna czy schroniskowa. To właśnie ta grupa w największym stopniu umyka oficjalnym liczbom.

Skala problemu znacznie większa

Analiza koalicji pokazuje, że w 2024 roku bezdomności doświadczyło dokładnie 58 625 mieszkańców miasta. Tymczasem oficjalne dane miejskie mówiły o 18 836 osobach. Różnica jest ogromna.

W 2025 roku liczba osób policzonych podczas „point-in-time count” spadła do 7 452, co – jak tłumaczą eksperci – wynikało głównie z mniejszej liczby migrantów korzystających ze schronisk. Pełne dane koalicji za 2025 rok będą jednak dostępne dopiero pod koniec roku, z powodu opóźnień w dostępie do informacji z Biura Spisu Ludności i innych źródeł.

Miasto przyznaje, że oba zestawy danych są przydatne, choć pokazują różne aspekty problemu. Przedstawiciel Department of Family and Support Services podkreślił, że oficjalne liczenie opiera się na definicjach ustalonych przez federalny Departament Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast.

Raport pokazuje również wyraźne dysproporcje rasowe. Ponad 12 tysięcy czarnoskórych mieszkańców Chicago przebywało w schroniskach lub na ulicach, a niemal 21 tysięcy mieszkało tymczasowo u innych. Choć czarnoskórzy stanowią mniej niż jedną trzecią populacji miasta, to odpowiadają za ponad połowę wszystkich osób doświadczających bezdomności.

Dlaczego niedoszacowanie ma znaczenie

Zdaniem Nelsena problem nie sprowadza się jedynie do statystyki. To właśnie dane z „point-in-time count” są często podstawą decyzji politycznych i podziału środków na walkę z bezdomnością.

Jeśli punkt odniesienia obejmuje jedynie część potrzebujących, zasoby trafiają do wąskiej grupy, a tysiące ludzi pozostają poza systemem pomocy. Jak zauważa Nelsen, bazowanie na liczbie stanowiącej mniej niż jedną trzecią rzeczywistej skali problemu prowadzi do systemowego niedoinwestowania działań pomocowych.

W ostatnich latach liczba osób bezdomnych w statystykach spadała m.in. dzięki programowi COVID Emergency Housing Voucher. Jednak fundusze na ten cel, pierwotnie planowane do 2030 roku, mają – decyzją administracji Donalda Trumpa – wygasnąć jeszcze w tym roku.

Puste mieszkania i brak dostępności

Jednym z najbardziej wymownych fragmentów raportu jest zestawienie liczby osób bezdomnych z liczbą pustych lokali. W 2024 roku w Chicago stało ponad 109 tysięcy niewykorzystanych mieszkań.

„To nie jest problem braku mieszkań, lecz braku mieszkań dostępnych i przystępnych cenowo” – podkreśla Nelsen. Jego zdaniem miasto posiada zasoby, ale polityka mieszkaniowa nie wykorzystuje ich w sposób, który realnie ograniczałby bezdomność.

Koalicja postuluje utworzenie stałego miejskiego funduszu, podobnego do tego, który przewidywała inicjatywa „Bring Chicago Home”, a także sprzeciw wobec polityk, które zamiast pomagać, penalizują bezdomność.

W czwartek w liczeniu osób bezdomnych mieli wziąć udział także wolontariusze z organizacji Night Ministry. Jej dyrektor ds. street outreach, David Wywialowski, przyznaje, że ze względów bezpieczeństwa liczący nie wchodzą do opuszczonych budynków ani nie budzą osób śpiących w namiotach.

„Wiemy, że rzeczywista liczba jest większa niż ta, którą policzymy” – mówi Wywialowski. Jego organizacja codziennie dociera do setek osób w obozowiskach namiotowych, dzielnicach miasta i na stacjach CTA.

Nowy raport pokazuje, że bezdomność w Chicago ma znacznie szerszy wymiar, niż sugerują oficjalne statystyki. I że bez zmiany sposobu myślenia – zarówno o liczeniu, jak i o polityce mieszkaniowej – tysiące ludzi nadal pozostaną niewidoczne.

----- Reklama -----

TAXLAND 300 X 600

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor