Śmiertelne pułapki
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

W latach 2014-2019 miało miejsce 140 śmiertelnych pożarów budynków mieszkalnych w Chicago, w których zginęło 170 osób. W przypadku 42 z tych tragicznych zdarzeń, odpowiedzialnych za 61 zgonów, miasto posiadało wcześniejsze informacje o problemach związanych z bezpieczeństwem pożarowym.

61 osób, które wtedy zginęły, stanowi około jedną trzecią 170 zgonów, do ktorych doszło we wszystkich pożarach łącznie. Odpowiedzialność za tę sytuację spoczywa w dużej mierze na przywódcach miasta, którzy ograniczyli inspekcje, złagodzili przepisy i nie dotrzymali obietnic reform, które zapowiadane były po wielu głośnych tragediach.

Burmistrz Lori Lightfoot odmówiła komentarza na temat raportu, zamiast tego kierując wszystkie pytania do urzędników zajmujących się budownictwem miejskim. Przyznali oni sporadyczne błędy, ale powiedzieli, że ostateczna odpowiedzialność za rozwiązanie zagrażających życiu problemów związanych z bezpieczeństwem spoczywa na właścicielach nieruchomości.

„Pierwszą linią obrony jest właściciel budynku” - powiedział komisarz ds. Budynków Matthew Beaudet. „Każda ofiara śmiertelna w Chicago to tragedia, czy to w wyniku pożaru, czy wypadku samochodowego. Więc traktujemy to bardzo poważnie; każdego dnia ciężko pracujemy, aby zapewnić bezpieczeństwo w mieście”.

Urzędnicy budowlani twierdzą, że nie ma problemów systemowych z procesem egzekwowania kodeksu, a departament nie ponosi odpowiedzialności za wspomnianych 61 zgonów.

9

Tragediom można było zapobiec

Pożar, w którym zginęła czwórka dzieci Shamayi Coleman, objął cały budynek apartamentowy w ciągu kilku minut. Ogień wybuchł w mieszkaniu piętro niżej, w którym nie było działających czujników dymu.

Miejscy inspektorzy budowlani odwiedzili 18-mieszkaniowy kompleks w Roseland ponad dwa tuziny razy w ciągu pięciu lat poprzedzających pożar, dokumentując ponad 150 naruszeń kodeksu. Zaledwie sześć miesięcy przed tragedią inspektorzy stwierdzili na miejscu wyłamane drzwi i brak czujników dymu – wśród innych poważnych naruszeń dotyczących bezpieczeństwa pożarowego.

Gdyby władze miasta odpowiednio egzekwowały podstawowe zasady przeciwpożarowe, wielu tragediom można by zapobiec. 

Na miejscu strażacy znaleźli ciało 7-letniej Eri’any w szafie pod stosem ubrań, a jej 11-letniego brata w pobliżu otwartego okna. Najstarszą, 15-letnią Carlisię znaleziono klęczącą na łóżku, osłaniającą ciało 13-letniego brata Carlvona.

„Byli skazani na zagładę” – powiedział Rich Cooper, emerytowany szef batalionu straży pożarnej w Chicago. „Detektor dymu za 5 dolarów pozwoliłby im uciec stamtąd 10 minut wcześniej i nie doszłoby do tragedii”.

Wśród 61 wspomnianych ofiar, 23 to osoby poniżej 17. roku życia. Wszyscy zginęli w pożarach budynków, o których urzędnicy miejscy wiedzieli, że mają problemy z bezpieczeństwem przeciwpożarowym, czasami utrzymującymi się przez lata. W mieszkaniach brakowało czujników dymu, ludzie ginęli w opuszczonych budynkach, które miasto miało wyburzyć, w domach, których najemcy często szukali pomocy miasta, ponieważ nie było w nich ogrzewania.

Inspektorzy miejscy zamknęli setki skarg, podejmując niewielkie lub żadne działania naprawcze. Miejscy prawnicy i urzędnicy często wierzyli właścicielom na słowo, nigdy nie sprawdzając, czy obiecywane naprawy zostały ukończone. Najemcy spędzali cale lata w niebezpiecznych warunkach, podczas gdy sprawy sądowe przeciwko właścicielom nieruchomości często utykały w sądach.

Te raporty ujawniają zawodny system, który zagraża mieszkańcom miasta wielokrotnie niszczonego przez historyczne pożary. Wynajmujący nie mogą liczyć, że miasto szybko zareaguje na ich skargi lub skutecznie będzie egzekwować przepisy bezpieczeństwa mające chronić ich przed pożarem. Zamiast tego, jak wykazało dochodzenie Chicago Tribune, urzędnicy miejscy rutynowo przedkładali interesy właścicieli ponad bezpieczeństwo mieszkańców.

W latach 2014-2019 w Chicago doszło do 140 śmiertelnych pożarów

Przez lata, odkąd straciła dzieci, Coleman uzyskała informacje na temat długiej listy problemów związanych z bezpieczeństwem w jej budynku, do których naprawienia jej właściciel nigdy nie był zmuszony.

Miasto wiedziało, że był panem slumsów. Miasto wiedziało, że otrzymał mandaty” - powiedział Coleman. „Miasto wiedziało, że są rzeczy, które musi naprawić”.

W następstwie dochodzeń Chicago Tribune, administracja burmistrz Lightfoot w ostatnich tygodniach poparła dwie inicjatywy, które, jak twierdzą, poprawią sytuację najemców w Chicago. Jedna z nich ponawia próbę opublikowania listy właścicieli nieruchomości, którzy mają problemy z kwestiami bezpieczeństwa budynkach. Druga nakazuje właścicielom zainstalowanie trwałych, odpornych na manipulacje czujników dymu w ciągu następnej dekady.

„Najwyższym priorytetem tej administracji jest zapewnienie zdrowia i bezpieczeństwa naszych mieszkańców w każdej dzielnicy miasta Chicago”, powiedział Lightfoot w komunikacie prasowym po zatwierdzeniu przez Radę Miasta rozporządzenia dotyczącego czujników dymu.

Jednak krytycy twierdzą, że w Chicago od dawna brakowało woli politycznej, aby przeprowadzić istotne reformy bezpieczeństwa i rozprawić się z właścicielami.

„Kodeks budowlany jest dość rygorystyczny, ale słabo egzekwowany, a sposób egzekwowania bardzo niespójny” – powiedział Douglas Pensack, były zastępca dyrektora Illinois Tenants Union. „O ile nie dojdzie do tragedii i ktoś nie umrze, nikt nie ogląda się za siebie”.

Śmiertelna pułapka

63-letni Luis Bruno zginął w 2018 roku w pożarze dwupiętrowego budynku w Little Village, podzielonym na 16 pokoi z naruszeniem przepisów miejskich. Miasto otrzymało co najmniej 10 skarg dotyczących budynku od 2010 do 2015 r., które dotyczyły niebezpiecznych warunków, w tym przeludnienia i braku alarmów przeciwpożarowych. W 2011 r. miejski urzędnik ds. przesłuchań administracyjnych nałożył na właściciela grzywnę w wysokości 500 dolarów i zamknął sprawę. W ciągu kilku miesięcy zaczęło napływać więcej skarg - w tym jedna dotycząca rzekomych „bardzo niebezpiecznych” warunków. Dokumenty pokazują, że inspektorzy nigdy nie weszli do środka, aby zbadać te skargi.

Po pożarze śledczy nie znaleźli żadnych czujników dymu, a przednie schody budynku były zablokowane przez ścianki działowe. Nazwali ten budynek „śmiertelną pułapką”.

30-letnia Sarah Amman zginęła w 2014 roku w pożarze budynku w Humboldt Park, który miasto miało wyburzyć po tym, jak został uznany za niebezpieczny. Władze Chicago otrzymały w ciągu kilku lat 16 skarg dotyczących tej pustej nieruchomości, ośrodka dla dzikich lokatorów i nielegalnej działalności. Wydano orzeczenie sądowe nakazujące wyburzenie stwarzającego zagrożenie obiektu, który jednak stał dalej, gdy pożarł wybuchł w nim dwa lata później. Z dokumentów wynika, że miasto zburzyło budynek dwa dni po śmierci Amann. Śledztwo Chicago Tribune zidentyfikowało osiem innych ofiar śmiertelnych, które straciły życie w opuszczonych budynkach, których miasto nie zdołało zabezpieczyć lub wyburzyć.

Beaudet stwierdził, iż nie należy winić miasta za zgony, do których dochodzi w opuszczonych budynkach, ponieważ ludzie sami narażają się na niebezpieczeństwo, ignorując znaki ostrzegawcze i zabite deskami wejścia.

„Jeśli się tam włamujesz, jesteś naćpany jak latawiec i zasypiasz paląc na materacu, to będzie tak, jak będzie” – powiedział.

Aby zidentyfikować 42 śmiertelne pożary, w których problemy bezpieczeństwa pożarowego były znane miastu i nadal istniały w momencie wybuchu pożaru, Chicago Tribune wspólnie z organizacją Better Government Association przeanalizowało dziesiątki tysięcy stron publicznych rejestrów i przeprowadziło wywiady z ponad 100 ekspertami ds. bezpieczeństwa, strażakami, urzędnikami miejskimi i członkami rodzin ofiar pożarów.

Oprócz analizy pożarów śmiertelnych, Tribune i BGA zbadali skutki tysięcy naruszeń bezpieczeństwa, które urzędnicy miejscy udokumentowali jako „poważne”, od inwazji karaluchów i wybitych okien po takie zagrażające życiu warunki, jak brak ogrzewania, zablokowane wyjścia i rozwalające się werandy. Analiza ta ujawniła, w jaki sposób błędy w egzekwowaniu przepisów bezpieczeństwa przyczyniają się do długotrwałych nierówności w mieście. Przegląd 121,000 poważnych naruszeń bezpieczeństwa udokumentowanych w całym mieście w latach 2014-2019 wykazał, że większość z nich dotyczyła głównie społeczności innych niż białe. W tych obszarach miasta było 59 poważnych naruszeń na 1,000 osób, podczas gdy w większości białych dzielnic było ich 13 na 1,000. Zgłaszane w dzielnicach kolorowych problemy rzadziej również były naprawiane. Inspektorzy miejscy oznaczyli 32% poważnych wykroczeń na tych obszarach jako naprawione, w porównaniu z 37% w społecznościach z przewagą białych.

Urzędnicy miejscy twierdzą, że chociaż każda poważna skarga wymaga dochodzenia, inspektorom i nadzorcom celowo przyznaje się swobodę decydowania, którym skargom należy nadać priorytet.

Zapytany, dlaczego rejestry miejskie nie odzwierciedlają dalszych działań w związku z tak wieloma skargami dotyczącymi niebezpiecznych warunków, Beaudet ponownie powołał się na „przestarzały” system prowadzenia dokumentacji w jego departamencie.

Urzędnicy budowlani powiedzieli, że nie mają prawnego upoważnienia do domagania się wejścia w celu zbadania skarg, a najemcy często nie pozwalają na wpuszczenie inspektorów. System skarg 311 jest również „nadużywany przez wielu wynajmujących” - powiedziała Hopkins.

„Kiedy najemcy nie zgadzają się z właścicielem, być może przechodzą przez proces eksmisji, będą dzwonić wielokrotnie” - powiedziała. „I znowu, nie dlatego, że istnieją ważne powody… ale z nadziei, że coś znajdziemy”.

Brak egzekwowania, uporczywe problemy

Proces egzekwowania istniejących naruszeń budzi wiele wątpliwości. Inspektorzy, którzy wykryją problemy w kwestiach bezpieczeństwa, mogą zalecić trzy ścieżki działania. Najbardziej łagodną metodą jest pismo ostrzegawcze skierowane do wynajmującego, bez dalszych działań następczych. Drugi to nakaz stawienia się w miejskim Wydziale Rozpraw Administracyjnych, który działa podobnie do sądu drogowego. Najpoważniejszym skutkiem jest pozew miejski przeciwko właścicielowi nieruchomości w Sądzie Okręgowym Powiatu Cook.

Urzędnicy budowlani twierdzą, że inspektorzy i ich przełożeni mają swobodę w określaniu drogi egzekwowania prawa. Powiedzieli jednak, że inspektorom poleca się wysyłanie najpoważniejszych spraw do Sądu Okręgowego. Jednak urzędnicy miejscy nie przedstawili żadnych dokumentów ani formalnych przepisów określających, jakie naruszenia kwalifikują się jako warunki zagrażające życiu i uznawane są za szczególnie niebezpieczne. A zapisy pokazują, że te same poważne problemy są często rozwiązywane na różne sposoby. Podczas gdy jeden właściciel zostaje postawiony przed sądem, inny otrzymuje tylko ostrzeżenie.

BGA i Tribune stwierdziły, że miasto pozywało właścicieli nieruchomości w mniej niż połowie przypadków dotyczących warunków, które miasto rutynowo określało jako jedne z najpoważniejszych, w tym braku ogrzewania, odsłoniętego okablowania, brakujących czujników dymu i zablokowanych wyjść.

Przegląd wszystkich danych od 2014 do 2019 roku wykazał, że spośród ponad 25,000 naruszeń stwierdzających te warunki, miasto pozwało właścicieli lokali w związku z ponad 11,000 naruszeniami. Prawie 11,000 innych osób trafiło do miejskich urzędników, a 3,261, czyli około 13%, zakończyło się otrzymaniem ostrzeżenia.

Socjolog z Tulane University, która obserwowała pracę inspektorów budynków w Chicago przez osiem miesięcy w ramach projektu badawczego, powiedziała, że widziała, jak inspektorzy opierają decyzje dotyczące egzekwowania przepisów na ich postrzeganiu sytuacji ekonomicznej właściciela. Na przykład czasami unikali poważniejszych działań, jeśli uważali, że ciężar finansowy wysokich grzywien może uniemożliwić właścicielowi nieruchomości dokonanie napraw.

6

Wielokrotnie naruszane przepisy

Dokumenty pokazują, że ponad połowa właścicieli nieruchomości, w których doszło do 42 śmiertelnych pożarów, posiadała prawa do co najmniej trzech budynków, a także wielokrotnie naruszała przepisy budowlane w innych swoich nieruchomościach.

Nawet jeśli inspektorzy skierują sprawę do sądu, proces ten często trwa miesiące lub lata, podczas gdy najemcy nadal żyją w niebezpiecznych warunkach. Często sprawy są zamykane, chociaż problemy wcale nie zostały rozwiązane. Zdarza się, że jako dowód naprawy wystarcza paragon ze sklepu lub oświadczenie wydane przez najemców.

Merced Gutierrez był właścicielem budynku mieszkalnego, w którym doszło do jednego z głośniejszych pożarów we współczesnej historii Chicago. Budynek był jedną z czterech posiadanych przez niego nieruchomości, które łącznie odpowiadały za ponad 70 naruszeń w ciągu ośmiu lat, z czego 60 dotyczyło poważnych problemów. Postępowanie administracyjne w 2016 roku w sprawie 11 z nich, w tym braku czujników dymu, zakończyło się grzywną w wysokości 200 dolarów. Przez koleje dwa lata inspektorzy wielokrotnie odwiedzali nieruchomości w związku z kolejnym skargami. W lipcu 2018 roku, oprócz innych poważnych problemów, zgłosili brak czujników dymu w głównym budynku. Dwa miesiące później w pożarze zginęło tam 10 dzieci – od niemowlęcia do nastolatków. Policja i strażacy nie znaleźli w budynku czujników dymu. Trzy dni po pożarze w gruzach znaleziono jeden, ale bez baterii.

Miejscy prawnicy złożyli pozew w związku z naruszeniami na trzy tygodnie przed pożarem, ale pierwszą rozprawę wyznaczono na wrzesień - miesiąc po tragedii.

Zapytana, dlaczego pozew nie został złożony wcześniej, rzeczniczka działu prawnego powiedziała, że podczas żadnej z inspekcji nie znaleziono żadnych problemów zagrażających życiu, które uzasadniałyby pilne złożenie wniosku.

Podobnych przypadków w historii miasta jest wiele. Podejście Chicago kontrastuje z niektórymi innymi dużymi miastami, które odchodzą od systemów opartych na skargach na rzecz rutynowych harmonogramów inspekcji. Niektóre inne miasta również inwestują w usprawnione gromadzenie danych i wymagają od wynajmujących licencji.

Chicago miało kiedyś roczny program inspekcji budynków wyższych niż trzy piętra, ale Rada Miejska wyeliminowała ten wymóg w 2017 roku, twierdząc, że był on przestarzały i odwracał uwagę inspektorów od skupiania się na budynkach ze znanymi problemami.

Beaudet dodał, że miejski system oparty na skargach jest lepszym sposobem znajdowania i rozwiązywania problemów. „Opinia publiczna powie nam dokładnie, gdzie powinniśmy się znaleźć” - powiedział.

Rzeczniczka departamentu ds. Budynków Mimi Simon powiedziała, że zniesienie wymogu uwolniło inspektorów od tracenia czasu na odpowiadanie na skargi, które nie skutkowałyby naruszeniami kodeksu - takimi jak skargi zimą na zbyt wysoką temperaturę w mieszkaniach.

Ale zmiany spowodowały jednocześnie, że Chicago nie miało żadnych zasad regulujących, jak władze miejskie powinny reagować na skargi dotyczące zagrożeń budowlanych.

18 dolarów to za dużo

Prawo stanu Illinois już wymaga czujników dymu, z których nie można wyjąć baterii, a jedna wystarcza na 10 lat. Legislatura zatwierdziła je w 2017 r. w związku z zastrzeżeniami Illinois Rental Property Owners Association. Co najmniej 13 innych stanów ma podobne przepisy.

Ale Chicago zrezygnowało z tych środków bezpieczeństwa, po części dlatego, że chicagowska straż pożarna była temu przeciwna. W tym czasie rzecznik CFD Larry Langford powiedział, że wysoki koszt nowoczesnych wykrywaczy dymu byłby problemem dla niektórych właścicieli domów. Dodał, że nowe modele kosztują 18 dolarów w porównaniu z około 5 dolarami w przypadku modeli standardowych.

Teraz straż pożarna zmieniła kurs i poparła zmianę. Rada Miejska ostatecznie uchwaliła rozporządzenie, które do 2023 roku nakłada na właścicieli nieruchomości, którzy wymieniają czujniki dymu, obowiązek instalowania urządzeń zabezpieczonych przed manipulacją bateriami, o długiej żywotności. Jednak zgodnie z rozporządzeniem, grzywny za wykroczenia w lokalach okupowanych przez właścicieli nie mogą być nakładane do 2033 r. To pełna dekada po terminie wyznaczonym dla reszty stanu.

Chociaż ogólna liczba przypadków śmiertelnych w pożarach budynków mieszkalnych w całym kraju spadła od szczytu w latach 80., ryzyku dla osób mieszkających w domach jednorodzinnych lub dwupoziomowych rośnie – wynika z informacji National Fire Protection Association. W większych budynkach mieszkalnych liczba zgonów na 1,000 pożarów była w 2019 roku o 29% niższa niż w 1980. Ale w domach jedno i dwurodzinnych nastąpił 28% wzrost. Organizacja stwierdziła również, że czujniki dymu zmniejszają ryzyko śmierci w przypadku pożaru domu o 55%.

Na podst. Chicago Tribune